Niedziela
Wielkanocna (B)

zonedifedehomilie

J 20,1-8

Czy rzeczywiście odkrycie obecności Zmartwychwstałego, to znaczy Żyjącego Chrystusa, jest celem naszego życia? Można niekiedy odnieść wrażenie, że to, co najbardziej zaprząta nasze sumienia w czasie Świąt Wielkanocnych (nie wyłączając przeżywania sakramentu spowiedzi)… to pobożna pokusa, by „być w porządku”, by przynajmniej przez tych kilka dni nie mieć sobie nic do zarzucenia… Wtedy jednak wiara staje się aktem biurokracji chrześcijańskiej, podczas gdy powinna być bodźcem do nawrócenia i do działania!

„Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze…” (Kol 3,1) – napomina św. Paweł. Czy jednak naprawdę zmartwychwstaliśmy z Chrystusem? Czy tego rzeczywiście pragniemy? Nie da się uniknąć odpowiedzi na te pytania, jeśli chcemy szczerze i uczciwie radować się dzisiejszym świętem.

Jeśli nasze pragnienia są autentyczne… musimy chcieć żyć jak „zmartwychwstali”, a nie tylko cieszyć się, że Chrystus dokonał tego jako pierwszy.

Wcale nierzadko dostrzegamy jedynie „ciężki kamień”, który zataczamy na grobem naszych słabości, a którego nie potrafimy odsunąć… i zapominamy, że no nie my, lecz On, Jezus… ma tego dokonać: Tylko pozwólmy Mu na to! Tylko nie każmy Mu czekać z gestem wyzwolenia do następnej Wielkanocy…

Wiara w zmartwychwstanie oznacza niezgodę na to, by świat dalej toczył się ku zagładzie i śmierci… także ten mój świat osobisty, rodzinny, wspólnotowy, sąsiedzki, ojczyźniany… Nie da się szczerze świętować Wielkanocy, jeśli nie zgodzimy się na przemianę skali wartości, którą kierujemy się w życiu, na taką, z której Bóg – a nie tylko ośrodki badania opinii publicznej czy też demokratyczna większość – będzie zadowolony.

Na nic się zdadzą nasze wizyty przy pięknych, ale pustych grobach… bo często pozostajemy przy nich dumni z siebie, że stać nas na taki wysiłek… Tymczasem Jezus oczekuje naszych świadectw o Nim w naszym życiu, oczekuje dowodów że naprawdę jesteśmy przekonani, że Go tam już nie ma… To jest możliwe, tylko przestańmy wreszcie bać się Boga, który daje nam życie!

Powróćmy na moment do dzisiejszej Ewangelii. Maria Magdalena z wielkim zatroskaniem zdąża do grobu Jezusa, gdy jest jeszcze ciemno. Gdy zastaje kamień odsunięty, nie rozumie co się stało, szuka jakiegoś naturalnego wytłumaczenia, nie potrafi dostrzec innego znaczenia zaistniałych faktów, niż to, co jej podsuwa dotychczasowe doświadczenie… Zdezorientowana postanawia podzielić się swoim zakłopotaniem z Piotrem i Janem. Wtedy i oni ruszają do grobu… W ich obrazie możemy dostrzec obraz Kościoła, który od samego początku szuka śladów Zmartwychwstałego Pana!

Tak toczyły się chwile tamtego poranka… A dzisiaj?

Dzisiaj, w Kościele, który nadal poszukuje znaków Zmartwychwstałego, istnieje różnica temperamentów i sposobów… jest uczucie Magdaleny, intuicja Jana, powolność Piotra: mamy zatem do czynienia z różnymi duchowościami. Wszyscy jednak – jeśli naprawdę pozostajemy w Kościele – mamy wspólne pragnienie obecności Chrystusa. W dzisiejszym obrazie ewangelicznym możemy odnaleźć przykład współpracy: jeden drugiemu komunikuje, to co sam odkrył, i wtedy – razem – potrafią dostrzec ślady obecności Pana!

Gdyby Magdalena nie podzieliła się swoim odkryciem… gdyby Piotr i Jan nie pomogli jej w poszukiwaniach… grób Jezusa pozostałby tam, i z czasem zostałby zapomniany. Na szczęście stało się inaczej!

Bądźmy zatem gotowi dzielić się z innymi swoim doświadczeniem wiary, bo właśnie ono może stać się dla innych najkrótszą drogą do prawdziwego spotkania ze Zmartwychwstałym!

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>