Niedziela
Chrztu Pańskiego (C)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-c

Łk 3,15-16.21-22

Ewangeliczna scena chrztu Jezusa uświadamia nam, że Zbawiciel nie rozpoczął swojej działalności w nadzwyczajny, spektakularny sposób, ale pojawił się na scenie świata jako ktoś nieznany, niemalże anonimowy. Faktycznie, spotykamy Go stojącego w szeregu grzeszników… Znaczy to tyle, że Jezus, jeden z nas, nasz brat, oczekiwany, wytęskniony, przybywa, aby dzielić z nami nasz los, nasze troski i kłopoty. Zwykłość zdarzenia nie powinna nam jednak przesłonić swoistego ewangelicznego paradoksu: ten anonimowy, wmieszany w tłum człowiek, zdawałoby się zupełnie niezauważony przez pozostałych uczestników zdarzenia, zostaje rozpoznany, zidentyfikowany, odróżniony od Jana Chrzciciela… Czyli jeden z wielu, a jednak… jedyny!!! Odziany w słabość, a jednak najmocniejszy!

Chrzciciel odegrał przypisaną mu w tym względzie przez Opatrzność rolę: rozpoznał tego, który miał nadejść, skierował wzrok uczestników zdarzenia na głównego bohatera historii zbawienia, potrafił ustrzec się pokusy zatrzymania zainteresowania na sobie, choć to on był niejako reżyserem sceny nad Jordanem…

Rozpoznanie Chrystusa jako kogoś jedynego, choć przychodzącego w szacie normalności, codzienności, zwyczajności staje się zatem i dla nas prawdziwym wyzwaniem i sprawdzianem autentyczności naszej wiary! To ona powinna prowadzić nas do spoglądania we właściwym kierunku, bez rozproszeń z powodu osób i rzeczy, które są jedynie drogowskazami, a nie celem naszej drogi. Wtedy zrozumiemy, że nadejście Oczekiwanego oznacza początek czasu miłosierdzia, a nie kary! To początek zbawienia, a nie czas ostatecznego rozrachunku. Dla wszystkich, zwłaszcza dla grzeszników, nadchodzi czas szansy, okazji do zmiany nastawienia, a w konsekwencji – życia. By taką szansę wykorzystać właściwie, potrzeba, by od tej chwili uwaga zwrócona była nie tyle na nasze wysiłki, ile na to, co Bóg dokonuje dla nas. Nie chodzi oczywiście o to, by nie zwracać uwagi na nasze postępowanie – sprawa nawrócenia pozostaje zawsze aktualna. Ważne, by podstawą ewangelicznej nadziei pozostała inicjatywa Boga: my możemy jedynie odpowiedzieć na miłość Bożą, a ona zawsze jest uprzedzająca. Zbawienie pozostaje więc darem, a nie zdobyczą.

W Starym Testamencie niebo „zamknięte” oznaczało mur rozdziału między Bogiem a człowiekiem; to stan będący konsekwencją grzechu, wyraz gniewu Bożego w stosunku do grzesznej ludzkości. „Ludzie nie żyją i nie poruszają się już w Bogu, i to oddalenie oznacza ich głęboką nędzę” (Dehn). W takiej perspektywie szczególnego znaczenia nabiera błagalne wołanie proroków: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił…” (Iz 63,19).

I oto teraz ta właśnie modlitwa zostaje wysłuchana: „Ujrzycie niebiosa otwarte…” (J 1,51). Kończy się czas wrogości, zostaje rozbity mur, dobiega końca czas straszliwego i niepokojącego milczenia Boga. Co więcej: nie tylko zostają otwarte niebiosa, ale i Bóg zabiera głos. A czyni to po to właśnie, by objawić obecność Umiłowanego Syna pośród nas. Warto zwrócić uwagę na ten właśnie fakt, bo to oznacza, że ostatecznym (nie będzie już żadnego innego) słowem Boga jest Jezus!

U początków stworzenia Duch Pański unosił się nad wodami pierwotnego chaosu i wprowadzał weń ład i porządek (por. Rdz 1,2). Teraz ten sam Duch pojawia się ponownie, by zapoczątkować „nową historię”. Warto przypomnieć, że w historii zbawienia zstąpienie Ducha Bożego na człowieka oznacza jego szczególne wybranie i powołanie do wypełnienia Bożego planu. Pytanie zasadnicze może być zatem tylko jedno: kim jest ów Jezus? Rozpoznanie Go – oto kolejny z paradoksów ewangelicznych – staje się możliwe dzięki rozpoznaniu naszej tożsamości: dopiero wówczas, gdy mamy odwagę uznać naszą „nędzę”, czyli uznać potrzebę zbawienia, jesteśmy w stanie odkryć i zrozumieć kim jest Jezus dla nas!

Ta sytuacja staje się dla nas sporym wyzwaniem: byłoby bowiem autentycznym nieporozumieniem, gdybyśmy ustawili się po stronie… sprawiedliwych (oto nasza nieustanna pokusa!), podczas gdy On staje w szeregu grzeszników… Poczucie, że jesteśmy lepsi od innych może oznaczać, że… rozmijamy się z Jezusem, który przychodzi, by zbawiać grzeszników.

Istnieje jeden, jedyny sposób by Go rozpoznać i móc się z Nim spotkać: przyznać, że Go naprawdę potrzebujemy! Amen!

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>