XXII Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 16,21-27]

Zazwyczaj fragment dzisiejszej Ewangelii nosi w Biblii tytuł „pierwsza zapowiedź Męki…” (podobnie zresztą będzie z drugą i trzecią…). Takie ujęcie nie odpowiada rzeczywistości historycznej, Jezus bowiem nigdy nie zapowiedział samej męki: w każdej z tych trzech zapowiedzi wyraźnie jest mowa o męce i zmartwychwstaniu. Nie możemy o tym zapominać, w przeciwnym razie może się okazać, że pozostaniemy w punkcie, w którym zatrzymał się Piotr i nie będziemy w stanie przekroczyć granicy „dnia trzeciego”.

W opisie ewangelicznym ważne jest znaczenie użytych czasowników…

„Odtąd zaczął wskazywać swoim uczniom…”.
Nie chodzi tylko o informacje, o dodatek do tego, co uczniowie już wiedzą. To początek nowego nauczania, zaskakującego, nieprzewidzianego, kontrastującego z tym, czego się spodziewali.

Nie tak dawno przecież, poprzez wyznanie Piotra, doszli do przekonania, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Teraz Jezus próbuje im wyjaśnić swój los, wskazać drogę, którą będą musieli przebyć chcąc z Nim pozostać. Tym sposobem uczniowie zostali poddani pedagogii krzyża. Nie mogą sobie z tym poradzić. Mają trudności ze zrozumieniem… nie tyle intelektualnym, ale w praktyce: konsekwencje bowiem dotykają nie tylko Jezusa, ale i ich samych.

„Że musi iść”…
Fakt ten uświadamia nam ponad wszelką wątpliwość, że nie chodzi tutaj o ślepy los, o niezrozumiałą jedynie złość ludzką, ale o… plan zbawienia chciany przez Boga. A plan Boga usuwa ludzkie hipotezy, plany, zmienia je, komplikuje.

„I wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie…”.
Nie chodzi zatem jedynie o cierpienie fizyczne. Tutaj wyraźnie widać, że Jezus ma na myśli odrzucenie, pogardę ze strony klasy rządzącej, ludzi, którzy liczą się w społeczeństwie. Innymi słowy: to ówczesna władza cywilna, religijna i kulturalna zdecydowała się Go pozbyć.

„Będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Tych dwóch czasowników nie można rozdzielać. Ten błąd popełnił Piotr. Jego nadzieja okazała się bardzo ograniczona, słaba, krótkodystansowa. On dostrzega jedynie ból, cierpienie, koniec własnych perspektyw. Nie chciał zgodzić się na to, że krzyż nie jest celem, ani metą. Nie chciał uznać, że krzyż – choć konieczny, jest jednak tylko przystankiem, przejściem.

„Wziął Go na bok…”
Zachowanie Piotra kontrastuje ze sposobem mówienia Jezusa. Tak bywa zawsze, również i w naszym przypadku: zawsze wiemy lepiej co zrobić, by ominąć krzyż… Mamy dziwną pokusę pouczania Boga o tym, co lepsze, narzucania Mu naszego punktu widzenia: na temat czci Mu należnej, sposobu rządzenia światem, sposobu rozliczania złych itp.

„Począł robić Mu wyrzuty…”
Samo słowo wskazuje na nowość (początek), ale treść myślenia Piotra nosi oznaki dawnych wartości… Jego reakcja była ze wszech miar przewidywalna i trudno mu się dziwić. W świetle tego wszystkiego co słyszał i widział będąc z Jezusem, mógł sobie wyobrazić inny model Mesjasza, dokładnie taki jakiego wówczas oczekiwali wszyscy: zwycięzcę, władcę pełnego mocy i chwały. Nie był w stanie dostrzec chwały w znaku krzyża. Nie był w stanie zrozumieć, że uniżenie będzie wywyższeniem.

„[Jezus] odwrócił się i rzekł do Piotra…”
Gest Jezusa przywraca właściwe pozycje. To Mistrz jest zawsze przed. Uczeń ma kroczyć za mistrzem; nie wolno mu wysuwać roszczeń do wytyczania drogi.

„Zejdź mi z oczu…”
Czyli… usuń się z drogi. Nie możesz być zawadą na drodze, którą muszę przebyć. Bogu trzeba zostawić wolną przestrzeń…

„Szatanie…”
Piotr nieco wcześniej został nazwany błogosławionym; teraz staje się szatanem. Błogosławiony, gdy pozwala się prowadzić Bogu; szatan – kiedy zwycięża w nim czysto ludzka perspektywa. Szatan jest tym, który próbuje oddzielać: w tym przypadku – Chrystusa od drogi wyznaczonej Mu przez Ojca i w miłości przez Niego przyjętej. Na pustyni w scenie kuszenia szatan proponował łatwe rozwiązania: sukces, władza, cuda… Piotr marzy w gruncie rzeczy o tym samym. Piotr jest skałą, ale okazuje się, że i skała może stać się kamieniem potknięcia, źródłem zgorszenia… nie należy o tym nigdy zapominać.

„Myślisz nie na sposób Boży…”
W widoczny sposób chodzi tutaj o praktyczne konsekwencje myślenia w konkrecie życia, czyli o mentalność. Ta Boża i ta ludzka – są zupełnie odmienne i kierują się różnymi kryteriami, i to tak różnymi, że ta druga może być określona szatańską. Mentalność chrześcijańska musi być mentalnością ewangeliczną… a w tej nie wolno brać w nawias rzeczywistości krzyża! Piotr – pomijając ten fakt – łudził się, że przemawia z punktu widzenia Boga, na rzecz Jego chwały… i – ku swojemu zaskoczeniu – stał się „przeciwnikiem” Boga.

Piotr zdał egzamin z poprawności „teologicznej”, ale nie zdołał się zorientować, że nie miał jeszcze nic wspólnego ze swoim Mistrzem. Ten ostateczny egzamin to kwestia mentalności… i tutaj oblał swoją próbę. Nie pomylił się co do tożsamości Jezusa; rozminął się w ocenie sposobu w jaki Mesjasz ma działać. Zatem nie chodzi tylko o chwałę Boga, ale o sposób w jaki się do tej chwały dochodzi. Piotr jest ślepy nie dlatego, że nie chce przyjąć światła… lecz dlatego, że nie może znieść ciemności! Warto się dzisiaj zastanowić czy w naszym życiu nadal nie ulegamy temu nieporozumieniu… Niekiedy nie wystarczy, że sprawa jest słuszna; trzeba ją przeprowadzić środkami proponowanymi przez Jezusa, czyli w Jego stylu. Nie wystarczy stać po stronie Boga, dbać o Jego chwałę, upominać się o Jego prawa… trzeba także przejść drogą, którą On wyznacza.

Należy pamiętać, że Bóg jest z nami tylko wówczas, gdy my jesteśmy z Nim, czyli gdy stajemy po Jego stronie także w sposobie bycia uczniami – tym sposobie, który On proponuje. Można by powiedzieć, że Jezus nie ma nam wiele do zarzucenia w kwestii prawdy, którą wyznajemy; ma natomiast sporo do powiedzenia w kwestii sposobu, w jaki ją potwierdzamy.

Pozostaje jedno pytanie na koniec: gdzie budujemy nasz sposób myślenia po Bożemu? – w gazetach, rozmowach, sloganach, teledyskusjach, czy na modlitwie, medytacji, konfrontacji ze Słowem Bożym?

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>