XX Niedziela
Zwykła (B)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-b

J 6,22-71

Rozdział szósty z Ewangelii św. Jana wskazuje na kulminacyjny moment działalności Jezusa w Galilei. Następuje zasadniczy zwrot w Jego misji. Ukazuje siebie samego jako chleb życia, czyli jako coś niezwykle istotnego, koniecznego, niezastąpionego: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne…”.
Wcześniej, gdy Żydzi usłyszeli Jezusa twierdzącego „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba” sprzeczali się między sobą, gdyż chcieli te słowa rozumieć w sensie przenośnym, metaforycznym… Sposób wypowiedzi Jezusa, wielokrotność występujących określeń nie pozwala jednak na interpretację alegoryczną. Jezus mówi dosłownie! Na tym polega właśnie paradoks tajemnicy Wcielenia: życie Boże ofiarowane nam, ludziom, jako pokarm!
Bóg zawsze potrafi zaskoczyć człowieka, zwłaszcza wtedy, gdy posługuje się najprostszymi znakami, takimi jak chleb i wino, by wprowadzić nas w największą, graniczącą z nieskończonością, rzeczywistość.

„Jak On może nam dać swoje Ciało na pożywienie?” To sceptyczne pytanie Żydów ukrywa lęk. W rzeczywistości bowiem przeraża ich nie tyle możliwość cudu, ile konsekwencje, które z niego wynikają. Człowiek wyczuwa intuicyjnie, że „spożywanie Ciała Chrystusa” nie oznacza jedynie odniesienia do faktu zewnętrznego. To jest zaproszenie do przyjęcia całej tej rzeczywistości, która za nim się kryje, we własne życie. A to z kolei oznacza, że całe życie osobiste należy niejako zharmonizować ze sposobem życia, postępowania, wartościowania samego Jezusa. Świadomość tego napawa obawą, bo uderza w nasz egoizm, w nasze ustalone i uzasadnione pewności, odbiera wszelkie fałszywe alibi. Ten nadzwyczajny pokarm – jeśli przyjmiemy go z otwartością – ma  rzeczywiście moc przemiany naszego wnętrza. Problem w tym, że my tak bardzo przyzwyczailiśmy się do naszego sposobu bycia chrześcijaninem.

Karmiąc się tym pokarmem mamy możliwość stania się stworzeniami przebaczenia, pojednania, braterstwa; możemy dzielić się chlebem i radością; możemy nauczyć się spoglądać dalej, niż czubek własnego nosa; możemy przeciwstawić się słabości i grzechowi, ale i głupocie, przemocy, przeciętności, bylejakości… Mamy niesamowitą wprost okazję, by świadczyć o realnej wyższości życia nad śmiercią! Nie ustawajmy w naszych staraniach, a przede wszystkim prośmy Boga, aby Jego łaska pokonała w nas te wszystkie bariery, byśmy stali się faktycznie ludźmi na miarę Jezusowych oczekiwań. „Jeśli pozostaniecie w miłości mojej, będziecie moimi uczniami” – przekonuje Jezus (por. J 8,31). Ważne, by to Jego słowo nie tylko rozbrzmiało, lecz przeniknęło nas, stało się rzeczywistą regułą naszego życia. Stosując je, pozostając w nim, będziemy wolni i w pełni osiągniemy życie prawdziwe, życie Boże.

Eucharystia, oprócz tego, że pozwala nam trwać w Nim, wskazuje na konieczność wspólnoty… między nami.
Eucharystia jest sakramentem jedności. Nie mogę tego szczególnego daru obecności Boga przeżywać w sposób egoistyczny. To przecież normalne, że gdy zasiadamy do wspólnego stołu nie możemy być podzieleni. Zasiadamy przecież wokół Chrystusa, dawcy prawdziwego życia i źródła wszelkiego dobra. To zobowiązuje nas, byśmy rezygnowali z jakichkolwiek form podziału, niezgody, wzajemnych pretensji itp. Nie nastąpi to automatycznie, w sposób cudowny, ale jest to jedyny słuszny kierunek, w którym musimy podążać, jeśli nie chcemy tego daru stracić.
Eucharystia jest sakramentem jedności i różnorodności. Chleb, który spożywamy nie buduje jakiegoś „standardowego” chrześcijanina. Staje się bodźcem, zachętą do tego, by każdy z nas rozwijał swoje dary i talenty. Tylko wtedy mamy szansę ubogacić się wzajemnie.
Eucharystia jest dziękczynieniem. Każdy ochrzczony powinien błogosławić i wychwalać Pana za wszelkie dobro, które otrzymuje. Nie wolno mu takiej okazji marnować. Szalona miłość Boga Ojca, który własnego Syna wydał na śmierć dla naszego zbawienia zasługuje na to. A przecież Eucharystia jest utrwaleniem tego stanu miłości.
Eucharystia jest także pokojem. Wielcy tego świata walczą o pokój, tworzą pokój, dokonują podziałów, by każdy mógł pozostać na swoim miejscu i nie zagrażać drugiemu… to pokój podziałów. W Eucharystii natomiast pokój jest owocem bliskości, wspólnoty, przebywania razem mimo rozbieżności i trudności. Jedyną, dopuszczalną walką, jaką możemy toczyć uczestnicząc w Eucharystii – jest walka z egoizmem.
Eucharystia jest więc zaangażowaniem na rzecz wspólnoty. Spożywanie Ciała Chrystusa zobowiązuje mnie do każdego wysiłku na rzecz wspólnoty. Pierwsi chrześcijanie, by uniknąć dwuznaczności, na oznaczenie Eucharystii używali określenia „mistyczne Ciało Chrystusa”, natomiast pod określeniem „prawdziwe ciało Chrystusa” rozumieli lud Boży, Kościół.

Kiedy więc podczas mszy św. na słowa kapłana „Ciało Chrystusa” odpowiadam „Amen”, warto sobie uzmysłowić, że nie jest to jedynie akt mojej wiary, poprzez który potwierdzam, że wierzę w rzeczywistą obecność Jezusa w chlebie eucharystycznym, ale że jest to także moja osobista deklaracja przyjęcia odpowiedzialności za „budowanie” Ciała Chrystusa razem z braćmi i siostrami w wierze.

Zazwyczaj mówi się: „idę, by przyjąć Komunię”. Słusznej byłoby powiedzieć: „idę, by… czynić Komunię”! Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>