Niedziela Palmowa (B)

zonedifedehomilie

[Mk 11,1-11]

Jezus przybywa do Jerozolimy z Jerycha oddalonego od Miasta Świętego o około 20 km. Zatrzymuje się w okolicy Betfage i Betanii, i ten ostatni kilometr pokona siedząc na osiołku. Zawsze poruszał się pieszo, ostatni kilometr odbywa jednak na… grzbiecie osiołka. Wyjątkowość tego faktu skłania do tego, by  dopatrywać się w nim znaczenia symbolicznego. Jezus chce nam przekazać jakieś orędzie. Okoliczności towarzyszące temu zdarzeniu mają pomóc w zrozumieniu kim jest ten, który przybywa? W jakim celu to czyni? I dlaczego w ten, a nie w inny sposób?

Betania znaczy ‘dom biednego’, zatem Jezus nie zatrzymuje się w super hotelu, przybywa jako ktoś ubogi. Korzysta z osiołkiem (czyli „typowego pojazdu” ludzi niezamożnych), i to w dodatku osiołka pożyczonego. Betfage z kolei oznacza prawdopodobnie ‘dom owoców’. Marek wspomina też o Górze Oliwnej. To nie przypadek. W Księdze proroka Zachariasza znajdziemy taki tekst: W owym dniu dotknie stopami Góry Oliwnej, która jest naprzeciw Jerozolimy od strony wschodniej, a Góra Oliwna rozstąpi się w połowie od wschodu ku zachodowi i powstanie wielka dolina. Połowa góry przesunie się na północ, a połowa na południe (14,4–5). Jezus zatem nie przybywa zatem do Jerozolimy jako zwyczajny pielgrzym czy turysta, lecz jako… Bóg, który ma dokonać ostatecznego sądu nad miastem. Sam Jezus jest tego świadom: w całym epizodzie zachowuje się i postępuje jak Pan. Słowa poleceń wydawanych przez Niego wyrażone są w trybie rozkazującym. W Jego czynach widać tę samą wszechwiedzę i wszechmoc, jaką dysponował Bóg Jahwe.

Jezus, posługując się osiołkiem, chce, by uczestnicy tego zdarzenia zrozumieli, że On przybywa jako obiecany Król! Król bezbronny, pokorny, pełen pokoju. Odcina się zdecydowanie od jakiejkolwiek przemocy. Warto sobie ten obraz Jezusa wkraczającego do Miasta Świętego zapamiętać i nieustannie przypominać. Jezus proponuje siebie samego, ale nie stosuje… żadnego przymusu. Nie próbuje kogokolwiek podporządkować. Nie stosuje żadnych nacisków ani na społeczeństwo, ani na grupę, ani na jednostkę.

Dlaczego zatem tak często obawiamy się, że jeśli nie będę posłuszny, Bóg się zemści, ukarze mnie, zniweczy moje zamiary? Te obrazy, niestety, nie zostały z nas usunięte i ciągle wyrządzają wiele zła w naszych sumieniach. Dajmy się wreszcie przekonać, że nie mają one nic wspólnego z… prawdziwym obrazem Boga. Bóg nie ma potrzeby być takim ani posługiwać się takimi środkami. To jest język naszej skrzywionej psychiki. To jest wyraz naszego stylu działania, bo to my chcemy działać przy pomocy nacisku, przemocy, ataku itp. Niestety, nierzadko także w sprawach Bożych. Czy nie przychodzi nam na myśl, że skoro Jezus założył Kościół, to oczekuje, że ten Kościół (a więc i my) zastosuje Jego sposoby działania, Jego styl?

Jezus ukazuje nam Boga w Jego działaniu, ale inaczej, niż my to sobie wyobrażamy. „Bóg jest inny, niż to sobie wyobraża 60 do 80% ludzi wierzących” – stwierdził słynny K. Rahner. Słowo Jezusa pozwala dostrzec zarówno nasze prawdziwe oblicze, jak i prawdziwą relację do Boga. Bez wątpienia chce nas przeciągnąć na Swoją stronę, ale za pomocą dyskretnej, pełnej miłości i dobroci propozycji: Stoję u drzwi i kołaczę (Ap 3,20). To jest nadal aktualna prawda! Także dla nas!

Na ustach wiwatującego tłumu pojawia się bardzo ważne zdanie: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo [uwaga!!!] ojca naszego Dawida, które przychodzi (ww. 10–11). Okrzyki te wyrażają bardzo konkretne oczekiwania: z osobą Jezusa wiążą się nadzieje na terytorialne odtworzenie królestwa Dawidowego, teraz okupowanego przez Rzymian. Tymczasem Jezus… nigdy takiej obietnicy nie wypowiedział. Nie zamierzał przywracać splendoru minionej epoki. Dla Niego liczy się jedynie królestwo Boże, którego nadejście ogłosił z chwila rozpoczęcia swojej publicznej działalności: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (1,15).

Ileż dwuznaczności zdarza się i w naszych ocze­ki­waniach: jedną rzeczą jest to, co Bóg obiecuje, co Ewangelia obiecuje, a inną to, czego my się spodziewamy. Nie zawsze te dwa punkty widzenia są ze sobą zgodne. Niejednokrotnie obietnica zostaje wykrzywiona poprzez nasze oczekiwania, nadajemy jej znaczenia, których tak naprawdę nigdy nie miała. Ewangelista Marek na to właśnie zwraca uwagę. Ludzie wznoszą okrzyki na cześć królestwa, które powraca, ale nie zauważają, że Jezus ma na myśli zupełnie inne królestwo niż oni. W ich przypadku nad obietnicami Boga wzięły górę oczekiwania polityczne, które krążyły w ich środowisku. A dzisiaj, czy jest inaczej?

Jezus wkroczy do Jerozolimy, ale zgodnie ze swoim planem. Jak zatem należy rozumieć królestwo Boże, które On proponuje? Królestwo Boże to pełne miłosierdzia i dobroci działanie Boga na rzecz człowieka. Bóg dostrzega tragedię ludzkości i postanawia jej pomóc. Przygotował specjalny plan zbawienia, który ma wyzwolić ludzkość z wszelkiego zła i na nowo zbudować historię człowieka. Bóg rozpoczął realizację swojego planu. Jest nim zainteresowany i ma zamiar doprowadzić go do końca, nawet jeśli nam się tak nie wydaje. Ta Boża determinacja przepojona miłosierdziem jest najlepiej widoczna w słowach i działaniu Jezusa Chrystusa. A Jezus przychodzi do człowieka potrzebującego: chorego, zmęczonego, paralityka, grzesznika…

Żeby jednak poprawnie zrozumieć intencję Jezusa, należy wyzbyć się zbyt moralistycznego sposobu patrzenia na problem grzechu. Na ogół postrzegamy go przez pryzmat wykroczeń wobec przepisów prawa; tymczasem w ujęciu biblijnym grzech oznacza… zupełne rozminięcie się z celem życia! Innymi słowy: grzesznik to człowiek, który po wielkim wysiłku budowania odkrywa nagle, że to, co stworzył dotychczas w swoim życiu, jest zwykłą ruiną…To do takich ludzi z propozycją królestwa Bożego przychodzi Jezus.

Wierzcie w Ewangelię to znaczy uwierzcie wreszcie, że Bóg jest mocniejszy od tego wszystkiego, co was przytłacza, nieważne co to jest. Nie ma powodu, by ktokolwiek czuł się odsunięty na bok, nawet jeśli moralnie rzecz ujmując upadł nisko.

Wjazd Jezusa do Jerozolimy, tak jak przedstawia go ewangelista Marek, miał w rzeczywistości charakter drobnego epizodu. Zatem to pierwotny Kościół, który rozpamiętywał ten fakt, odkrył – stopniowo zresztą – wszystkie cechy charakterystyczne dla mesjańskiego objawienia Jezusa; stało się to możliwe dopiero w świetle prawdy o Zmartwychwstaniu. Dopiero wówczas Jezus, i tylko Jezus, mógł być uznany za Tego, który przybywa w imię Pańskie.

Bohaterowie tamtych wydarzeń, czyli uczniowie, nie do końca zdawali sobie sprawę z symbolicznych rozmiarów pochodu, w którym brali udział. Raz jeszcze potwierdza się biblijna prawda, że Jezus objawia siebie w sposób ukryty. Inaczej mówiąc: objawia się, ale tylko tym, którzy mają „uszy do słuchania” i „oczy do patrzenia”. A jak to jest z nami?

 

 

 

<<< PoprzedniNastępny >>>