XVII Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 11,1-13]

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam…”. Bardzo często powołujemy się na te słowa w przekonaniu, że nie stanowią one dla nas żadnego problemu. Tymczasem powinniśmy być bardzo ostrożni, by nie nagiąć tego tekstu w celu usłyszenia tego, co chcemy usłyszeć…

Oczywiście Jezus używając takich sformułowań chciał nas zachęcić do ufnej i szczerej modlitwy, powiedziałbym nawet upartej. To jednak nie oznacza, że Bóg jest tym, który śpi, a ja z moją modlitwą przychodzę, by Go obudzić, by Mu przypomnieć o moich sprawach. Jeśli stać nas na odrobinę zdrowego krytycyzmu wobec siebie, to przyznamy, że sytuacja wygląda zwykle dokładnie na odwrót: to Bóg przychodzi do mnie, by mnie przebudzić. Czyni to poprzez… modlitwę: w perspektywie biblijnej ten, który się modli jest „przebudzony”.

Skąd się bierze nasza „senność”? Na ogół z przyzwyczajenia: te same gesty, słowa, nawet czyny stają się z czasem niemalże automatyczne. To powoduje, że „ocieramy się” o osoby, rzeczy, sytuacje bez głębszego zastanawiania się i zaangażowania, bez próby zrozumienia czy wejścia w okoliczności, bez próby współuczestnictwa.

Starożytny hymn chrześcijański wzywał: „Przebudź się ty, który śpisz; powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus”. Przywoływał zatem do.. obecności, żywej obecności na scenie codziennych wydarzeń.

Modlitwa oznacza zatem bycie obecnym. „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”; „Panie, oto jestem, powiedz mi…”; „Panie, oto jestem, możesz liczyć na mnie…”. Jeśli uchwycę poprawnie sens tego rodzaju sformułowań, nie będę mieć wątpliwości, że najpiękniejszą modlitwą na jaką mnie stać, jest powiedzenie Bogu „tak” – jako znak mojej gotowości wypełniania Jego woli. Zatem modlę się nie po to, by Bóg mnie wysłuchał, ale bym ja nauczył się wreszcie słuchać Boga.

Czy zdanie „proście, a otrzymacie” nie sprawia nam więcej problemów, niż się do tego przyznajemy? Ileż bowiem było sytuacji, w których modliliśmy się wytrwale, ufnie, szczerze i… nic, Bóg pozostał głuchy! Jakże trudno jest kontynuować, gdy odpowiedź nie nadchodzi. Jak pogodzić zapewnienie Boga z naszym codziennym doświadczeniem?

Przede wszystkim należy wyzbyć się „ekonomicznego” podejścia do modlitwy. Pewność wysłuchania leży bowiem na innej płaszczyźnie. Historia zbawienia opisana w Starym i Nowym Testamencie przekonuje nas, że Bóg naprawdę zawsze słucha cierpliwie, że wystarczy się modlić, by moje wołanie do Niego dotarło. I że… odpowiada! Tylko nie zawsze „wtedy” i „w sposób” w jaki my tego oczekujemy.

Istnieją w zasadzie dwie możliwości: albo Bóg usunie z naszego życia przeszkody, trudności, problemy w sposób cudowny… albo je zostawi takimi jakimi są, tyle że wówczas On sam rusza z nami, by stawić im czoła, by dzielić z nami nasze kłopoty. Wszystko wskazuje na to, że Bóg woli ten drugi sposób odpowiedzi, a co za tym idzie – obecności w naszym życiu.

Droga zatem pozostaje nadal ta sama, trudności i przeszkody takie same, ale ja – gdy się pomodlę – nie jestem już sam! Moja siła nie jest już jedynie moją siłą! Sytuacja nie zmieniła się (pozornie), ale mi przybyło łaski, a przede wszystkim… zdobyłem Towarzysza podróży; nie otrzymałem rzeczy, lecz Boga samego…

Czy to mi wystarczy? Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>