XV Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 13,1-23]

Słuchając dzisiejszej przypowieści ewangelicznej próbujemy niemalże spontanicznie umiejscowić siebie samych na jednym z terenów. Zauważmy jednak, że takie nastawienie… utrudnia zrozumienie przypowieści.

Postacią pierwszoplanową jest siewca. To oznacza, że na jego postaci, na jego gestach winniśmy skupić naszą uwagę: a to oznacza, że ważniejszą sprawą jest rozpoznanie siewcy, niż terenu na który pada rozsiewane przez niego ziarno. Żeby to zrobić, powinniśmy uświadomić sobie w jakim kontekście Jezus opowiedział tę przypowieść.

Nie ulega wątpliwości, że Jezus wyczuwa wokół siebie atmosferę niepewności, może nawet rozczarowania. Wielu z tych, którzy poszli za Nim w początkach Jego działania, zaczyna teraz wątpić w sens Jego misji. Dlaczego? Wszystko wskazywało, że to On właśnie jest długo oczekiwanym wysłannikiem Boga, ale Jego zachowanie dalekie jest od zapowiadanego przez proroków stylu mającego nadejść Mesjasza: otacza się osobami, które nic nie znaczą w społeczeństwie; spotyka się z grzesznikami i wiele im wybacza; daje posłuch tym, których prawo dawno już przekreśliło; nie interesuje Go zupełnie sfera polityczna, a jeśli już mówi o królestwie, to nie podejmuje tematu rzymskiego okupanta, z niewoli którego miał przecież wyzwolić naród wybrany.

Trudno się dziwić, że pobożni Żydzi powoli tracą cierpliwość… Chcieli, żeby chwila rozliczania ciemiężycieli wreszcie się rozpoczęła. Z wielkim utęsknieniem oczekiwali chwili, w której podział na dobrych i na złych nie będzie dłużej kwestią przyszłości, co więcej – że raz ogłoszony, pozostanie w mocy na zawsze.

Przypowieść jest właśnie odpowiedzią na tego typu obawy i wątpliwości. Jezus daje do zrozumienia, że owszem, jest Mesjaszem, ale w inny sposób niż tego oczekiwali Jego współrodacy. On bowiem nie przyszedł sądzić, lecz… zbawiać! Nie przyszedł po to, by coś zakończyć, lecz… rozpocząć! Cała Jego działalność przebiega pod znakiem siania, a nie żniwa: na to drugie przyjdzie czas stosowny.

Królestwo Boże – zdaje się przekonywać Jezus – już jest wśród was, chociaż nie zdajecie sobie z tego sprawy. Trzeba zatem pewnego wysiłku, by tę chwilę obecną – w jej pozornym braku znaczenia – zrozumieć. To dużo ważniejsze, niż nieustanna tęsknota za znakami przyszłej chwały. Mimo pozornej klęski, mimo braku widocznych sukcesów w chwili obecnej, królestwo Boże nadchodzi, więcej – już nadeszło!

Oczywiście, zdarza się, że rozgoryczeni pytamy: na co tyle wysiłku? Dlaczego takie słabe wyniki naszej działalności? Czy naprawdę warto się dalej starać? Cóż zyskamy? Czy to nie strata energii? – To typowe przykłady nastawienia życia na ‘wynik’, na ‘rezultat’, na ‘sukces’… Czy przypowieść może nam pomóc w zmianie naszego myślenia?

Po pierwsze. Zazwyczaj przypowieść dzisiejsza nazywana jest ‘przypowieścią kontrastów’: między początkiem i końcem. Między widoczną przegraną i sukcesem, miedzy skromnym początkiem i wspaniałym rezultatem końcowym… Lepiej jednak byłoby określać ją jako przypowieść ‘realistyczną’. Dlaczego? Nie chodzi o to, by sukces zrekompensował  poniesiony wysiłek, by obfitość wynagrodziła poniesione straty. Ewangelia przekonuje nas, że rezultat jest zawarty już w samym… początku! Sukces zawarty jest już w pozornych… niepowodzeniach. I to jest powód, dla którego nam, wierzącym, nigdy nie wolno upadać na duchu!

Po drugie. Siewca nie wybiera terenu, nie decyduje, który kawałek ziemi jest dobry, który żyzny, po którym można się czegokolwiek spodziewać. Teren ujawnia swoje właściwości dopiero po zasiewie, nie przed. To oznacza, że my, uczniowie Jezusa, mamy obsiewać wszystkie tereny, musimy nauczyć się ‘tracić’ dla Boga. Nie powinniśmy zapominać, że słowo Boże ma moc przetwarzania terenu, na który pada. Wystarczy przypomnieć sobie biblijną prawdę, że słowo Boga nigdy nie powraca do Niego bez­owocnie, nawet wtedy, gdy nam, obserwatorom, trudno w to uwierzyć. W świetle dzisiejszej Ewangelii ziarnem straconym jest jedynie to ziarno, które siewca… zatrzymał w swojej dłoni.

Tekst biblijny kończy się nieco zagadkowym stwierdzeniem: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. A to oznacza, że aby usłyszeć, trzeba najpierw… zrozumieć. Wewnętrzne przylgnięcie uprzedza fakt zrozumienia. Trzeba zatem najpierw zwrócić się ku Bogu, zafascynować się Nim, nastawić się na Niego całym swoim istnieniem, i dopiero wtedy będziemy w stanie Go… usłyszeć! Jeśli zatem będziemy się nawracać, i to nieustannie, będziemy lepiej słyszeć Boga. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>