VI Niedziela
Wielkanocy (C)

zonedifedehomilie, homilie-wielkanoc-c

[J 14,23-29]

Jezus, żegnając się ze swymi uczniami zapewnia ich, że wyśle im Ducha, jako znak swojej nieustannej obecności w świecie. Czyni to bardzo zdecydowanie: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. W tych słowach łączą się w jakiś tajemniczy sposób przeszłość i przyszłość, pamięć i wyobraźnia. To bardzo ważne, by zrozumieć intencję Jezusa: zobowiązuje On nas do patrzenia w przyszłość, do tego aby iść naprzód i jednocześnie zaprasza do pamięci o tym, co było, by nie zapomnieć o źródle, o korzeniach. Bez tej pełnej wolności, ewangelicznej wyobraźni, wspominanie przeszłości stanie się… więzieniem, gdyż takie rozpamiętywanie odciąga nas od rzeczywistości, a to staje się niebezpieczne.

Wizja przeszłości jest konieczna i obowiązkowa, jest pożyteczna, ale musi być operatywna, a nie wyłącznie kontemplatywna. To przecież ewangeliczna prawda: ziemia, która nie jest w stanie zapewnić wzrostu nowym ziarnom, nie będzie zdolna zachować życia w tych, które już na niej rosną! Stąd prawdziwy zachwyt przeszłością widoczny jest dopiero wówczas, gdy nauczymy się właściwie patrzeć w przyszłość. Skoro więc kochamy przyszłość… zajmijmy się nią, i to już teraz!
To zaskakujące, że tak naprawdę o Duchu Świętym, darze Zmartwychwstałego, zaczynamy myśleć dopiero wówczas, gdy dostrzegamy Jego brak! Oto kilka przykładów.
Kiedy zaczyna brakować prawdziwego, ożywczego tchnienia, próbujemy go zastąpić ludzkimi normami. Gdy z pola widzenia znika autentyczny Duch, Jego miejsce muszą zająć porządek, rygor, formalizm, dyscyplina zewnętrzna… Wówczas też z uporem, niekiedy wręcz godnym podziwu, podkreślamy wszystko to, co zewnętrzne: organizacja, dzieła, struktury… a stąd już tylko krok do zachwytu nad fasadą i do zapomnienia o Osobie, która za nią stoi! W konsekwencji: zaczynamy dbać bardziej o perfekcyjne funkcjonowanie, o bycie w porządku, niż o radość życia, o samo życie. A wtedy – pomiędzy rzeczywistościami, które powinny być harmonizowanie, jednoczone, współtworzone (np. zaangażowanie polityczne i kontemplacja; świętość i świeckość; Kościół i świat; posłuszeństwo i sumienie; miłosierdzie i sprawiedliwość; to co ludzkie i to co nadprzyrodzone; modlitwa i uczynki miłości wobec bliźnich) – zanika jedność i spójność, na której tak bardzo zależy właśnie Duchowi Świętemu.
Nieświadomi, a nierzadko w przekonaniu, że działamy pod Jego natchnieniem, zaczynamy budować barykady, wznosić mury, odgradzać się od świata. Wszędzie dostrzegamy nieprzyjaciół… i wydaje się nam, że w ten sposób chronimy to, co najcenniejsze. Tymczasem brak tolerancji zabija nawet najbardziej wartościowe i potrzebne sposoby odmienności, znika bogactwo wzajemnych, a więc siłą rzeczy różnych doświadczeń wiary. Zanika jakakolwiek chęć poszukiwania i odkrywania, a wymuszona zgodność postępowania i myślenia zabija prawdziwą jedność serc mających się jednoczyć w Chrystusie. Bez tego zjednoczenia z Nim trudno nawet marzyć o jedności międzyludzkiej, za którą tak bardzo tęsknimy.
Nadchodzi czas, by zdobyć się na odwagę i otworzyć Mu drzwi naszych serc, pozwolić by On wprowadził w nas swój porządek, nawet za cenę poprzestawiania w naszym życiu wszystkiego, co do tej pory było takie istotne, ważne, niezastąpione i konieczne. Jezus objawia się tym, którzy Go kochają. Z tej właśnie miłości rodzi się posłuszeństwo, a nie odwrotnie. Kochać Jezusa – w mocy Ducha Świętego – znaczy pragnąć tego, czego On pragnie; dowodem na to są nasze czyny. Uwaga jednak: znak miłości nie jest miłością.
Pokusa, by czynić dzieła miłości (do tego przecież nas zachęca nieustannie Duch Święty) nie mając miłości, jest nadal silna. I wtedy dzieje się w naszej relacji z Nim to, co się zdarza w relacji do innych ludzi: dajemy im mało czasu i poświęcamy mało uwagi, nierzadko tłumacząc się, że robimy to ze względu na nich, że to właśnie miłość sprawia, iż ich zaniedbujemy… „Nigdy nie przekroczyłem twego polecenia” (por. Łk 15,29) – mówi starszy syn – a jednak nie kocha, nie rozumie ojca. Można zatem wiele czynić dla Chrystusa, dla Kościoła, dla wspólnoty i… nie kochać.

Prośmy dziś w sposób szczególny, by Duch Mocy nauczył nas wszystkiego, co potrzeba, byśmy byli dobrymi ludźmi, wiernymi chrześcijanami, prawdziwymi świadkami Jezusa Chrystusa.

<<< PoprzedniNastępny >>>