XVIII Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-a

Stajemy wobec dwóch typów problemów. Z jednej strony zapewnić pokarm dla tłumu wygłodniałych ludzi. Z drugiej – wzbudzić głód w tłumach o wiele bardziej liczebnych, które nie potrafią dalej żyć, z powodu… braku poczucia głodu; w tym drugim przypadku potrzeba cudu dużo większego. Łatwiej dać temu, który oczekuje, nawet spojrzeniem, niż skłonić do głębokiego pragnienia, uświadomić zasadnicze potrzeby, przekonać, że warto prosić, kogoś kto jest przepełniony sobą.

Woda, chleb, wino, mleko… Oto pokarmy-symbole niezbędne do życia. Ale często człowiek szuka tego, co nie jest w stanie go zaspokoić i nierzadko w tym poszukiwaniu traci… życie. Człowiek nie potrafi prosić: żądać bowiem tego, co nie pozwala żyć prawdziwie jest równoznaczne z nieumiejętnością proszenia! I dlatego, paradoksalnie, sam Bóg prosi człowieka: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody…” (Iz 55,1). Nie możemy mieć wątpliwości: Bóg zapewni wszystko to, co jest potrzebne do życia. A darów swych udziela darmowo: „Kupujcie i spożywajcie… bez pieniędzy”. Uwaga jednak: Bóg jest dar-mowy, ale nie zbyteczny!

My tymczasem, i to wcale nierzadko, traktujemy Boga jak ozdobę, jako dodatek do naszej egzystencji, jak swoiste akcesorium naszej wiary. Uważamy, że jest wymagający i dlatego trzeba Go jakoś spłacać, by nie pozostawać w relacjach długu, zależności od Niego. Traktujemy Go jako opcję, która sprawia, że nasze życie staje się bardziej komfortowe. Bóg darmowy wprowadza nas w zakłopotanie, staje się trudny do zaakceptowania. My wolimy rachunki na zasadzie układów handlowych: Ty mi, Boże, daj to i to, a ja Ci się w określony sposób odwdzięczę.

Bóg tymczasem nieustannie objawia nam nasz prawdziwy głód i prawdziwe pragnienie („nakłońcie wasze ucho…”) i prosi nas, abyśmy nie szukali u nikogo innego tego, czego On tylko może nam udzielić, co pozwoli, aby nasze życie było życiem prawdziwym („przyjdźcie do Mnie…”). Jedyną ceną, jaką trzeba za to zapłacić, jest… nasze pragnienie wyrażone przed Nim. Bóg nie pyta: co mi możesz dać w zamian?, lecz: co jesteś w stanie przyjąć ode Mnie?

Apostołowie próbowali przyjąć postawę rezygnacji, wycofania się, niekompetencji, uniku: miejsce jest odludne, pora zbyt późna, liczba zbyt wielka. Kazanie Jezusa wchodziło w zakres ich zainteresowań, głód ludzi już nie. Dlatego Jezus, zanim dokona cudu próbuje przemienić serca swoich uczniów, by odczuwały to samo, co On odczuwa: współczucie, litość, zrozumienie. Prawdziwym cudem jest bowiem wczuć się w sytuację drugiego człowieka, razem z nim odczuwać ból, nie pozostawać obojętnym wobec sytuacji wymagającej interwencji.

Tłum nie stanowi otoczki, nie jest elementem sukcesu Jezusa, Jego popularności: tłum stanowi centrum Jego posługiwania. Jezus nie zadawala się mówieniem do tłumów: On przyjmuje na siebie odpowiedzialność za każdego, kto w tym tłumie się znajduje. (Któryż z dzisiejszych wielkich mówców, pragnący poklasku, zachwytu, entuzjazmu, bierze tak do końca na siebie odpowiedzialność za swoich słuchaczy, po swoim wystąpieniu?)

Każdy chrześcijanin jest odpowiedzialny za głód swojego brata czy siostry: głód chleba, miłości, przyjaźni, zrozumienia, słuchania, sprawiedliwości itd. Dla uczniów Jezusa nigdy nie nadchodzi godzina „rozejścia”: zawsze natomiast jest czas przyjmowania, dzielenia uwagi, bycia do dyspozycji.

Jezus i dzisiaj ponawia swój apel: Ty musisz się zatroszczyć…; to dotyczy ciebie…; stać cię na to, byś temu zaradził… Więcej, próbuje nas przekonać: daj samego siebie – tak jak Ja to zrobiłem.

Skończyło się kazanie, nadszedł czas przyjęcia, czas ofiary – ofiary z siebie. Każde kazanie musi znaleźć swoje przedłużenie w liturgii rąk! Jedyny sposób, by nie dać się zaskoczyć ciemnością, to pozwolić by światło słowa zapaliło nasze serca. Wówczas… wszystkiego wystarczy dla wszystkich. Chrześcijanie, gdy robi się ciemno, chwytają się za ręce… i wtedy wszyscy widzą lepiej.

Spotkanie z Panem nie pozostawia ludzi obojętnymi. Siła spotkania rusza ich z miejsca. Misja, która rodzi się ze słowa Bożego, która rodzi się w Eucharystii przeżywanej we właściwy sposób, jest siłą, która przetwarza i sprawia, że i my możemy stać się darem dla innych.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>