XIV Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 11,25-27]

Jezus zwraca się do nas z konkretnym wezwaniem: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy siebie samego ukazuje nam jako model postępowania. A czyni to w kontekście pokory i łagodności. Warto zatem uświadomić sobie wreszcie, że wbrew potocznemu odczuciu łagodność nie jest cechą osób pasywnych, bez wigoru, bez zaangażowania, bez emocji. Można być wyposażonym w sporą dawkę łagodności i mieć przy tym zdrowy i silny kręgosłup, zachować zdolność widzenia i oburzania się w obliczu sytuacji, których tolerować nie można i nie należy. Człowiek pokorny nie jest człowiekiem zrezygnowanym, bezwolnym, poddanym losowi, niezdolnym do stawienia czoła rzeczywistym problemom, stawienia oporu złu, niesprawiedliwości, kłamstwu, hipokryzji; człowiek pokorny nie jest człowiekiem słabym! Pokora – przynajmniej ta ewangeliczna – nie ma nic wspólnego z banalnością, bezmyślnością, zniewieściałością. Jeśli ktoś nie jest w stanie rozpalić w sobie ognia, dać się porwać pasji, nigdy nie będzie… ani pokorny, ani łagodny.

Należy dokonać jeszcze jednej koniecznej korekty, aby wyprostować skrzywienie narosłe wokół tej właśnie cnoty. Pokora nie jest cechą charakteru, nie jest wynikiem korzystnej kombinacji chromosomów. To siła, moc wymagająca samokontroli. Nie jest punktem wyjścia: ona jest celem, do którego dociera się poprzez pracę nad sobą, cierpliwą i wytrwałą. Dla jej pozyskania potrzeba sporo wysiłku: faktycznie nie ma łagodności bez mocy. Tylko osoba pokorna, nie uciekająca się do przemocy jest osobą wystarczająco silną. W sytuacjach kryzysowych, konfliktowych trudno jest niekiedy rozstrzygnąć kto ma rację, ale zawsze widać… kto jej nie ma: prawda nigdy nie leży po stronie tego, kto jest arogancki, pyszny, zapatrzony w siebie, pogardliwy w stosunku do innych…

Jezus sformułował specjalne błogosławieństwo, które dotyczy właśnie pokornych: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5,5). Termin grecki, który tłumaczymy jako cisi, wskazuje na coś spokojnego. Mistrz z Nazaretu wiąże określenie cichości z Jego jarzmem, które jest słodkie i brzemieniem, które jest lekkie. On zaprasza do siebie tych, którzy już nie dają sobie rady, dla których prawo staje się uciskiem i ciężarem nie do uniesienia, i w konsekwencji oddala ich od Boga, zamiast do Niego przybliżać. Jezus wydaje się być przeciwnikiem zawężonego moralizmu, który niszczy spontaniczność, radość, życie, a stawia pod znakiem zapytania nie tylko przyjemność, ale i samą radość.

Nie wiem dlaczego tak często pomijamy oczywisty fakt, że słowa Ewangelii, także te najbardziej wymagające, naznaczone są znakiem lekkości, stanowią siłę podnoszącą człowieka. Jezus nie zapycha sumienia, nie torturuje go, nie przygniata… On je uwalnia, usuwa to, co jest niepotrzebne i przywraca radość życia!

Dla właściwego zrozumienia wartości pokory, liturgia dzisiejsza ofiarowuje nam dwa cenne wskazania. Przede wszystkim trzeba zapisać się do szkoły… ludzi prostych, bo Jezus w nich właśnie znajduje szczególne upodobanie. Im objawia najważniejsze sekrety swojego królestwa. Trzeba też poddać się bez zastrzeżeń… Duchowi Świętemu, o którym mówi św. Paweł w Liście do Rzymian (drugie czytanie). W świetle jego wypowiedzi wszelkie przejawy potęgi (i to, co z nich się rodzi) stanowią karykaturę Ewangelii i znaczą tyle, że nadal jesteśmy pod ciężarem grzechu. Jeśli natomiast praktykujemy cichość, łagodność, dajemy dowód, że należymy do Ducha Świętego, który ożywia nas bezustannie. I dlatego pokora może być… wspaniałym znakiem zmartwychwstania. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>