Wniebowstąpienie Pańskie (A)

zonedifedehomilie, homilie-wielkanoc-a

[Mt 28,16-20]

We wspomnieniach ewangelistów o ostatnich słowach Jezusa, kierowanych przez Niego do uczniów tu, na ziemi, wydaje się zachodzić swoista rozbieżność. Mateusz odnotowuje: „Idźcie więc i nauczajcie narody, udzielając im chrztu… uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”, Łukasz: „Wy pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni z wysoka”. W logice Ewangelii rozbieżności jednak nie ma: wyruszenie bowiem zakłada umiejętność zatrzymania się; do zamierzonego celu dochodzi się w takiej mierze, w jakiej jest się zdolnym do długiego oczekiwania; dociera się na czas jednie wówczas, gdy ma się odwagę „stracić” czas na milczeniu, na medytacji, na modlitwie… Bez „mocy z wysoka”, bez Ducha Świętego, przesłanie, które proponujemy światu jest mało wiarygodne, co w przełożeniu na język bardziej dosadny oznacza po prostu… zdradę! Idźmy zatem, ale i… pozostańmy.

Tego paradoksalnego wymagania nie należy ograniczać jedynie do jednostki, ma ono swoją rację bytu także w odniesieniu do wspólnoty. Jeśli to uwzględnimy, wówczas słowem, które najtrafniej może wyrazić dynamikę Kościoła będzie projekcja, ono bowiem sugeruje działanie odśrodkowe. Zakłada istnienie „centrum” (adoracja, modlitwa, braterstwo) i wyjście ku innym. Z chwilą, gdy pominiemy ten drugi element, wspólnota wierzących zacznie się obracać, bezużytecznie, wokół swoich własnych problemów i w konsekwencji zabraknie prawdziwego życia. Powinniśmy zatem unikać „indywidualizmu grupowego”: tak się dzieje wówczas, gdy gubimy się w masie i zatracimy rolę ewangelicznego zaczynu. Z kolei w sytuacji, gdy zanika centrum, wspólnota uczniów rozczarowuje i przeradza się w miejsce alienacji. Chcemy czy nie, taka alternatywa staje dzisiaj przed każdym z nas: jeśli zajmiemy się tylko i wyłącznie „własnym ogródkiem” (naszym osobistym lub wspólnotowym) świat pozostanie… pustynią. Jeśli zaniedbamy nasze życiodajne centrum staniemy się „obłokami gonionymi przez wiatr”.

Jako chrześcijanie marzymy o jedności i modlimy się o nią. To pragnienie nie może być jednak celem samym w sobie. Nie powinniśmy tego czynić po to, by poczuć się lepiej między sobą, by stać się silniejszymi wobec innych. Jeśli chcemy doprowadzić do tego stanu – to tylko po to, by ofiarować wszystkim ludziom miejsce spotkania, miejsce pojednania, miejsce przebaczenia i odnowy; jako naśladowcy Jezusa chcemy być w tym wysiłku przed innymi, stawać przed innymi w prawdzie.

Wiemy doskonale, że dla zjednoczenia ludzi nie wystarczą jedynie… mosty między nimi. Potrzeba również… „schodów do góry”. Jeśli wszyscy zbliżymy się do Niego – stojącego na szczycie góry – będziemy siłą rzeczy także bliżej siebie. W każdym przypadku chodzi więc o wierność Jemu! Dochowując jej – będziemy także wierni sobie.

Amen.

Ryszard Wróbel  OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>