Wniebowstąpienie
Pańskie (B)

zonedifedehomilie, homilie-wielkanoc-b

wl-7-b

[Mk 16,15-18]

Mowa jest o rozstaniu Jezusa z uczniami i o poleceniu, jakie im przy tej okazji wydał. Mamy zatem do czynienia z ostatnią wolą Mistrza, rodzajem testamentu, nie spisanego wprawdzie na papierze, ale wyrażonego słowem, tym samym, które przy pierwszym spotkaniu z Nim pociągnęło ich tak zdecydowanie, że zostawili wszystko i poszli za Jego głosem.

Bez wątpienia to trudny moment dla nich. Smutek i jednocześnie radość; pewność i zarazem niepewność. A przede wszystkim dręczące pytanie: Czy to, co przeżywają w tym momencie oznacza koniec, czy raczej początek? Jeszcze nie zostali uzdrowieni z niewierności i nadal ciąży nad nimi widmo niepewności. Mimo tego, podejmą propozycję Mistrza i wyruszą, by przepowiadać Ewangelię, aż po krańce ziemi.

W tekście dzisiejszym pojawia się określenie ‘Pan’. Warto na nie zwrócić baczniejszą uwagę, bo na ogół spłycamy jego znaczenie i traktujemy je niemalże jak tytuł grzecznościowy. W tym tekście, już bez żadnych wątpliwości, oznacza ono Zmartwychwstałego, pełnego mocy Zbawiciela.

Sytuacja, w której zostali postawieni Apostołowie, jest w pewien sposób ciągle aktualną kondycją chrześcijan. Z jednej strony pewność, że potęga Boga objawiona w sposób zupełnie wolny w śmierci-zmartwychwstaniu Syna Bożego staje się znakiem i dowodem, że świat może się zmienić, że siły zła mogą zostać pokonane; z drugiej – ciągle pojawia się jakaś wątpliwość, niejasność, sprzeczność. Z jednej strony wszystko się wypełniło, z drugiej – wszystko pozostaje do wykonania. Nic nie jest takie, jak było wcześniej i jednocześnie wszystko wydaje się takie samo.

Czytając Ewangelię często traktujemy jej tekst jako zapis przeszłości, wspaniałe wspomnienie czegoś, co wydarzyło się kiedyś, a o czym teraz można jedynie wspominać: trochę w tym winy nie do końca precyzyjnych przekładów tekstów świętych, czego dowodem jest także rozważana przez nas perykopa. W języku greckim ostatnie trzy czasowniki użyte są w czasie… teraźniejszym!: Pan współdziała z nimi i potwierdza naukę znakami, które jej towarzyszą (por. Mk 16,20). Ten fakt zmienia perspektywę i zachęca nas do innego myślenia.

Może w tym właśnie tkwi piękno chrześcijaństwa: żaden, ustalony raz na zawsze program, ale ciągle nowe zadania do wykonania. Droga, którą dzień po dniu należy odnajdywać wśród niepewności, przeciwieństw, niespodzianek wymagających nieustannej weryfikacji wcześniej podjętych decyzji… Nie muszę jednak każdego dnia dokonywać rzeczy nadzwyczajnych, wystarczy, żebym zrobił choć coś dobrego, pożytecznego, pięknego. A na to stać przecież każdego z nas.

Nowina, którą mamy zanieść innym, nie jest nasza. Jej Autorem jest kto inny. My jedynie jesteśmy Jego spadkobiercami i kontynuatorami, mimo że w żaden sposób na to nie zasłużyliśmy. Ale to właśnie powinno napełniać nas nadzieją, ponieważ jest to dowód, że gwarancją naszej wierności – jakże często niestałej, kruchej i pozostawiającej tak wiele do życzenia – jest wierność samego Boga, który przychodzi, aby nadal zbawiać. Mimo naszych upadków, słabości, grzechów, załamań, zagubieni, mamy czas i nieustanną szansę, by ciągle do Niego szczęśliwie powracać, by ciągle rozpoczynać od nowa…

Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>