XV Niedziela
Zwykła (B)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-b

[Mk 6,7-13]

W opisie ewangelisty nie ma żadnych wskazówek odnośnie do misji, jaką Jezus powierzył Dwunastu, a które dla nas są bardzo istotne: gdzie? do kogo? co? ile czasu? To oznacza, że głoszenie słowa nie jest w pierwszym rzędzie pouczaniem teologicznym, doktrynalnym, lecz niesieniem orędzia, w którym ujawnia się przede wszystkim moc samego Boga, silniejsza od wszelkich wrogich mocy.

Stawiając warunki swoim uczniom nie zamierza wdawać się w spory na temat ubóstwa i rozstrzygać – na naszą modłę – co jest jeszcze dozwolone, a co nie; po prostu wskazuje na absolutną wolność, na gotowość w działaniu. Jego posłańcy – świadomi oczekiwań Mistrza – nie powinni więc szukać innego oparcia poza Nim samym! W ich działaniu ma przebijać się potęga Ewangelii, a nie tylko środków zastosowanych do jej przekazywania.

Dobrej Nowiny nie można też głosić bez radości. Nie oznacza to żadną miarą, że z pola widzenia usunięte zostaną cierpienie, cierpliwość, wytrwałość. Powinniśmy odrzucić – i będzie to wspaniałym i skutecznym potwierdzeniem autentyczności Ewangelii – życiową łatwiznę! Uczniowie otrzymali zadanie do wykonania, gwarancja sukcesu zależy od Wysyłającego. Oferta, nawet dobra sama w sobie, nie musi być przyjęta; nie powinno nas to dziwić i zaskakiwać, a tym bardziej zniechęcać. U podstaw wszelkiego działania i zaangażowania apostolskiego ma być uległość wobec woli… Jezusa.  Szkoda, że tak jednoznacznie tę Jego wolę kojarzymy jedynie z ciężarem, który trzeba wytrwale dźwigać na dowód naszej wierności, by dzięki temu zasłużyć na łaskawość i miłość naszego Mocodawcy. A przecież wola Boża to nadzwyczajny plan zbawienia, czyli coś co działa na naszą korzyść! Jesteśmy obdarowani ‘deszczem błogosławieństw’, po to by łatwiej… stawać się świętymi. Wszystkie dobra proponowane nam przez Boga mają jedno i to samo źródło: Jego dobrotliwość i przychylność względem nas.

Jezus zgodził się, aby Jego wysłannicy mogli zabrać ze sobą jedynie… laskę (por. Mk 6,8). Pozwolę sobie w tym momencie na odrobinę humoru, bo on ma w Ewangelii niepodważalne ‘prawo obywatelskie’. Zdarza się, że wobec tych, którzy odrzucają orędzie Jezusa przez nas głoszone lub nie chcą go przyjmować, mamy pokusę zamienić ‘laskę’ na ‘kij’! Pragnienie ‘siłowych rozwiązań’ nadal, niestety w naszych kręgach jest silna… Niestety, pozostaje nieewangeliczna. Granicą używania ‘kija’ jest zawsze, w każdej sytuacji, granica wolności, szacunku, zaproszenia, świadectwa. Powracam uparcie do tych faktów, ponieważ ich poprawne zrozumienie rzutuje w decydujący sposób na chrześcijaństwo, które praktykujemy i proponujemy innym. My wszyscy – uczniowie i naśladowcy Syna  Bożego – mamy być głosicielami błogosławieństwa, a nie dostawcami gróźb, pogróżek, potępienia… Naszym zadaniem jest kochać bliźnich, a ‘uczynienie’ z nich świętych, to ‘robota’ dla Pana Boga. To nie my zbawiamy drugiego człowieka, lecz Jezus! Ileż trzeba czas, by to wreszcie zrozumieć?!

Jakże często dyskutujemy, programujemy, wybieramy kierunki działań, dokonujemy zasadniczych wyborów, określamy priorytety [a właśnie: jeśli tak czynimy, to wbrew naszym najbardziej pobożnym przekonaniom stajemy w opozycji do Ewangelii! Priorytety można jedynie… rozpoznawać, bo ich autorem dla nas jest Bóg!].  W konsekwencji – zapominamy o najważniejszym: trzeba się po prostu ‘ruszyć z miejsca’! Ustalamy fantastyczne rozkłady jazdy, tyle że brak na nich godzin… odjazdu. Poprawiamy programy na przyszłość, dokonujemy weryfikacji tego, co nieskuteczne, a w międzyczasie – często niepostrzeżenie – robi się wokół nas… coraz większa pustka.

Jezus nie godzi się na nasze, nawet najpobożniejsze ‘obracanie się wokół siebie’ i przywłaszczanie sobie Jego planów: to On powołuje, to On posyła, to On decyduje o sposobie i czasie ich realizacji! Ostateczny sukces zależy nie tyle od naszych decyzji, ile od poczynionych kroków… Pod warunkiem oczywiście, że są to kroki na drodze wskazanej tylko i wyłącznie przez… Niego! Amen.

 

 

<<< PoprzedniNastępny >>>