Zmartwychwstanie
Pańskie (A)

zonedifedehomilie, homilie-wielkanoc-a

[J 20,1-9]

Maria Magdalena szuka znaków, a poprzez nie – obecności samego Pana. Najmniej, zdawałoby się, ze wszystkich oświecona, ale najbardziej uczuciowa. Pomiędzy jej uczuciowością, intuicją umiłowanego apostoła i powolnością Piotra, ta jej cecha wydaje się być najbardziej przydatną i zasługującą na pierwszeństwo w oglądaniu Zmartwychwstałego.

W tekście ewangelii nietrudno dostrzec wyraźnie podkreślone nastawienie Jezusa – byliśmy tego świadkami w Jego spotkaniach z Nikodemem, Samarytanką, paralitykiem i niewidomym: Jego uprzejmość, przyjacielskość i troskę wyrażoną w pytaniach o obecną, konkretną sytuację rozmówców. Na początku swojej misji pytał późniejszych swoich uczniów: Czego szukacie?” (por. 1,38); teraz w podobny sposób zwraca się do Magdaleny: „Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz?”. Zmartwychwstały zadaje pytanie po to, by wychodząc od jej konkretnej sytuacji, objawić jej to, co musi zrozumieć na temat samej siebie; dopiero później… objawia się jej.

Dlaczego Jan ewangelista opowiada nam tę historię? Zapewne z tego samego powodu, co Łukasz, gdy opowiada historię uczniów zmierzających do Emaus: Pan Jezus pragnie wzbudzić w Kościele przede wszystkim wiarę; stopniowo, cierpliwie zbliżając się do serca otwiera duszę na nadzieję, a stąd rodzi się możliwość rozpoznania Go jako Żyjącego.

Teraz możemy zastanowić się nad nami, jako poszukiwaczami znaków obecności Boga w naszym życiu. Także my (w oparciu o doświadczenie Magdaleny) musimy (chcemy?!) być pewni, w mocy wiary, że mamy blisko siebie Chrystusa; i że wystarczy otworzyć oczy, aby Go rozpoznać w naszej aktualnej sytuacji. Bardzo często skłonni jesteśmy mówić: gdyby sprawy potoczyły się inaczej, gdybym był mądrzejszy, gdybym miał więcej czasu na modlitwę, gdybym miał inny charakter, gdybym był w innej wspólnocie… Ewangelista przekonuje nas: dokładnie tam, gdzie jesteś Pan jest ci bliski, a ty możesz rozpoznać Jego obecność poprzez twoją wiarę i twoją miłość. Każda inna droga, nawet jeśli wygodniejsza, może okazać się zbyt niebezpieczna… Nie dla ciebie oczywiście, lecz dla orędzia, którego masz być świadkiem.

Nie powinniśmy zapominać, że Jezus podtrzymuje nadzieję, tych, którzy ku Niemu zdążają, ale też i nakłada na nich obowiązek głoszenia. Zauważmy przy okazji, że prawda o nowym życiu Jezusa nie eliminuje niepewności kobiet. Rzeczywiście można pomyśleć, że pusty grób, w którym w przeddzień były zwłoki, został okradziony. Tak według ewangelisty Jana (20,2), myślała właśnie Magdalena. Dwaj mężczyźni, którzy pojawili się nagle przy niej, twierdzą, że jest inaczej. Czy można uwierzyć ich słowom, skoro rzeczywistość przeczy faktom? Samym słowom nie można wierzyć! Jest jednak coś, co zdaje się te ich słowa potwierdzać: mianowicie to wszystko, co Jezus powiedział, będąc jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie (24,7) sprawdziło się w sposób zaskakująco dokładny.

Bóg nie jest Bogiem umarłych lecz żywych. Tylko Jego słowo jest w stanie pomóc nam przekroczyć tajemnicę pustego grobu i doprowadzić do spotkania z Żyjącym; a On tak często jest blisko nas, że wystarczy się odwrócić…

Grób jest pusty… My dzisiaj, podobnie jak pierwsi uczniowie, może pójść i stwierdzić to ponad wszelką wątpliwość… Znajdziemy w nim tę samą… nieobecność. Na nasze szczęście! Nikt nie potrzebuje bronić czy zdobywać Chrystusowego grobu, który stał się kolebką Kościoła: powtarzam, ten grób jest pusty! Natomiast Chrystus, Żyjący, idzie przed nami do „naszych” Galilei, na wszystkich drogach życia… Podążmy za Nim. Nie opierajmy się Miłości. Tylko wtedy będziemy mogli szczerze zaśpiewać radosne Alleluja!

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< Poprzedni