III Niedziela
Adwentu (A)

zonedifedehomilie, homilie-adwent-a

[Mt 11,2-11]

W ewangelicznym opowiadaniu po raz kolejny pojawia się Jan Chrzciciel. Tym razem jednak odnajdujemy go w więzieniu. Ten, który przygotował drogę Nadchodzącemu, teraz, osamotniony zaczyna ulegać niepewności. Wysyła zatem do Jezusa swoich uczniów, by upewnili się, że nowa sytuacja da się pogodzić z oczekiwaniami wieków.

Czy musiał się jednak zwracać do Jezusa? Przecież wypełnienie obietnic z przeszłości dotyczących chromych, ślepych, trędowatych, głuchych powinny wystarczyć dla rozwiania wątpliwości. Rzecz w tym, że tego rodzaju pokusa nie była tylko problemem Jana: ona dotyczy i nas, dzisiaj! Nie patrzmy zatem na mapy, by na nich szukać granic królestwa Bożego…; nie chwalmy się frekwencją w naszych świątyniach; nie zachwycajmy się oklaskami na placach podczas wielkich manifestacji religijnych…; nie zachwycajmy się relacjami w prasie z naszych uroczystości…

Znaki muszą być dostrzegalne gdzie indziej! Przede wszystkim musimy mieć pewność, że Dobra Nowina, którą nam pozostawił Jezus Chrystus dotarła do serc adresatów. A to oznacza, że powinniśmy się upewnić czy obciążonym i utrudzonym zdjęto przygniatający ich ciężar…; czy żyjącym w beznadziei udało się dostrzec choćby zapowiedź zmian na lepsze…; czy ludzie z tzw. marginesu traktowani są jak swoi…; czy ci, którzy cierpią odczuwają miłosierdzie…; czy w naszym środowisku jest więcej zwykłego człowieczeństwa?

Nie ma co ukrywać, że zachowanie Jezusa nie wszystkim odpowiadało, dla wielu było wręcz zgorszeniem: zasiadał do stołu z grzesznikami, nie potępiał nikogo, zadawalał się stylem życia zwykłego człowieka, głosił przesłanie braterstwa i miłości nieustannie przebaczającej, mówił o zasiewie, nie o katastrofach…

Jeśli zatem chcę mieć pewność, że ten, w którego wierzę to Jezus, muszę odzyskać właściwy punkt odniesienia…, muszę stanąć w tym samym szeregu, co ludzie bliscy Jego sercu. Może dojść wówczas do paradoksalnej sytuacji: my, którzy wszystko wiemy zaczniemy prosić niemych, aby nam… opowiedzieli, i ślepych, żeby nam… wskazali najwłaściwszą drogę.

Cierpliwość wyklucza pośpiech, ale nie zaangażowanie. W żadnej mierze nie oznacza pustki, lecz obronę ideałów. W języku Ewangelii obrona skarbu, ochrona ziarna nie oznacza poddawania się bieżącym wydarzeniom; rolnik jest spokojny i cierpliwy tylko dlatego, że wcześniej zrobił to co do niego należało; oczekuje plonów ziemi, ale wcześniej w te ziemię oprócz ziarna wpadły krople jego potu. Człowiek cierpliwy nie myśli nigdy „tak się to musiało skończyć”, lecz z nadzieją utrzymuje: „najpiękniejsze dopiero nadejdzie”.

Warto w tym kontekście uświadomić sobie, że każdy z nas jest owocem cierpliwości… Boga. I to od samego początku. Cel podróży jest niekiedy bardzo odległy, ale przyszłość została rozpoczęta: obraz ogrodu dostrzegany jest już w suszy pustyni (por. II czytanie). Warto zatem podnosić wzrok na Pana, bo on sam będzie nas podnosił na duchu.

Szkoda, że w naszych codziennych życiowych wędrówkach częściej spoglądamy na odciski na stopach, zamiast wznosić wzrok ku górze, „skąd nadejść ma pomoc”. A skoro jest to pomoc od Pana, to czegóż nam więcej potrzeba? Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>