IV Niedziela
Adwentu (A)

zonedifedehomilie, homilie-adwent-a

[Mt 1,18-24]

Na początek naszych rozważań sięgnijmy do tekstu z pierwszego czytania. Bohaterem (niestety negatywnym) jest króla Achaz: mimo zachęt ze strony Boga kierowanych do niego przez proroków, aby się nie lękał, on chwieje się jak gałązka na wietrze, drży ze strachu. Nie zmienia nastawienia nawet wówczas, gdy Bóg – dając mu szansę podbudowania wiary – godzi się by to on sam wybrał sobie i typ i rodzaj znaku mogącego rozwiać jego wątpliwości. Król, pod płaszczykiem swojej obłudnej wiary („nie będę wystawiał Pana na próbę”) odrzuca mądrą propozycję Boga. Jest wyrachowany i nie chce zgodzić się na ryzyko wiary. Można by powiedzieć, że zapiera się niejako własnego imienia, które jak na ironię oznacza „Jahwe bierze, prowadzi (za rękę)”… woli ludzkie sojusze i doraźne korzyści.

Motyw działania jest banalnie prosty. Sięga po niego i dzisiaj wielu z nas, wierzących: lękamy się znaku, bo kiedy Bóg ukaże go w sposób przejrzysty i jednoznaczny nie będziemy mogli dłużej udawać, nie będziemy mogli odsunąć na bok Jego wymagań, liczyć na czysto ludzkie wybiegi.
Król mógłby zdać się wyłącznie na Boga, ale wówczas musiałby zrezygnować z ludzkich punktów oparcia. On chce wierzyć, ale bez ryzyka. Chce ufać Bogu, ale jednocześnie zapewnić sobie własną drogę ucieczki. A takie myślenie wyklucza się wzajemnie… wiara bowiem, zawsze, pozostaje ryzykiem!

W miejsce lękliwego i niezdecydowanego króla Achaza, w Ewangelii pojawiają się dwie osoby pełne pokory, dla których wiara staje się absolutnym posłuszeństwem: to Maryja i Józef. Maryja wyrzeka się myślenia w kategoriach czysto ludzkich i zdaje się kompletnie na dzieło Ducha Świętego; jej wyrzeczenie jest miłosnym poddaniem się Miłości, która przewyższa ludzkie środki. Józef natomiast rezygnuje z myślenia w kategoriach tradycji i obowiązków sankcjonowanych przez prawo; rezygnuje z rozwiązania opartego na ludzkich przypuszczeniach, aby mógł się wypełnić tajemniczy plan Boga. Oboje przyjęli bez obaw i zastrzeżeń plan i obietnice Boga: rezygnując z własnej przyszłości… otwierają się na przyjście (adwent) Boga w ich życiu.
Trzeba dokonać uściślenia pojęć występujących w tekście. Przyszłość jest rodzajem przedłużenia (niekiedy także polepszeniem) chwili obecnej. Jutro oparte jest na obrazie dzisiaj. Ta przyszłość rozpatrywana w kategoriach wiary (w kategoriach człowieka wierzącego nosi ona nazwę królestwa Bożego) nie jest zwykłą teraźniejszością, ale odzwierciedla nowy wymiar z elementami niespodzianki, zaskoczenia, nowości, które wpływają na zmiany jakościowe. Taka przyszłość nosi znamiona pełni: niemożliwe staje się możliwym!

Zwróćmy jeszcze uwagę na postawę Józefa. Został określony jako człowiek „sprawiedliwy”. Jako taki powinien przestrzegać prawa, co w tym przypadku oznaczało unieważnienie kontraktu narzeczeństwa i oddalenie narzeczonej. Nie był jednak w stanie tego uczynić. Byłby w porządku wobec prawa, ale niesprawiedliwy wobec Maryi. Zrozumiał, że skoro wobec tej Dziewczyny dokonuje się plan Boży, o wiele bardziej niezmierzony, niż jego własny, on nie powinien być przeszkodą w jego realizacji. Z pomocą w podjęciu decyzji przychodzi mu… sen?!
O jaki sen jednak chodzi? Na pewno nie o taki, jaki nam się zdarza, gdy śpimy. Nikt poważny nie podejmuje życiowych decyzji tylko dlatego, że mu się przyśniły. Ewangelista Mateusz, który był znakomitym znawcą Pisma świętego, snem nazywa nadzwyczajne doświadczenie dialogu z Bogiem. A Bóg nie rozmawia z ludźmi zwracając się do nich w sposób otwarty: jeśli tak by się stało, to nie potrafiliby udzielić Mu odpowiedzi negatywnej! Bóg natomiast chce, aby odpowiedź człowieka następowała w absolutnej wolności. A to oznacza, że Józef podjął decyzję modląc się, rozmawiając z Bogiem… szukając odpowiedzi w Jego słowie, biorąc pod uwagę znaki czasu!

Nadzwyczajny jest ten Józef! Nadzwyczajna jest jego odwaga pozostawienia własnych planów na rzecz… „snów” Boga. Nadzwyczajna jest jego wiara: przepełniona zdolnością pozostawiania własnych dróg, po to by wkraczać na drogi naznaczone przez Boga.

Może warto się zmierzyć z jego postawą i przeanalizować nasze życie?

Możemy na tym jedynie zyskać! A ponadto… będzie nam łatwiej przyjąć nadchodzącego Boga!

<<< PoprzedniNastępny >>>