V Niedziela
Wielkiego Postu (B)

zonedifedehomilie

[J 12,20-33]

Chcemy ujrzeć Jezusa… To stwierdzenie jest być może najpilniejszym wyzwaniem świata wobec chrześcijan. Powinniśmy zaspokoić to pragnienie.

Jeśli życie chrześcijanina nie jest objawieniem Boga, to staje się zwykłym łańcuchem mniej lub bardziej dobrych, czy nawet pobożnych uczynków. Tymczasem my, ludzie wierzący, poszukiwacze Boga, musimy być w stanie wciągnąć innych w tę naszą fascynującą przygodę. Zawsze był, jest i będzie ktoś, kto będzie chciał… zobaczyć Jezusa! Jeśli twój Mistrz nie rozczarował ciebie, spróbuj i ty nie rozczarować oczekiwań twoich sióstr i braci.

Człowiek, dzisiaj, szczyci się swoimi zdobyczami i jest przekonany, że kroczy drogą postępu. W swoim biegu pozostawia jednak sporo ważnych spraw za sobą: ducha, modlitwę, kontemplację, wdzięczność, Boga… i nierzadko – siebie samego. To zaskakujące, że współczesna psychoanaliza tak chętnie podkreśla szkody wypływające z tłumienia instynktu seksualnego. Ale jakoś dziwnie nie troszczy się (nie tylko zresztą ona), by wskazywać szkody wynikające z tłumienia instynktu… Bożego! Człowiekowi trzeba po prostu przywrócić Boga! I to jak najszybciej.

Jak to zrobić? Najbardziej mylnym – a tak często przez nas stosowanym środkiem, niekiedy w dobrej wierze i pobożnych zamiarach –  jest próba… „nauczenia” innych Boga.

Pamiętacie prośbę Greków? „Chcemy ujrzeć Jezusa”! A więc nie tylko słyszeć o Nim. Powinniśmy zatem pokazać Jezusa innym, a nie tylko zademonstrować Go słowem. Może to zabrzmi dziwnie, ale Boga… nie można nauczać: Boga się opowiada. Z entuzjazmem, kompetencją, zadziwieniem odkrywcy, który sam już dotarł do cudownego miejsca, dla innych ciągle jeszcze niedostępnego. O Bogu się nie dyskutuje, trzeba Go pokazać własnym doświadczeniem. Stąd cnota, której bardzo nam dzisiaj potrzeba, i to w życiu codziennym (a nie tylko od święta) to… przejrzystość!

„Błogosławieni czystego serca, ponieważ Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Można by dodać: i ukażą Go innym! Ale czystość to nie tylko czystość… ciała. To czystość całego istnienia i to w takim stopniu, że osoba staje się kształtem odbijającym rzeczywistość, autentycznym obrazem samego Boga. Niekiedy użalamy się, że ludzie dzisiaj obojętni są na Boga, na sprawy duchowe; przypominają w tym sensie „śpiących rycerzy”. Musimy jednak zdobyć się na odwagę, aby sobie samym postawić proste pytanie: A co ja robię, by ich przebudzić? Czym mogę ich w sposób pozytywny zaniepokoić? Jaki obraz Boga mam im do zaofiarowania? Dzisiaj wciąż jest „zbyt wielu ludzi, którym pozwala się spać” (A. Saint-Exupéry).

Jednym z piękniejszych darów zatem, jaki możemy zaproponować drugiemu człowiekowi jest dar… tęsknoty. Tęsknoty za czymś innym, czymś wspanialszym, czymś wyjątkowym, czymś nie do przeoczenia… Albo lepiej… za Kimś, bez Kogo nie da się po prostu normalnie żyć!

Poza pokaźnym zbiorem bożków różnego kalibru człowiek (choć nie zawsze się do tego przyznaje zarówno przed sobą samym, jak i przed innymi) nosi w głębi swojej duszy coś zupełnie jedynego, wyjątkowego, niezniszczalnego, niezatartego… To „znak fabryczny”, to ślad Boga, którego nie można zatrzeć (choć wielokrotnie człowiek w swym egoizmie o to się stara, bardziej lub mniej świadomie). „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26) – to pragnienie Boga jest nadal aktualne. Zróbmy zatem wszystko, co w naszej mocy, by temu pierwotnemu obrazowi przywrócić oryginalny blask.

Amedeo Ayfre, twórca tzw. teologii obrazu zginął w wypadku samochodowym, gdy miał 42 lata. Najpiękniejszej oceny jego życia, całkiem przypadkowo, dokonała pewna aktorka w jednym ze swoich wywiadów: „Cóż mogę o nim powiedzieć? Był człowiekiem, po spotkaniu którego przychodziła ci chęć… Boga”!

A czy tobie zdarzyło się obudzić w kimś… tęsknotę za Bogiem? Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

 

 

<<< PoprzedniNastępny >>>