XX Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 12,49-53]

Jezus wyznaje swoim uczniom swoje dwa gorące pragnienia. Pierwszym z nich jest ogień, który chce rozpalić na ziemi dla dobra ludzkości. Można sobie wyobrazić ogień Ducha Świętego i jego dary, zwłaszcza miłość, zapowiedzianą już wcześniej przez Jana Chrzciciela, która nabrała pełni swej mocy w dzień Zielonych Świąt.

Ta miłość przechodzi jednak przez kontrasty, przez prześladowanie, a niekiedy wręcz przez męczeństwo. Ten aspekt zostaje podkreślony w drugim pragnieniu Jezusa: chrzest o którym mowa ma być przyjęty osobiście. W ewangelii Marka obraz ten jest połączony z kielichem do picia, proponowanym również uczniom, co stanowi wyraźną aluzję do męki i śmierci. Są to dwa symbole, które mówią, że męczeństwo Jezusa smakowało jak gorzki napój, który wchodzi w najbardziej głębokie wnętrze i doświadczane jest jako kąpiel, która zanurza całą osobę, zawsze w… miłości.

Następnie Jezus dzieli się z uczniami swoim cierpieniem: chodzi o podziały z Jego powodu. Stawiając znak zapytania, zmusza niejako uczniów do refleksji nad znaczeniem, jakie mogą mieć one dla nich i nad tym, jak mogą nimi kierować, a to po to, by aby uczynić uczniów współodpowiedzialnymi.

Jezus staje się „znakiem sprzeciwu”. Innymi słowy, jest On kryterium, dzięki któremu ludzie mogą uświadomić sobie kim są naprawdę i w jakich kontrastach żyją: zmierzają ku Bogu i od Niego się oddalają. Uwaga jednak: w przeciwstawieniach, które są nieuniknione przemoc nie jest zadawana ani przez Niego, ani przez Jego uczniów. Wprost przeciwnie: oni, uczniowie, a przede wszystkim Jego Matka, są ofiarami przemocy, ale przyjmują Ją z miłością i z nadzieją, że dzięki temu, także ich wrogowie zostaną przez ową miłość zdobyci.  Można by zatem stwierdzić, że przemocą Jezusa jest przemoc… miłości!

Ogłaszany wcześniej przez Chrzciciela jako ten, który ochrzci w Duchu Świętym i ogniu, Jezus w dniach swojego ziemskiego życia doświadcza niekompletności swojej misji i związanej z nią wysokiej ceny.

Duch, który zstąpi w dniu Pięćdziesiątnicy, zanurzy uczniów w ogniu Ducha Świętego, ale stanie się to dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. On sam uznaje, że musi przejść przez ogień zanurzenia w krwawej śmierci. Aby ogień Królestwa mógł się rozprzestrzeniać, konieczne jest, aby On sam nie został spalony i skonsumowany przez ten właśnie ogień.

Przyszedł, aby opowiedzieć o Bogu, który jest „ogniem trawiącym”, po to, by wzbudzić pasję do Królestwa, aby przeszyć życie gwałtownym oddechem Ducha, aby rozpalić serca płonącym słowem… To ważne, bo na swojej drodze tak często spotykał takich, którzy wiedzieli, jak „ugasić Ducha”, jak uciszyć proroctwo, jak osłabić szaleństwo ze względu na Boga.

Ogień daje ciepło i światło, ale jednocześnie… pochłania i pożera. Z tej śmierci rodzi się nasze życie. Ogień, który Jezus przyszedł przynieść i rzucić na ziemię, jest pasją miłości i pasją cierpienia. Przecież kto zna tajemnicę ognia, jeśli nie ten, kto pozwoli się przez niego strawić?

Jakkolwiek tajemnicze są te słowa Jezusa o ogniu, który nam przyniósł, przypominają naszemu  zmęczonemu chrześcijaństwu, naszym starzejącym się wspólnotom, że chrześcijaństwo to… życie i ogień, to pasja i pragnienie, to przygoda i piękno.

Patriarcha Konstantynopola Atenagoras napisał kiedyś, że chrześcijaństwo jest życiem w Chrystusie. A… Chrystus nigdy nie zatrzymuje się na negowaniu, na odrzucaniu. To my obarczyliśmy człowieka tak wieloma ciężarami! Jezus nigdy nie mówi: „Nie rób tak, tego nie wolno. Chrześcijaństwo to nie system zakazów (choć tak właśnie go zazwyczaj postrzegamy!!!) – to życie, ogień, tworzenie , oświecanie.

Przybycie Jezusa ma również rangę sądu, to bardziej, niż oczywiste: Jego obecność wymaga zajęcia stanowiska i dokonania wyboru, a to może wywoływać podziały… Ważne, czy u ich źródeł pozostaje wierność czy niewierność Jego oczekiwaniom.

Królestwo Boże jest bliskie. Jeszcze przed rozpoznaniem „znaków czasu”, trzeba rozpoznać… znak czasu, znaku, którym stał się sam czas od chwili, gdy wpisało się w niego wydarzenie Wcielenia.  Zatem te trudne dzisiejsze słowa, to nic innego jak zachęta i okazja do… nawrócenia, apel do zmiany na Boży „plus”. Warto nie zwlekać i skorzystać… Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>