Niedziela
Świętej Rodziny (A)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-a

[Mt 2,13-15.19-23]

Pytanie zasadnicze, które wydaje się bardziej, niż usprawiedliwione: czy model Świętej Rodziny jest możliwy do zaproponowania dzisiejszej rodzinie, albo lepiej, każdej rodzinie? Rzeczywiście, dystans wydaje się ogromny i to nie tylko ze względu na odległość czasową. Rodzina Święta to rodzina złożona z osobistości, które są poza naszym zasięgiem. Jest złudzeniem wszelka próba przybliżenia Jej do naszych doświadczeń. Czy zatem pozostaje nam jedynie podziw (jak na przesłodzonych obrazkach, zawieszonych na ścianach niektórych naszych kościołów czy domów) lub wzdychanie w celu podkreślenia zasadniczych różnic?

Wbrew pierwszym i utartym odczuciom, potrzebne jest, a nawet konieczne, zbliżyć Świętą Rodzinę do… naszych możliwości. Chce nam o tym przypomnieć i w tym dopomóc liturgia Kościoła.

Każda nowa istota, która przychodzi na ziemię, jest nosicielem jedynego, niepowtarzalnego przeznaczenia. Jest to rzeczywistość, która nie może być profanowana. Tajemnica winna być przyjęta i obdarzona szacunkiem. Dziecko nie zostaje dane „na użytek” rodziców, a tym mniej dla ich „zachcianki”. Przykry widok sprawiają rodzice, którzy traktują swoje dzieci jak zabawki. Dzieci mają moc dania życia swoim zabawkom, ale źle się dzieje, kiedy to rodzice zamieniają swoje pociechy na bezwolne zabawki, zabijając w nich oryginalność, spontaniczność, naginając je do własnych oczekiwań, kaprysów, kalkulacji. Dzieci mają swoje własne – tajemnicze, niepowtarzalne, niezastąpione – powołanie. To właśnie powołanie wszyscy musimy pomóc im odkryć, powoli, stopniowo… bo ono stanowić będzie treść ich życia.

Dzieci rosną i wzmacniają się nie tylko dzięki pokarmowi czy uprawianiu sportu. Wzrastają przede wszystkim dzięki trosce opartej o właściwe wartości, ideały, przykłady. Właśnie w rodzinie dziecko winno otrzymać lekcje życia, nauczyć się mądrości, która nada sens jego życiu, pomoże obrać właściwy kierunek, dzięki czemu będzie mogło stać się życiem „udanym” (dla jasności: nie tylko ze względu na karierę, osiągnięte sukcesy, prowadzone interesy, ukończone studia…). Dziecko wzrasta przede wszystkim wtedy, gdy znajdzie kogoś, kto potrafi obudzić w nim… sumienie. Prawdziwe wychowanie prowadzi do dojrzałości, do otwarcia się na innych. Dziecko powinno nauczyć się nie tylko tego „do czego mam prawo”, lecz także „co mogę dać innym”… Warto uświadamiać dzieciom, że wzrastać nie oznacza gromadzić, że o dobra nie wystarczy zabiegać, trzeba również wiedzieć „dlaczego?”.

Na ważny punkt w wychowaniu wskazuje Księga Syracydesa: „Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, chociaż jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie” (3,5-6). Miłość przeradza się w pomoc („wspomagaj”) i zakłada święty szacunek, także wówczas, gdy starość zaczyna przynosić poważne problemy (fizyczne czy moralne).

Odnoszę wrażenie, że ten właśnie tekst dziś posiada szczególną ważność. Zbyt wiele ludzi starszych jest skazywanych na zapomnienie, na samotność, na niewdzięczność, na wykluczenie, na pogardę. Jeszcze do niedawna szczególnym problemem były sieroty. Teraz bez przesady można stwierdzić, że także starsi wiekiem coraz częściej stają się… sierotami. Coraz częściej można spotkać rodziców… bez dzieci. Ta sytuacja zmusza nas do gorzkiej refleksji: nie tylko starzy tracą pamięć, ale także młodzi (w tym przypadku jest to niezmiernie poważna wina). Niewolnicy produkcji, sukcesu, komfortu za wszelką cenę, dobrobytu bez wyrzeczeń i ofiar, zapominają o starszych i uważają ich obecność za niepożądaną, utrudniającą życie. Starsi ponoszą „winę”, ponieważ zajmują miejsce i czas potrzebny na inne zajęcia, z których młodzi nie zamierzają rezygnować. Traktowanie stosowane wobec starszych (można powiedzieć „w nich wymierzone”) jest wielkim niewybaczalnym grzechem współczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa nastawionego na natychmiastowy sukces: po raz kolejny interes i wygoda zagłuszyły wartości.

Miłosierdzie, dobroć, pokora, cichość, cierpliwość, przebaczenie, szacunek: oto materiał z którego można zbudować harmonię, pokój, zrozumienie. Warto te uczucia powiązać ze sobą. To niezbędna operacja, jeśli chcemy marzyć nie tylko o jakimkolwiek podobieństwie do Świętej Rodziny, ale po prostu o dobrej wspólnocie rodzinnej. Święty Paweł przypomina również o koniecznej w życiu rodziny obecności Słowa i modlitwy: „Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem…”. Słowo Chrystusa ma mieszkać w naszym domu; podobnie jak chwała, dziękczynienie. „Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości”.

Czy są to tylko sprawy z minionego świata? Wydaje się, że nie. To raczej materiał do budowy nowego świata. Tym, co łączy, wiąże, nadaje sens, gwarantuje solidność całej konstrukcji, jest miłość. Miłość zmniejsza dystans. Także tę, która oddziela nas od Rodziny z Nazaretu…

W każdym człowieku: i w dziecku i w starcu, jest obraz Boga. Często zdeformowany, zagubiony, powykrzywiany, który w nieustannej nadziei czeka na właściwe światło, by rozbłysnąć tym, co w nim najlepsze i stać się znakiem nowego świata. Im my będziemy wierniejsi Bogu, tym mniej będzie krzywdy w całym świecie… Taka wierność nie może jednak przejawiać się jedynie w ogólnospołecznym potępianiu wojny, w marszach przeciw przemocy, w demonstracjach na rzecz pokoju, lecz przede wszystkim w zwykłych codziennych niepozornych gestach i relacjach, przede wszystkim rodzinnych: zwyczajna uprzejmość, ciepłe słowo, wzajemna życzliwość, odrobina grzeczności… Jeśli tego nie zrobimy staniemy się spadkobiercami i poplecznikami… zarówno faraona, jak i Heroda.

W każdym przypadku musimy stawać po stronie rodziny, po stronie życia. Prośmy dziś Boga, by wskazał każdemu z nas, w jaki sposób możemy to uczynić najskuteczniej. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>