III Niedziela
Zwykła (A)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-a

[Mt 4,12-23]

Spotkanie Jezusa z człowiekiem nigdy nie jest neutralne: zakłada bowiem akceptację Jego propozycji ze strony człowieka lub jej odrzucenie. Taką właśnie sytuację obserwujemy w dzisiejszej Ewangelii. Sceneria zdarzenia jest zwyczajna: po prostu – jezioro Galilejskie, Jezus przechodzi i… powołuje w kontekście codziennych zajęć: apostołowie zajęci są sieciami, byli przecież rybakami.

W scenie powołania apostołów dominują dwa słowa: „spojrzał” i „powiedział”. To jedyna broń, jaką dysponował Mistrz z Nazaretu. W przeciwieństwie do ówczesnych nauczycieli, którzy oczekiwali na uczniów, On sam ich szuka, inicjatywa leży po Jego stronie. Zwróćmy przy tym uwagę, że uwaga o spojrzeniu nie jest uwagą marginesową: aby naprawdę zwrócić się do kogoś, trzeba na niego spojrzeć, trzeba go najpierw dostrzec. Spojrzenie Jezusa – potwierdza to reakcja pierwszych uczniów – musiało być pełne ciepła, miłości, sympatii.

Podkreślony jest także głos Jezusa, ten jeden, jedyny, niepowtarzalny, który sprawia, że wszystkie inne głosy muszą… zamilknąć! I to bezwarunkowo!

Tak czy inaczej, to co w powołaniu czyni człowieka uczniem, to jego… odpowiedź! To odpowiedź na niezasłużoną łaskę. Jeśli ja, uczeń, decyduję się, to znaczy, że ktoś wcześniej… zdecydował się na mnie! Mogę ruszyć za Jezusem tylko dlatego, że to On wcześniej pojawił się na ludzkich drogach. Powołanie chrześcijańskie nie jest walką, zdobywaniem, zasługiwaniem na miłość; to raczej poddawanie się Bogu, aby On mógł w nas zwyciężyć. Zatem prawdziwy uczeń nie zdobywa Mistrza: zostaje jest przez Niego zdobyty, porwany, pochwycony.

Odpowiedź człowieka wyrażona w słowie „pozostawić”. Zakłada ono swoisty dystans: od sieci, od łodzi, od dotychczasowego zajęcia, od więzów rodzinnych, od upodobań… To Mistrz musi zająć miejsce rzeczy i osób. Nie ma co ukrywać, że każda taka decyzja zakłada oddalenie, wyrzeczenie, separację, a one nigdy nie stają się bez bólu. Co więcej, nie można ich dokonać raz jeden: takie wybory trzeba powtarzać nieustannie…

Żeby jednak uniknąć nieporozumień słowa „pozostawić” nie można oddzielić od „pójścia za”: one należą do tego samego aktu i oznaczają zdecydowany zwrot w życiu człowieka. Nie ma sensu zostawiać tylko po to, by zostawić. Pozostawienie nabiera sensu jedynie wówczas, gdy ruszamy w drogę za Kimś: zostawiamy nie po to, by skupić się na sobie, lecz po to by ruszyć w drogę! Z tego faktu rodzi się bardzo istotne przesłanie: prawdziwy uczeń Jezusa to nie ten, który wszystko zostawił, lecz ten, który znalazł Kogoś za kim warto iść! W tej sytuacji zerwanie nie jest końcem, lecz początkiem. To zachęta, by od chwili odnalezienia Jezusa i dania Mu pozytywnej odpowiedzi ruszyć z Nim, by dokonywać Jego wyborów, powtarzać Jego gesty i słowa, czynić je własnymi. U podstaw takich decyzji musi leżeć wiara, bo bez niej nie damy rady zrobić ani kroku!!! Warto przy tym podkreślić, że uczniowie zostali powołani nie po podpisaniu „jakiegoś wykazu prawd” w które muszą uwierzyć, ale do… zaufania Osobie.

„Uczynię was rybakami ludzi”. W kwestii ryb byli specjalistami; nowa propozycja jest dla nich zupełnie nieznana. Mimo tego odpowiadają na apel, chociaż nie są w pełni świadomie konsekwencji z niego wynikających. Faktycznie: Chrystus nie wyjaśnia szczegółów proponowanego zajęcia ani miejsca dokąd ich realizacja przedsięwzięcia zaprowadzi: wymaga „tylko i wyłącznie” całkowitego zawierzenia, i to bezwarunkowego.

Siostro i Bracie, czy godzisz się, na takie warunki?! Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>