XII Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie

[Mt 10,26-33]

Za punkt wyjścia wezmę dziś powiedzenie „nie jest uczeń nad Mistrza!” charakteryzujące relację „mistrz-uczeń” (choć tego wersetu brak w czytaniach liturgicznych). Dla ucznia wystarczy, by wypełnił postawione mu przez mistrza zadanie. Winien zatem naśladować (imitować) wzór, którym jest Chrystus odrzucany i prześladowany przez ludzi. Wygląda na to, że to naśladowanie jest jedynym dozwolonym utożsamianiem się z Mistrzem. Aby jednak nie ulec zgubnemu przygnębieniu i możliwej w takiej sytuacji beznadziei, należy pamiętać, że udział w cierpieniu Ukrzyżowanego oznacza także udział w chwale Jego zmartwychwstania; ta właśnie chwała jest już obecna na Krzyżu!

Nie istnieje misja ewangelizacyjna naznaczona jedynie pokojem. Mimo, że cierpienia związane jest z misją, uczeń nie szuka tego cierpienia w sposób fanatyczny, nie czyni też z siebie ofiary za wszelką cenę. Prześladowanie nie stanowi przeszkody, nie powinno zatem – choć brzmi to nieco paradoksalnie – blokować misji. Uczeń będący celem, obiektem prześladowców, nie musi uciekać, robić uników; ma po prostu wykorzystać nadarzającą się okazję. Do czego? – By zweryfikować autentyczność swojej wiary; by zaświadczyć o absolutnym prymacie Boga w jego życiu; by potwierdzić wolność dziecka Bożego w każdej niesprzyjającej okoliczności… Wie, że prześladowcy mogą „zniszczyć ciało”, lecz nie mogą „zabić duszy”, czyli nie są w stanie odebrać mu życia Bożego, życia wiecznego.

Prześladowanie jest chwilą, w której uczeń potwierdza swoje synowskie oddanie Bogu-Ojcu, nawet jeśli Ten nie uwalnia go z cierpienia, jeśli pozostawia go niejako w mocy zła. „Nie troszczcie się zbytnio” (Kazanie na górze); „nie lękajcie się!” (Mowa misyjna). Troska Ojca jest pewnością, która przewyższa wszelkie inne pewności: to nadzieja wbrew nadziei! Uczeń prześladowany nie zniknął z oczu Boga; on jest doglądany bardzo pieczołowicie, tyle że z innej perspektywy… „z wysoka”.

W tle dostrzegamy moment ostatecznego rozrachunku. Gdy ten moment nastąpi, wówczas, jeśli ktoś się Mnie zaprze przed ludźmi, Ja się go zaprę przed ludźmi. Warto uświadomić sobie w tym miejscu, że „wyznawać Jezusa przed ludźmi” to zachowywać się dokładnie przeciwne do tego, w jaki sposób zachował się się Piotr w chwili zaparcia się Mistrza.

Rodzi się jeszcze jedno pytanie trudne, choć nieuniknione: Czy najgorsze jest otwarte prześladowanie? Może niekiedy boleśniejsza jest obojętność! Gdy nie traktują nas na serio, gdy jesteśmy pomijani, uznawani za nieszkodliwych, gdy odnosimy wrażenie, że i bez nas życie toczy się do przodu… Przychodzimy (każdy powinien znaleźć konkretne swoje działania w tym względzie) do innych z Dobrą Nowiną, ale ci oni w żaden sposób nie są nią zainteresowani!!!

Cierpienie dla królestwa Bożego (a tylko wtedy ma sens ewangeliczny) przybiera niekiedy postać codziennego męczeństwa, owego niemalże przysłowiowego już „dźwigania krzyża”. Wówczas te najboleśniejsze momenty to te, których doświadczamy wśród najbliższych, w rodzinach, w parafiach, w klasztorach, w grupach duszpasterskich…
„Wątpliwość może zbliżyć ludzi bardziej, niż wspólna wiara. Wierzący gotów jest walczyć z innym wierzącym z powodu nawet najmniejszej różnicy poglądów; wątpiący walczy tylko z samym sobą”.
W ostateczności, być uczniem Chrystusa znaczy naśladować Go! A przecież nie ma większej miłości, niż oddać życie… za przyjaciół swoich!

To dlatego tak ważne jest to wezwanie, które tak często przypominał nam zmarły papież św. Jan Paweł II: Nie lękajcie się! Nie bójcie się nikogo! Odwaga uczniów opiera się na przekonaniu, że bez względu na to, co się zdarzy, nigdy nie znajdą się poza zasięgiem… miłości i opieki Boga. Wyroki wieczności skorygują wyroki czasu!
Bóg jest miłością, lecz Bóg jest także świętością. W naszym sercu i w naszych myślach musi być miejsce zarówno dla miłości, która stanowi odbicie miłości Bożej, jak i dla czci i bojaźni, która odpowiada Jego świętości.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>