VII Niedziela
Wielkanocy (C)

zonedifedehomilie, homilie-wielkanoc-c

Łk 24,46-53

Dzisiaj, mimo pozorów, obchodzimy święto… ziemi, a nie nieba! Wszystko przybrało nieoczekiwany obrót. Można by powiedzieć – nieco żartobliwie – że sprawy potoczyły się tak szybko, iż najbliżsi uczniowie nie mieli nawet czasu pomachać Mistrzowi na pożegnanie…
Nie zmienia to faktu, że im właśnie, w tym momencie, została powierzona… ziemia. Wybiła ich godzina. Przyszła kolei na nich, by zaistnieć w nowy sposób na scenie świata…
Chrystus zniknął im z oczu, zniknął z dotychczasowego horyzontu. Od teraz do Jego ludzi należy zadanie, by czynić Go nadal widocznym. To nowe ich zaangażowanie w królestwo Boże ma swój konkretny wymiar. Dzięki Wcieleniu Syna Bożego wymiar ludzi stał się niejako obszarem wpływów Boga. Po Wniebowstąpieniu owo Wcielenie ma ciąg dalszy… w życiu chrześcijan, i w ich świadectwie. Od tamtej chwili Bóg objawia się, mówi, dokonuje czynów, staje się uchwytnym poprzez oblicze… swoich uczniów.
Dzisiejsze święto jest świętem wspólnoty chrześcijan. To w zasadzie inauguracja życia wspólnoty jako Kościół. Ze względu na Jezusa. Żyjemy razem ze sobą, aby być ze wszystkimi. Nie jako odseparowani, odcięci od świata, zastraszeni… lecz jako istoty pozostające we wspólnocie z innymi. Jako ludzie Jezusa jesteśmy przekształceni w ludzi spotkania.

„Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba”… Tymi słowami św. Łukasz rozpoczyna księgę Dziejów Apostolskich. Kolejną księga, ciąg dalszy tych zbawczych wydarzeń zostaje powierzona… nam właśnie! Mamy ją zapisać naszym życiem. Oto nasze podstawowe zadanie. Próbujmy zatem pisać, co zrobiliśmy i co robimy, aby Chrystus był nadal obecny na ziemi. Nie może zabraknąć Jego mocy, słowa, znaków, cudów…
Chrystus realizuje swoją obecność wśród ludzi w znaku wiary.
W chwili obecnej, bardzo często my – chrześcijanie – musimy usprawiedliwiać się z naszej wiary, tłumaczyć z naszego przywiązania do Jezusa, do Jego nauki, z naszej do Niego miłości. Sytuacja staje się niekiedy wręcz paradoksalna: dawniej pytano czy istnieje Bóg… Teraz częściej stawia się pytanie czy istnieją prawdziwi chrześcijanie?
To skłania nas do szczerych i nieuniknionego pytania: Czy jesteśmy w stanie uwodnić światu nasze istnienie? Może wtedy, dopiero wtedy, ludzie – zwłaszcza ci dalecy od Boga i Jego spraw, tak bardzo zapatrzeni w ziemię – zaczną ponownie patrzeć w niebo?

Nie dajmy się zwariować: mamy niepodważalne prawo bycia w świecie! Chrystus za to prawo zapłacił bardzo wielką cenę, nie ma więc potrzeby, byśmy dopłacali do tego biletu…
Ten właśnie Chrystus dając nam wolny wstęp do nieba nakazał (wyraził swoje pragnienie), abyśmy byli… solą ziemi. (Jak dotąd nikt nie udowodnił, że słowo „sól” należy tłumaczyć przez „miód”). A to oznacza, że powinniśmy odzyskać na nową fundamentalną odwagę, by nie lękać się niczego… nawet jeśli to spowoduje, że jako pierwsi będziemy musieli przeciskać się przez wąskie drzwi, o których wspomina w innym miejscu Ewangelia. Jeśli dochowamy wierności, razem z nami, tą samą drogą, będzie podążał Jezus.

„Ludzie powierzchowni – twierdzi jeden z myślicieli – wierzą w fortunę”. My chrześcijanie mamy jedno jedyne oparcie: rzeczywiste zmartwychwstanie Chrystusa i dary Jego Ducha. Co więcej, także Jego obietnicę, że pozostanie z nami do końca świata… Jestem przekonany, że także i potem! Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>