XVII Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 13,44-52]

Skarb ukryty jest w tym świecie, w przestrzeni, w której obracamy się dzisiaj. Jeśli za skarb uznamy to, co rzeczywiście mamy w sercu, bo „gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21), to miejscem, w którym taki skarb jest ukryty, nie może być ani niebo, ani otchłań, lecz właśnie serce, najbardziej intymna część człowieka, w której zostało „ukryte” słowo Boże. Rodzi się zatem pierwszy wniosek: królestwo Boże jest tu i teraz, we mnie.

Ojcowie Kościoła (np. św. Ireneusz) za pole uznawali Kościół. To w nim, ich zdaniem, Pan ukrył słowo zbawienia. Idąc po myśli Ojców Kościoła odkrywamy dalej, że polem jest Pismo Święte. Człowiek próbuje się z nim zaznajomić, ponieważ wie, że w nim może odnaleźć skarb – Słowo Boże. By tego dokonać, gotów jest poświęcić wszystko, co ma cennego we własnym sercu, gdyż wówczas, i tylko wówczas, będzie w stanie uznać je za swoje.

Autor przypowieści zaznacza, że szczęśliwy przypadkowy znalazca skarbu ukrywa go na nowo. Nie chce go stracić, nie chce, by ktokolwiek, nawet przypadkowo wszedł w jego posiadanie. Żeby jednak móc się cieszyć skarbem, czyli wejść do wspólnoty, w której można będzie zaczerpnąć ze skarbu, trzeba mieć odwagę, by w wolności sprzedać wszystko, by zdobyć konieczne środki do nabycia pola, w którym skarb oczekuje.

W drugiej przypowieści mamy człowieka, który na poszukiwanie perły poświęcił całe swoje życie. W czasie tego okresu wzrastało w nim pragnienie i przekonanie, że warto oddać wszystko dla zyskania tego, co jedynie konieczne. Przypowieść ta odkrywa sekrety wielu ludzkich serc. Nie da się człowiekowi ukryć za fasadą prostych wymówek, zazwyczaj fałszywych. Lepiej się przyznać do naszej przeciętności, często określanej „złotym środkiem”. Dopóki brakuje radykalności proponowanej w Ewangelii, dopóki nie jesteśmy gotowi zostawić wszystkich naszych dóbr z autentyczną spontanicznością, musi być jasne, że to, co zobaczyliśmy nie jest jeszcze perłą. Jeśli życie nasze, jako chrześcijan, nie jest świadectwem wiarygodnym, słyszalnym, widzialnym – to znaczy, że ulegamy złudzeniom.

Bohaterem trzeciej przypowieści jest… sieć, w rękach mądrego rybaka. Jest świadom, że w głębi wody nie ma możliwości rozstrzygnięcia, które ryby są dobre, a które nieodpowiednie (dlatego zagarnia wszystkie): rozdziału dokona dopiero po ich wyciągnięciu na brzeg. Perspektywą tej przypowieści wydaje się być zatem hojność. Takie jest też królestwo Boże, które nie czyni różnicy między ludźmi, przygarnia wszystkich. Także Kościół jest miejscem świętych i grzeszników zarazem. Sieć pełna ryb różnego rodzaju może być także obrazem naszej osoby, naszej osobowości. Trudno ją zaakceptować z całą różnorodnością ograniczeń psychicznych, duchowych, moralnych i jednocześnie zdolną do rozeznawania duchowego w świetle słowa Bożego.

Rybacy, którzy na brzegu dokonują rozdziału, przyjęli pozycję siedzącą; to w języku Biblii oznacza postawę sędziego. Teraz nadchodzi moment weryfikacji: trzeba rozstrzygnąć czy jest się w pełnej zgodności z Panem, czy też nie. Ten ostateczny egzamin przechodzą jedynie dobre ryby. Moment sądu nadejdzie, co do tego nie ma żadnej wątpliwości, mimo że zostaje odsunięty w czasie, na chwilę postanowioną przez Boga, na czas Sądu Ostatecznego. To oznacza, że nikt z nas nie ma prawa dokonywać sądu przed tą chwilą, gdy jesteśmy jeszcze w drodze, w pielgrzymce do Domu Ojca.

Nowy Testament nie nadaje się do firmowania postaw fanatycznych, nie zezwala do dokonywanie pośpiesznych ocen i tworzenie podziałów między ludźmi. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7,1). Nie jest to prosta zachęta do bycia tolerancyjnym; chodzi tutaj o coś znacznie więcej: to zachęta do poczucia się braćmi i siostrami w taki sam sposób, zawieszając wyrok, który pozostaje jedynie w gestii samego Boga.

Trzy krótkie teksty o królestwie mają zakończenie, które zamyka się w pytaniu skierowanym do nas: „Zrozumieliście to wszystko?”. Jezus chce zaproponować swoim słuchaczom konkretny wybór i czyni to za pomocą trzech zwięzłych przypowieści niezwykle wymownych. Propozycja ewangeliczna zatem rozbrzmiewa nadal, w całym świecie… ilu jednak z nas chce oprzeć na niej swoje życie?

Zapewne nie wszyscy zdają sobie sprawę ze skarbu o wartości wprost niewyrażalnej, który im się trafił. Wobec daru, który Bóg ofiaruje ludziom, bez jakiejkolwiek ich zasługi, nie ma miejsca na zastanawianie się i kalkulację. Jeśli się zwleka, stosowna okazja może nam uciec i nigdy więcej się nie powtórzyć… Decyzji nie można odkładać. Na spotkania wyznaczone przez Boga nie można się spóźniać. Jezus nie prosi, żeby wyrzec się czegoś, żeby przyjąć jedno lub więcej z Jego przykazań, ale aby dokonać wyboru zdecydowanego, świadomego, radykalnego. Dla nabycia skarbu Ewangelii, trzeba być gotowym do sprzedania wszystkiego. Nie można go potem odsprzedać, by powrócić do dóbr wcześniej posiadanych. Ewangelia zastępuje wszystko, co do tej chwili nadawało sens naszemu życiu. Prawdziwe odkrycie królestwa Bożego powoduje zmiany radykalne i nieodwracalne.

W wyborze skarbu można niekiedy się pomylić: łatwo jest bowiem ulec złudzeniom, stracić głowę na rzecz tego co jest ulotne i bez wartości. Jezus jest świadom tego zagrożenia, dlatego w którymś momencie przestrzega przed nim swoich uczniów: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”. Prawda jest taka, że w życiu trzeba wybierać, nie da się tego uniknąć. Jakiegoś skarbu trzeba poszukiwać, pytanie zatem.. jakiego? Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>