XXXIII Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 21,5-19]

W czasach Jezusa prace przy świątyni Heroda nie były jeszcze ukończone, ale widok już istniejących zabudowań był doprawdy imponujący. Żydzi – mimo osobistej niechęci do Heroda i jego rodziny – z wielkości i przepychu budowanej przez niego świątyni byli niezwykle dumni. Fakt ten oddaje znakomicie stwierdzenie zawarte w Talmudzie, żydowskich księgach praw i przepisów religijnych wraz z komentarzami i rozważaniami: „Kto nie widział wykończonej świątyni w całym jej majestacie, nie wie co to jest przepych jakiejś budowli”.

Nie trudno zatem dziwić się gwałtowności ich reakcji, gdy usłyszeli słowa Jezusa: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Dla Żydów tego typu słowa nie były odbiciem zapatrywań estetycznych mówiącego, lecz niesłychanym wprost atakiem na ich… narodową tożsamość: oni przecież swoją przyszłość wiązali z niezniszczalnością jerozolimskiej świątyni; trwałość kultu w niej sprawowanego była zapewnieniem ich przetrwania jako narodu. Już tutaj powinna dotrzeć do nas ewangeliczna przestroga wynikająca z tego faktu: „Każda fałszywa pewność człowieka, która bazuje na swoich kolosalnych dziełach – także tych religijnych – jest atakowana i podważana przez Ewangelię” (Schweizer).

Żeby poprawnie zrozumieć słowa Jezusa, nie należy wyrywać ich z kontekstu: należy pamiętać, że stanowią one część Jego orędzia eschatologiczno-apokaliptycznego, które wypowiada z przeddzień swojej Męki. To Jego swoiste rozstanie ze świętym miastem i całą historią Izraela, której jerozolimska świątynia była wymownym i istotnym symbolem.

Dla Greka czas ma charakter cykliczny: wydaje się, że lata i wieki powtarzają się, dzięki czemu co jakiś czas mamy do czynienia z tymi samymi zdarzeniami i w konsekwencji nie należy spodziewać się już niczego nowego. Dla Żyda historia jest niejako linią ciągłą: rozwija się ona pod czujnym okiem Boga w kierunku dokładnie przez Niego określonym, nic się nie powtarza w taki sam sposób, jest otwarta na nowość, na nieustanną nadzieję.

Myśli związane ze zniszczeniem Jerozolimy i końcem świata przeplatają się tak mocno, że ich jednoznaczna interpretacja jest bardzo utrudniona. Powodem tego jest fakt, że eschatologia proponuje rozważania o rzeczywistościach ostatecznych, apokaliptyka zaś – o ponownym objawieniu. W jednym i drugim przypadku spojrzenie człowieka próbuje sięgnąć dalej, poza doczesną historię, chociaż niektóre elementy tej przyszłej rzeczywistości są obecne i dostrzegalne już teraz. Tak czy inaczej apokaliptyka chciała udzielić odpowiedzi na pytanie „w jaki sposób” i „kiedy” nadejdą czasy ostateczne.

Tekst Ewangelii Łukasza – mimo iż zawiera niektóre obrazy typowe dla języka apokalipsy (wojny, katastrofy naturalne, głód, zaraza, powstania) – zachowuje wielką powściągliwość w zaspokojeniu… ludzkiej ciekawości. Jezus bardziej poucza, niż informuje swoich słuchaczy. Mówi o radykalnych wyborach życiowych, których Jego naśladowcy będą musieli dokonywać w czasach próby, wobec każdego i za wielką cenę. I w tym względzie nie pozostawia żadnych złudzeń: to „z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich”. I dodaje, że jedynie ten, kto wytrwa do końca, godny jest nazwy chrześcijanina: „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

Wsłuchując się uważnie w słowa Jezusa, dochodzimy do zaskakującego wniosku: mówiąc o przyszłości, skupia On naszą uwagę na… chwili obecnej! Ważne jest zatem nie to, by ustalić datę końca świata, lecz by podejmować decyzje, które w chwili, gdy ten moment nadejdzie, będą niezwykle istotne. Chodzi o wybór takiego stylu życia, który pozwoli nam cieszyć się szczęściem zapowiedzianym w życiu po śmierci. Aby tego dokonać nie można jedynie czekać i marzyć o przyszłych lepszych i wspanialszych czasach; należy zaangażować się w codzienność, bo to ona właśnie staje się płaszczyzną weryfikującą naszą wiarę. Trudno przyjąć szczerość zapewnień o naszej wierności Ewangelii, gdy zapieramy się Chrystusa przed ludźmi, a z taką sytuacją mamy do czynienia w każdym przejawie braku miłości względem bliźniego!

Chrześcijanin jest więc budowniczym. Wie doskonale, że wszystko to, co uda się wyrwać egoizmowi, siłom podziału, logice panowania nad drugim, przemocy, arogancji, bezduszności może posłużyć do budowania nowego porządku rzeczy, w którym obowiązującym prawem jest i pozostaje słowo Jezusa Chrystusa! W takiej perspektywie możemy śmiało powiedzieć, że Ewangelia nie jest księgą „końca świata”, „rzeczy ostatecznych”. Nic z tych rzeczy! Ewangelia jest swego rodzaju… podręcznikiem dla budowniczych pokoju, sprawiedliwości, miłości, braterstwa. Uwierzmy w to i – w imię wierności Ewangelii – uznamy to za nasze zadanie. Wówczas ze spokojem i bez lęku będziemy mogli spoglądać ku „nowemu niebu i nowej ziemi”. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>