XXII Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 14,1.7-14]

Zapraszając Jezusa do siebie, podejmujemy spore ryzyko: wniosek taki nasuwa się wyraźnie przy czytaniu niedzielnej Ewangelii. Podczas obiadu, Jezus – poprzez swoje gesty i słowa – dokonuje kolejnego przestawienia tradycyjnej mentalności, która (trzeba o tym pamiętać!) leżała u podstaw żydowskiej pobożności.

Szabat był w tradycji żydowskiej dniem ze wszech miar świętym. Przestrzeganie szczegółowych zakazów prawa było dowodem na wyjątkowe umiłowanie woli Boga. Niestety, te ludzkie wysiłki – zdawałoby się poprawne – zamiast prowadzić do lepszego rozpoznawania woli Prawodawcy, powodowały… samozadowolenie z siebie i wbijały w pychę. W konsekwencji doprowadzały do postaw, które miały niewiele wspólnego z miłością ku Bogu i ku bliźniemu.

Jezus wchodząc do domu pewnego przywódcy faryzeuszy, dokonał uzdrowienia chorego na puchlinę wodną. (Szkoda, że te wersety zostały w niedzielnych tekstach pominięte, bo one stanowią kontekst dalszej sytuacji). Gest dobroci i miłosierdzia został dokonany w… szabat, stając się tym samym przyczyną skandalu dla uczestników tamtej uczty. Swoim czynem Jezus ukazuje absolutną wolność: nie tyle wobec prawa (bo tego przestrzegał, gdy było wyrazem woli Boga), ile wobec ślepej i absurdalnej jego interpretacji, która niemalże uwięziła wolę Bożą w gąszczu nieżyciowych i okrutnych przepisów. Szabat jest wyjątkowym Dniem Pana, a jako taki ma być znakiem dobroci Boga na rzecz człowieka.

Nie zawahał się postąpić dobrze, choć zdawał sobie sprawę, że na każdym kroku był śledzony przez obrońców prawa; i na tym przyjęciu ich nie zabrakło. On także mógł się im lepiej przyjrzeć, zwłaszcza ich zachowaniu. I dostrzegł bez trudu, jak bardzo są przywiązani do przysługujących im przywilejów, które w wyjątkowo widowiskowy sposób przejawiało się w wyścigu o… pierwsze miejsce przy stole.

„Nie zajmuj pierwszego miejsca…”. To proste stwierdzenie uświadomiło im – a chodziło przecież o ówczesne autorytety religijne – że wśród ludzi prawdziwie religijnych, oddanych w służbie Bogu i ludziom, nie może być mowy o konkurencji, o przywilejach, o karierze za wszelką cenę, o próżności itd. Jego słowa zachwiały zatem podstawą hierarchii wartości, którymi tak bardzo byli przesiąknięci zaproszeni goście: to faktyczne odwrócenie podstaw, na których oparte było życie społeczne i towarzyskie.

Jezusowi z pewnością nie chodziło jedynie o poprawienie „dobrych manier towarzyskich”. Jego uwagi dotyczą… postawy człowieka, każdego człowieka, wobec Boga: jako stworzenia Boże mamy stawać przed Nim w pokorze i prawdzie. Nie mamy prawa niczego żądać, nawet w oparciu o nasze własne zasługi. To zbyt ryzykowne, ponieważ wszystko jest darem, wszystko jest łaską, wszystko pochodzi z dobroci Boga.

Mylne rozpoznanie właściwego nam miejsca przed Bogiem powoduje daleko idące konsekwencje w stosunku do bliźnich. Jezus odnotowuje ten fakt z niezwykłą mocą, zwracając uwagę na przekrój zaproszonych gości: obecni są wszyscy z wyjątkiem… ubogich, skrzywdzonych, ostatnich, wyłączonych, zepchniętych na margines, niedołężnych, upośledzonych (wykaz nieobecnych można wydłużać).

 

Żeby poprawnie zrozumieć postulat Jezusa należy uzmysłowić sobie, że w ówczesnym środowisku żydowskim odrzucenie społeczne przenosiło się automatycznie na obszar religijny: ludzie ze wszystkich wspomnianych tu grup nie mieli wstępu na teren świątyni, nie mieli dostępu do… zbawienia. Żądanie Jezusa, by to zmienić, ma zatem posmak rewolucyjnej przemiany!!!

<<< PoprzedniNastępny >>>