XXIX Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 22,15-21]

Opinie słuchaczy są różne: Jezus odpowiedział „tak”; odpowiedział „nie”; zrobił unik: „tak, ale”; nie dał żadnej odpowiedzi…

Uważna lektura pozwala dostrzec jeszcze jedno rozwiązanie: Chrystus nie udzielił odpowiedzi jakiej spodziewali się stawiający Mu pytanie, ani nawet takiej, jakiej – być może my dzisiaj – byśmy oczekiwali.

Elementem decydującym odpowiedzi Jezusa są jej ostatnie słowa, które idą o wiele dalej, niż problem postawiony w pytaniu. One wskazują wyraźnie, że nie istnieje gotowa reguła, którą można by stosować w każdym przypadku; faktycznie bowiem do Boga należy wszystko, także ten, kto pytanie stawia! Także cezar! W porządku: rzeczy dla Boga i dla cezara. Któż jedna z nas jest w stanie dokonać takiej inwentaryzacji? Jak ustalić dokładne granice takiego podziału? Rzeczywistość, w której żyjemy jest bardziej skomplikowana. Różnorodność sytuacji historycznych, społecznych, politycznych wymaga od nas ocen, które nie zawsze dadzą się pogodzić ze sobą. Nieporozumienia i rozbieżności są ciągle możliwe.

Jezus nie jest dostawcą gotowych recept, które zwalniałby nas od ryzyka wyboru, niekiedy bolesnego i raniącego. Chrześcijanin, czyli naśladowca Jezusa i Jego uczeń, nie znajduje gotowego rozwiązania, ważnego raz na zawsze i w każdej sytuacji. Obdarzony jest natomiast sumieniem i wolnością, i za każdym razem powinien się nimi posługiwać!

To uwzględniwszy, ograniczę się jedynie do kilku obserwacji.

Jezus zachęca do tego, by zwrócić cezarowi co jego, a nie żeby cezara naśladować, albo żeby z nim konkurować. Trzeba mu dać wszystko, co mu się należy, ale… nic ponadto! Jeśli o tym zapomnimy, zdarzyć się może, że poza taką transakcją pozostanie Chrystus i Jego Ewangelia.

Zdarza się, że niekiedy cezar nadużywa swoich praw i żąda tego, czego nie powinien. W takiej sytuacji ni powinniśmy jednak się lękać: nadużycia bowiem są łatwo dostrzegalne przez czujne, poprawnie funkcjonujące sumienie.

Wielkim zagrożeniem jest natomiast pokusa, aby użyć cezara, jako poborcę na rzecz Pana Boga. W takiej sytuacji, mimo pozorów, nie oddaje się Bogu rzeczywistości Jemu należnych: to, co powinno do Boga powrócić musi nosi znamiona wolności; tutaj jej brak.

Tak naprawdę owych „rzeczywistości do zwrotu” należy szukać przede wszystkim wśród ludzkich twarzy. Każde oblicze – nawet jeśli wyblakłe, zniszczone, zeszpecone… nosi ślady obrazu Boga, na wzór którego zostało stworzone. Ten właśnie obraz narażony jest na ciągłe kradzieże; powinien być jak najszybciej zwrócony prawowitemu Właścicielowi.

I jeszcze jedna sprawa. A jeśli w naszym dawaniu tego, co Boże, Bogu byłby zawarty nakaz oddania tego, co cezara, tego, co ludzkie, np. nasze obowiązki względem bliźniego…? Gdyby tak to „co Boże” oznaczało to, co należy oddać biednym, przekreślonym, wykorzystanym, ofiarom niesprawiedliwości, nie mającym głosu, skazanym, sponiewieranym, zapomnianym, przytłoczonym różnymi formami ucisku, pozbawionym własnej godności…?

Nigdzie nie jest powiedziane, że Bóg przyjmuje należności jedynie w świątyni. Zdarza się, i to częściej, niż nam się wydaje, że czeka na nie tuż za jej progiem… Warto o tym dzisiaj pomyśleć… Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>