XII Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 9,18-24]

Jezus przeprowadza swoisty sondaż opinii społecznej na swój temat. Przede wszystkim chce się zorientować, co o Nim mówią ludzie. Apostołowie bez trudu spełniają to oczekiwanie przedstawiając Jezusowi krążące opinie, według których wliczany jest On w poczet największych osobistości wiary hebrajskiej. (Może warto podkreślić, że są to postaci z … przeszłości, z historii).

Po rozeznaniu sytuacji pada zaskakujące, chociaż nieuniknione pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?”.

Po długim okresie wspólnego przebywania ze sobą, kroczenia tą sarną drogą, przyznawania się do wspólnych wartości przychodzi czas, w którym Jezusa postawi i tobie takie pytanie! I –  nie marny się co łudzić – nie zadowoli się przekazaniem opinii na Jego temat, jakie mają inni. Chodzi o ciebie!!!

W takiej chwili nie wystarczą przemyślenia teologów, choćby najmądrzejsze, ani sugestie usłyszane na kazaniu. Mało tego, także i po naszej odpowiedzi musimy uwzględnić te słowa, które On powiedział do Piotra, po wysłuchaniu jego odpowiedzi: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Warto w tym stwierdzeniu zwrócić uwagę na słowo „odrzucony”. Jezus zostanie odrzucony przez ludzi, którzy „liczą się” w społeczeństwie.

Udzielając zatem odpowiedzi na Jezusowe pytanie muszę (chcę) być gotowy na przyjęcie wszystkich konsekwencji wynikających z przyznania się do Niego! Jezus trzyma cię za słowo! Jeśli dasz Mu swoje słowo, twoje życie staje się rzeczą wymagającą, i to od zaraz.

Zatem bycie prawdziwym uczniem Jezusa nie oznacza umiejętności pięknego wyrażania się, ale gotowość podążania tą drogą, którą On sam przeszedł; gotowość odtworzenia w swoim życiu stylu działania, myślenia, postępowania samego Mistrza. W świetle Ewangelii – nie ma dwóch dróg!

W tekście dzisiejszym napotykamy jeszcze jedno trudne określenie: „zaprzeć się samego siebie”. Co ono znaczy? Dosłownie: nie rozpoznawać; uważać się za kogoś obcego; nie mieć nic wspólnego z kimś; potępiać kogoś. (Przypomnijmy sobie scenę zaparcia się Piotra).

W tekście biblijnym chodzi zatem o podkreślenie potrzeby radykalnej zmiany własnego życia, zmiany która dotyka naszego jestestwa, tego co najistotniejsze. Chodzi o odnalezienie nowego, innego centrum własnego, tego, którym nie jestem dłużej ja sam. Innymi słowy: wyrzekam się własnego pomysłu na życie, bo ten który proponuje mi Jezus jest lepszy, ciekawszy (nawet jeśli oznaczać to może całkowitą zmianę dotychczasowego systemu wartości).

„Niech co dnia bierze krzyż swój…”

Oto stwierdzenie z Ewangelii, które należy do najbardziej cytowanych. Ten nawyk sprawia, że w naszym odczuciu traci ono wiele ze swej istoty. Tak jak krzyżyk może stać się zwykłym talizmanem, ozdobą, wisiorkiem, tak „dźwiganie krzyża” może stać się sloganem, który (w kwestii jego wypowiadania) nic nie kosztuje.

Dla słuchaczy Jezusa obraz krzyża był czymś konkretnym, z czym mieli do czynienia na co dzień; wielu z nich było świadkami okrutnej kary ukrzyżowania stosowanej przez rzymskiego okupanta. W takiej perspektywie uczeń Jezusa, to ktoś skazany przez mentalność ludzką, przez tzw. dobry gust będących przy głosie, obiekt wyśmiania inaczej myślących, życiowy przegrany w opinii nastawionych na sukces, itd.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć?

Stwierdzić kim jest Jezus, oznacza również określić kim jest Jego uczeń, wskazać na jego cechy szczególne, o których możliwe jest jego rozpoznanie. Słuszną jest przy tym rzeczą, by wszyscy ludzie znali te znaki rozpoznawcze, by mogli stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, kto jest prawdziwym uczniem Jezusa z Nazaretu, a kto tylko udaje; by mogli rozpoznać, kto ma imię Jezusa na ustach, a kto ma Jego krzyż na plecach.

Chrześcijanin to ktoś „skazany” na wolność tej jedynej słusznej drogi!

Powiedz mi zatem dokąd podążasz, a powiem ci kim jesteś. Amen!

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>