VIII Niedziela
Zwykła (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 6,39-45]

Słowo Ewangelii ma właściwie jeden cel: zmiana u podstaw naszego sposobu widzenia i słuchania. Bardziej niż fakty, mniej lub nadziej właściwe, to kwestia spoglądania, albo dokładniej… spojrzenia… które potępia, osądza, lub, na odwrót, które rozumie i idzie nieco dalej, niż wygodne i pośpieszne osądy, pozory.

Pan nie żąda, byśmy byli ślepi na zło, ale zaprasza nas do bycia sprawiedliwymi. Zachęca nas, abyśmy kontrolowali nasze własne oko, po to by uniknąć wyobrażania sobie, że widzieliśmy coś, czego – z powodu naszej ślepoty – nawet nie byliśmy w stanie zobaczyć.

Ewangelia nie żąda od nas, byśmy unikali denuncjacji zła i przypomina, że jego istota zawsze powinna być zdemaskowana… tyle tylko, że to zło które odkrywam w innym, jest obecne także po części we mnie… Inaczej, nie byłbym w stanie w ogóle je dostrzec!

Widzieć i widzieć dobrze – to zawsze wymaga czasu i wysiłku. Pan nam w tych zmaganiach towarzyszy i umacnia nas w tym względzie. Królestwo Boże wdziera się w nasze życie w mierze, w jakiej akceptujemy w naszym życiu nie tylko i wyłącznie relacje zdrowe, ale i takie, które są trudne, dla nas może niezrozumiałe, ale przyczyniają się do naszego wzrostu. Nam zostało powierzone zadanie utrzymywania naszego serca oczyszczonym, odgraconym, czuwając nad każdą, nawet najmniejszą „drzazgą”, nie dopuszczając, aby mijający czas „drzazga po drzazdze” przekształcił je w „belkę”.

Uczeń nie spotyka się nigdy z innym, jak tylko w towarzystwie Jezusa, który go poprzedza; uczeń idzie zawsze za mistrzem. W ten sposób, każdy nasz osąd, niekiedy nieuchronny i konieczny, musi być dokonany wraz z Jezusem w taki sposób, by był zawsze zbliżony jak najbardziej do Jego osądu. Dlatego nas ostrzega, nie żeby napędzić nam strachu, lecz żeby oczyścić nasze spojrzenie: „Takim sądem, jakim sądzicie…”.

Pierwszy element dla rozróżnienia i oceny – być może najbardziej fundamentalny – zostaje nam dostarczony w przypowieści o drzewie i jego owocach… to konieczność długiego czasu dla każdej dojrzałości i owocności. Skoro jest prawdą, że nie można oczekiwać owoców od drzewa dopiero co posadzonego, to i prawdą jest także, że nie można akceptować drzewa, które nigdy owoców nie przynosi.

To, od czego musimy trzymać się z daleka to z pewnością hipokryzja, którzy czyni z nas ludzi dwulicowych i która zniszczyć nawet słuszne i sprawiedliwe posłuszeństwo słowu Boga, które przynosi owoce tylko jeśli jest przyjęte i praktykowane.

Drzewo naszego życia potrzebuje dużo czasu, by przynieść własne owoce i istnieją warunki, które czynią to bardziej lub mniej łatwiejszym, bez zapominania o koniecznym podlewaniu i dobrym nawozie. Nie mniej jednak Pan żąda od nas egzaminowania kierunku naszego serca: jak każda roślina, jesteśmy powołani, by wzrastać ku górze, ku słońcu, bez zginani się ku sobie, skazując się tym samym, na pewną śmierć.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>