XXI Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 13,22-30]

Od czasu do czasu tu i ówdzie pojawiają się głosy o końcu chrześcijaństwa, o kryzysie Kościoła, o nowej, lepszej erze. Nie należy się nimi przejmować: wobec takich zagrożeń mamy gwarancję trwałości wyrażoną przez samego Jezusa, który zapewnił nas ponad wszelką wątpliwość, że bramy piekielne nie przemogą Jego królestwa. To, co powinno nas natomiast zaniepokoić, skłonić do refleksji, zmusić do koniecznych przemyśleń to życie chrześcijańskie bez znaczenia, wyblakłe, pozbawione radości, zamknięte w schematy odzwierciedlające bardziej przyzwyczajenie, niż autentyczną wiarę, zepchnięte w zaułek, gdzie nikomu nie będzie spędzać snu z powiek. Wystarczy sobie przypomnieć czasy pierwszych chrześcijan: jak byli ciągani przed trybunały, oskarżani, prześladowani, skazywani „przykładnie” dla ostrzeżenia innych i odstraszenia zainteresowanych nową religią miłości… Mimo tego mieli świadomość skarbu, jaki pozostawił im Zbawiciel: „Nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,20).

My, dzisiaj, jesteśmy nadal w podobnej sytuacji. Posługując się bardziej współczesnymi określeniami, można by powiedzieć, że albo staniemy się „wirusem” (dobra), albo „środkiem znieczulającym”; w tym drugim przypadku nasza postawa uczyni innych obojętnymi na sprawy wiary i miłości; w konsekwencji nikt nie będzie na chrześcijan zwracał uwagi. Taki stan rzeczy oznacza (jest dla nas nieustannym wyzwaniem), że pod żadnym pozorem i z żadnego powodu nie wolno nam zredukować wymagań Ewangelii. W każdej sytuacji musimy mieć odwagę powiedzieć kim jesteśmy, czego chcemy, dokąd zdążamy i kto jest naszym jedynym Panem. Jeśli zdradzimy nasze ideały, staniemy się chorągiewką na wietrze historii, niepotrzebnym elementem w krajobrazie współczesności, pozostałością w skansenie folkloru… Zagrożenia nie umniejsza fakt, że taka sytuacja zadowala wielu – zwłaszcza teraz, w epoce nieustannych przemian, kiedy to „czubek własnego nosa” służy nam za punkt odniesienia i oceny otaczającej nas rzeczywistości.

Świat nie musi nam wydawać „zgody na życie” (i nie jest to przejaw dumy z naszej strony), prawo do życia otrzymaliśmy od Boga, a Jego Syn – nasz Zbawiciel – zapłacił za nie wielką cenę. Nie mamy prawa tej ofiary marnować z powodu strachu, kalkulacji, dyplomacji, fałszywej tolerancji, pretekstu do respektowania cudzych przekonań… Tego rodzaju argumenty nie mogą uczynić z Ewangelii księgi muzealnej, rodzaju eksponatu do którego można powracać jedynie w pewnych okolicznościach, i to jeszcze za zgodą innych; Ewangelia to Księga Życia, i żaden ludzki wybieg tego faktu i tej prawdy nie zmieni.

Mamy obowiązek bycia dzisiaj zaczynem, solą, wichrem, które stanowią rodzaj niewygody dla współczesnych, są dla nich zagrożeniem; a raczej nie dla nich, tylko dla tzw. świętego spokoju, dla fałszywych wartości, które propagują i którymi się posługują, dla obojętności, która coraz bardziej rozszerza swoje niszczące kręgi, dla starań których jedynym celem jest zepchnięcie Boga i Jego spraw na margines życia osobistego, rodzinnego, społecznego, politycznego… Mamy obowiązek i prawo, pod jednym warunkiem: że czynimy to ze względu na wierność Jezusowemu przesłaniu miłości. Tylko miłość bowiem jest twórcza, także wówczas, gdy stawia wymagania.

Prośmy dzisiaj za siebie nawzajem o odzyskanie ewangelicznej odwagi, by nie lękać się niczego, nawet jeśli z tego powodu nam właśnie, jako pierwszym, przyjdzie przeciskać się przez „wąską bramę”, o której mowa w dzisiejszej Ewangelii. Dochowując wierności Jezusowi, mamy pewność, że podąży zawsze z nami. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>