XXVI Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

(Mt 21,28-32)

Nikt nie jest bez przyszłości, o ile tylko chce. Przeszłość nie musi być koniecznie ciężarem, kulą u nogi, która rzuca cień na nasz czas obecny… Możliwe jest zerwanie z przeszłością, zerwanie kajdan, stworzenie nowej teraźniejszości, patrzenie z nową nadzieją na przyszłość, która pokazuje nowe możliwości… O tym próbuje nas dzisiaj przekonać prorok Ezechiel w I czytaniu.

Po podkreśleniu solidarności i współodpowiedzialności, które wiązały ze sobą członków wspólnoty, po dostrzeżeniu skutków będących konsekwencją win i pomyłek ojców i dziad­ków, w rozdziale 18 swej księgi zwraca uwagę na spra­wę odpowiedzialności indywidualnej! Jest przekonany, że każdy staje się odpowiedzialny za swoją teraźniejszość, za swój los. Proponuje zmianę w sposobie myślenia: Jeśli jesteś tym, kim jesteś, zawdzięczasz to sobie samemu!

Jeśli nie jesteś tym, kim chciałbyś być, nie jest słusznym obwiniać za taką sytuację… jedynie twoich poprzedników. Dzisiaj moglibyśmy dopowiedzieć: nie jest słusznym obarczać winą jedynie społeczeństwo, struktury, środowisko, system.

Ezechiel ostrzega, że zawsze istnieje możliwość nawrócenia, które może zadecydować o zmianie sposobu życia. Jedni rezygnują ze swojej mało chlubnej przeszłość i wchodzą na drogę dobra. Drudzy rezygnują z poprawnego życia i wkraczają na drogę zła. Wiadomo, że prorok nieco upraszcza swoją narrację w celach pedagogicznych, ale jego wnioski pozostają niezmiernie ważne.

Istnieje jednak jeszcze jedna kategoria osób: to ci, którzy nie myślą ani nad dobrem, ani nad złem i idą do przodu bez zastanawiania się po co żyją i dokąd zmierzają. Zdolność refleksji nad sobą nie należy niestety do najczęściej praktykowanych. Przeszłość może bardzo obciążać, ale zastanawianie się nad nią wydaje się przygniatać jeszcze bardziej, stąd uniki. Stąd przyzwolenie, by ta przeszłość decydowała samowolnie o naszej teraźniejszości, by odebrała nam jakąkolwiek nadzieję na przyszłość.

Ezechiel chce nam pokazać, że nasze działanie, nasze postępowanie nie są jedynie prostą konsekwencją błędów przeszłości i wczorajszych win. Mogą stać się także konsekwencją naszych osobistych decyzji – dokonanych w wolności – tu i teraz!

„Nie” powiedziane wczoraj nie musi zniewalać Twoich rąk, nóg czy umysłu. Proste „tak” wypowiedziane dzisiaj ma moc wymazania wszystkich poprzednich „nie”!

Z kolei przypowieść Ewangeliczna zaprasza nas do szczerej refleksji nad prawdziwym posłuszeństwem (nie tylko zakonnym).

Można spotkać ludzi zbuntowanych z powodu miłości i ludzi wiernych jedynie z powodu braku jakiegokolwiek uczucia… Są tacy, którzy wydają się nieco nieuporządkowani, mało zdyscyplinowani, ale w gruncie rzeczy kierują się faktyczną miłością. I są tacy, którzy pod przykrywką formalnego poddaństwa ukrywają rzeczywistość raczej dwuznaczną.

Kto wie, może dzisiaj w Kościele należy się lękać nie tyle „nie” odrzucenia, ile „tak” pozornej zgody, deklaracji które nic nie kosztują, stwierdzeń, które pozostają jedynie na ustach mówiącego?

Zbyt wiele ludzi mówi dzisiaj „tak” wszędzie i w każdej sytuacji. Obnoszą się na głos z własną wiernością, i potępiają zbyt łatwo niewierności innych (często jedynie słowne), aby znaleźć się w sytuacji, gdzie już nic nie będzie w stanie zakłócić im tzw. świętego spokoju.

Bóg po całej serii zbyt licznych „tak”, które znaczą „nie” i „nie”, które znaczą „tak”, i jeszcze liczniejszych „ale”, chciałby wreszcie usłyszeć milczenie posłusznego syna. Niekiedy wystarczą schylone plecy, aby inni zrozumieli, że syn przeniósł wolę Ojca z ust do swego serca.

Jakże bardzo jesteśmy podobni do wspólnoty w Filipach…

Mimo niezadowalającego stanu rzeczy Paweł nie traci nadziei… Jest świadom, że wspólnota Kościoła nie jest wolna od spraw, które niszczą społeczeństwo… Może dlatego nie marzy o wspólnocie idealnej. Chce jednak, aby we wspólnocie w Filipach było choć trochę wiary, nadziei, miłości, zgody… by to „trochę” było jednak prawdziwe. Chce, żeby jego parafianie byli chrześcijanami nawet zaledwie trochę, ale by byli nimi naprawdę.

Niekiedy to „trochę” wystarcza, by odróżnić Kościół od innych grup ludzi. Niekiedy to trochę wystarcza, aby pokazać, że zbawienie dokonane przez Jezusa jest czymś rzeczywistym, i że Duch Święty nadal działa. Jeśli tego „trochę” nie widać, to znak, że nie istnieje.

Jezus uniżył samego siebie… wtedy Bóg Go wywyższył i dał Mu imię ponad wszelkie imię! Nie należy o tym zapominać!

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>