XXV Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 1,1-16a]

Pensje, emerytury, należności nie mogą bazować na darmowości i dobroduszności; ich podstawą powinna być sprawiedliwość, bezstronność. Co się jednak dzieje, kiedy model właściciel-pracownik, sam w sobie poprawny i słuszny, przeniesiemy na relacje Bóg-człowiek?

W czasach Jezusa Bóg nie był postrzegany jako ten, który kocha bezgranicznie, bezwarunkowo… Raczej widziano w nim władcę, pana, prawodawcę, który ma do dyspozycji poddanych, których nagradza lub karze, w zależności od ich dobrego lub złego postępowania.

Czy jednak takiego Boga-rachmistrza, który zlicza w podobny sposób nasze winy i zasługi, można kochać? Wprowadzenie w relacje z Panem kryteriów należności, rachunkowości, nagród i kar, zasług i gróźb… jest diabelską deformacją naszej wiary.

Prawdziwa relacja z Bogiem jest możliwa jedynie wówczas, gdy opiera się ona na wolności, wzajemnej bezwarunkowej miłości. Kto kocha prawdziwie, nie oczekuje wzajemności; zadawala się uśmiechem na twarzy osoby kochanej… Zbyt proste?! Być może, ale Ewangelia wyraźnie potwierdza, że ten Boży sposób rozumienia sprawiedliwości uczynił On także swoim.

Wygląda na to, że i Piotr nie za bardzo potrafił się odnaleźć we współczesnych mu kategoriach ‘rachunkowości religijnej’: „Panie, oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”. Jezus odpowiada z pewnym wyrzutem, ale bez dwuznaczności, jakby chciał powiedzieć: Obawiasz się, że moja łaskawość się wyczerpuje, że mogę zostać w niej przewyższony. Naprawdę sądzicie, że Bóg w dokonywaniu zapłaty musi sięgać po wasze, ludzkie kryteria?

Odpowiedzią jest przypowieść o robotnikach zaproszonych do pracy w winnicy o różnych porach dnia. Spróbujmy uchwycić jej zasadnicze przesłanie, bo ono pozwoli oczyścić nasze wyobrażenia o samym Bogu.

Przede wszystkim, samo powołanie do służby Bogu jest już nagrodą samą w sobie; fakt pracy na rzecz królestwa Bożego jest darem-odpłatą.

Dla Boga sprawą najistotniejszą jest przyjęcie Jego zaproszenia.

W Kościele nie istnieje zatem ‘prymat starszeństwa’ (a tym samym przywileje z im związane), gdyż dla Boga nie tyle ważne są ‘lata służby’, co intensywność, bezinteresowność, sposób bycia, gotowość odpowiedzi na każdy Jego apel.

Swoim postępowaniem Bóg rzeczywiście burzy nasze o Nim wyobrażenia: wygląda na to, że bardziej niż zapewnienie pracy bezrobotnym, interesuje Go ‘otwarcie winnicy’ dla wszystkich. Biletem wstępu do niej jest pozytywna odpowiedź na Jego propozycję. Każda pora jest dla Niego odpowiednia.

Warto zatem unikać ‘targowania się’ z takim Właścicielem, bo kto się targuje, na pierwszym miejscu stawia swoje dzieło. Także w szeregach chrześcijan są tacy, co uważają, że wartość religii leży w tym, co oni dają Bogu. Prawda Ewangelii jest inna: istotniejsze jest to, co Bóg czyni dla nas! Jeśli tę prawdę pominiemy, nasze chrześcijaństwo – mimo szczerych chęci z naszej strony – będzie pozostawiać sporo do życzenia.

Nie ma co ukrywać: bardzo często łatwiej jest nam przyjąć surowość Boga, niż Jego miłosierdzie, zwłaszcza, gdy dotyczy ono innych, dokładnie tych, których chętnie określamy mianem ‘robotników ostatniej godziny’.

Dzisiejsza Ewangelia stawia nas zatem w bardzo trudnej sytuacji: czy akceptujesz dobroć Boga? Czy nie rozpaczasz, kiedy On przebacza innym? Czy nie ulegasz perfidnej pokusie pouczania Boga o tym, co… Boże?

W języku biblijnym niezgłębione miłosierdzie Boga ma jednego wroga: złe oko! Warto dodać, że kto posiada takie oko, staje się nieprzyjacielem także samego siebie, i to z prostej przyczyny: ryzykuje swoją wieczność (spędzi ją na liczeniu swoich własnych zasług i porównywaniu ich z dokonaniami innymi).

Z pewnością lepiej zawierzyć się dobroci Właściciela winnicy i dawać się zaskoczyć, codziennie, Jego niewypowiedzianą dobrocią i wspaniałomyślnością. Nie warto zwlekać. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>