Uroczystość
Chrystusa Króla (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

[Łk 23,35-38]

Chrystus swoje królestwo oparł na zasadach odmiennych niż te, które przypisywali Mu przedstawiciele Wysokiej Rady, dlatego był w stanie – przez swoją śmierć – ocalić innych. Wrogowie Jezusa w swojej ocenie rzeczywistości są krótkowzroczni, zatem zgorszeni są Jego niemocą z chwilą, gdy zawisł na krzyżu: w ich przekonaniu Królem-Mesjaszem, bohaterem narodowym epickich poematów i legendarnych zdarzeń nie może być ktoś, kto od chwili aresztowania aż po ukrzyżowanie wykazuje jedynie słabość, milczenie, uległość. Musi zaprzeczyć oskarżeniom, musi pokazać jakiś znak swojej mocy, musi wybawić samego siebie. Jeśli nie potrafi tego uczynić, może być jedynie szarlatanem, oszustem albo po prostu fantastą i niepoprawnym marzycielem.

Nie powinniśmy ulec ich pozornemu zatroskaniu o prawdę: Jezus tak bardzo nie pasuje do ich wyobrażeń o oczekiwanym mesjaszu i jego potędze, że nie uwierzyliby Mu, nawet gdyby dokonał tego, co proponują. Za pozorną potrzebą cudu ukrywają swoją hipokryzję i zatwardziałość w niepo­słuszeństwie słowu Bożemu. Do tej pory widzieli wiele cudów i zamiast Mu uwierzyć – znienawidzili Go tak dalece, że postanowili zabić.

Błędne rozumienie Pisma świętego zawsze prowadzi do mylnych wniosków. Wiara jest możliwa tylko wówczas, gdy pojmie się, iż nowość i kontynuacja nie przeczą sobie, lecz objawiają się jedna w drugiej. Jezus… wypełnia w pełni obietnice mesjańskie: tyle, że fakt ten wymaga zmiany myślenia od tych, których stały się one udziałem.

Poprzez krzyż Jezus ukazał najpełniej swój sposób królowania: krzyż oznacza miłość pokonaną, a jednocześnie zwycięską; upokorzonego, a jednocześnie otoczonego chwałą; zdradzonego, a przecież wiernego w swoich obietnicach. Potrzeba było, aby wywyższono Syna Człowieczego. To wywyższenie nie jest wyrazem dominacji, lecz wyboru jedynej siły; siły miłości. Zawieszony na drzewie hańby, Chrystus jest królem swej wspólnoty.

Oto wystarczający powód, dla którego człowiek wierzący, chrześcijanin, znajduje zbawienie patrząc w kierunku krzyża swojego Pana. Nie ukrywajmy, że królowanie przez krzyż to dar szczególny i jednocześnie nietypowy, dlatego staje się on dla wielu źródłem poważnego kryzysu: może być bowiem przyjęty lub odrzucony. To niezwykle istotny fakt, bo to oznacza, że sąd nie jest odłożony dopiero na czas ostateczny, na koniec świata: sąd dokonuje się tu i teraz, na ziemi; albo lepiej: człowiek sam na siebie wydaje wyrok decydując się na zbawienie lub potępienie w oparciu o postawę jaką przyjmuje wobec miłości ukazanej mu przez ukrzyżowanego Króla (a my tak często oskarżamy Go, zarzucając Mu, że to On nas skazuje, odrzuca, potępia). Poprawne zrozumienie tej kwestii utrudnia nam przyzwyczajenie do gotowych „nieomylnych” prawd, które sprawia, że nad wieloma zagadnieniami nie chcemy się już dłużej zastanawiać i wolimy przyjmować je bez głębszej refleksji. Tymczasem dopóki nie zmierzymy się z nimi uczciwie, nie ma się co spodziewać że będą miały jakikolwiek wpływ na nasze codzienne życie.

Uczniowie Jezusa byli, są i mają pozostać ludźmi nadziei! Nie powinni jednak ukrywać faktu, że ich nadzieja jest nadzieją… ukrzyżowaną. Nie chodzi oczywiście o krzyż dla krzyża, chodzi o krzyż dla życia, choć do niego dochodzi się przekraczając próg śmierci. Ta prawda z wielką mocą rozbrzmiewa w liturgii wielkopiątkowej, podczas której uroczyście wyznajemy „O, Krzyżu, jedyna nadziejo”. Jak zatem zachęcić kogoś, by pokładał nadzieję w tym, co jest odpychające? Czy chrześcijanin musi się chwytać krzyża jako jedynej deski ratunku, utrzymując przy tym, że jest to tron Jego Króla?

Oto kilka sugestii w poszukiwaniu odpowiedzi…

Z czysto doczesnego punktu widzenia nie warto być ani bardzo złym, ani bardzo dobrym, bo taki sam koniec czeka i jednego i drugiego… Trudniej jest się nawrócić temu, kto zgodził się na wygodną drogę „pośrodku” – chce być trochę złym i trochę dobrym. Chrystus swoją postawą wzywa tymczasem, by opowiedzieć się po stronie dobra, nawet za cenę własnego życia. A poza tym Chrystus udowodnił, że prawdziwie dobry człowiek nie traci na wartości, nawet jeśli jest poniżony i uznany w oczach świata za złoczyńcę.

Krzyż jest mocą Boga, która unicestwia wszelkie pozorne wartości religijne i świeckie, wymierzając sprawiedliwość różnym bożkom utrzymującym nas w niewoli.

Bycie uczniem nie zależy od naszego wyboru, lecz jest darem Boga. Dokonuje się w nas przez historię, poza naszymi dobrymi chęciami. Niekiedy spada na nas, gdy musimy dźwigać krzyż, którego nie rozumiemy i nie chcemy. Wbrew wszelkiej fałszywej mistyce, krzyż, sam z siebie, nie pochodzi od Boga, ale od człowieka. Także Jezus dźwiga go nie dlatego, że Mu się podoba, ale dlatego, że nie może go porzucić. Miłość „przymusza” do tego, by dźwigać zło osoby kochanej.

Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. Królestwo Chrystusa Króla nie rządzi się siłą, lecz współczuciem. Jezus wyszedł na spotkanie swojego krzyża mając pewność, że moc Boża ostatecznie zatryumfuje. Ta żywa nadzieja nie oszczędziła Mu jednak trudu, udręki i opuszczenia, nie wyzwoliła z cierpienia, lecz wskrzesiła po tym, jak przeszedł udrękę i śmierć, taką samą jak śmierć i udręka każdego człowieka; skąd zatem w nas usilne pragnienie, by właśnie nam zostało to oszczędzone?

W królewskim wywyższeniu na Krzyżu Bóg rzeczywiście pokazał nam miłość odpowiednią do Jego wielkości a nie do naszych potrzeb.

Na tradycyjnych malowidłach przestawiających śmierć Jezusa, u stóp Krzyża widzimy trupią czaszkę i pieczarę: symbole pierwszego człowieka – Adama i otchłani, człowieka i jego kosmosu strąconego w chaos. Ale oto teraz z serca śmierci wyrasta Krzyż – drzewo życia na którym zawisło zbawienie świata. I tak już pozostanie do końca czasów…

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>