III Niedziela
W. Postu (A)

zonedifedehomilie, homilie-Wielki Post (A)

[J 4,1-42]

Jakże normalne i zwyczajne jest zdarzenie opisane w Ewangelii, którą czytamy w niedzielnej liturgii. Chrystus zatrzymuje się przy studni. Jest zmęczony, strudzony, odczuwa głód i pragnienie. Nie zamierza nikogo nawracać, chce zwyczajnie odpocząć.
Podobnie i kobieta: znalazła się w tym miejscu, bo przyszła zaczerpnąć wody. Nie wiedziała nic o tym, że tam będzie przechodził słynny rabbi z Galilei. Jej problemem nie były grzechy, lecz woda potrzebna w domowym gospodarstwie.
Jedyne co może zaskakiwać to pora dnia, w którym doszło do zdarzenia. Południe to czas największego gorąca. Być może kobieta wybrała taki właśnie czas, by uniknąć niepotrzebnych komentarzy ze strony tych, którzy znali nieco bliżej jej skomplikowane losy.
Przyjrzyjmy się zatem dokładniej bohaterom tego niezaplanowanego spotkania.

Jezus wie doskonale, że to ze wszech miar niestosowne, by nauczyciel, mistrz, rozmawiał w drodze z jakąkolwiek kobietą, tym bardziej z kobietą „tego pokroju”. Nie boi się jednak przełamywać schematów i tradycyjnych barier. W swoim myśleniu i działaniu jest wolny. Potrafi zarzucić dyskryminujące zwyczaje, uprzedzenia, nawet jeśli uchodzi to za gorszące w świetle panującej opinii publicznej. Fakt, że On – „woda żywa” – zwraca się z prośbą o kubek zwykłej wody, może szokować, zadziwiać, ale… nie powinno! To przecież Jego zwykły, normalny styl działania. Każdy Jego dar jest w jakiś sposób poprzedzony prośbą, oczekiwaniem, żądaniem. Gdy chce nas czymś obdarować, to wcześniej sam wyciąga do nas rękę, skłaniając nas przy tym do ofiary, wyrzeczenia, rezygnacji z czegoś. My natomiast nierzadko nie dostrzegamy tego gestu, obstajemy przy naszych planach i rozwiązaniach, i w konsekwencji… tracimy wiele z Jego darów.

Kobieta wydaje się być bardzo dobrze zorientowana w tematach religijnych, umiejętnie posługuje się posiadaną wiedzą, i dzięki niej stara się swojego Rozmówcę trzymać na dystans w kwestiach dotyczących jej osobiście. Próbuje na wszelki możliwy sposób odwrócić Jego uwagę od rzeczywistego problemu, który ją nęka, jakby wyczuwała, że Ten, który z nią rozmawia jest inny od wszystkich pozostałych.
Czyż i my nie stosujemy podobnych wybiegów, by uniknąć rzeczowej, potrzebnej dyskusji o naszych prawdziwych, faktycznych problemach?
Kiedy kobieta znalazła się w sytuacji bez wyjścia chwyta się ostatniej szansy i przenosi ciężar dyskusji ma problem nadejścia Mesjasza. Jakby chciała Jezusowi dać do zrozumienia: faktycznie jesteś kimś wyjątkowym, innym niż pozostali, jesteś wielkim prorokiem, ale ja oczekuję kogoś jeszcze większego, czekam na… Mesjasza, wtedy dopiero się zdecyduję na coś więcej.
Jakże to brzmi znajomo: potrzebuję nawrócenia, ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz… dokonam tego, jak będą bardziej sprzyjające okoliczności…
Jezus jest zaskakująco bezpośredni: czekasz na Mesjasza? Proszę bardzo, to Ja jestem!

Zwróćmy uwagę na istotny szczegół. Jezus tak bardzo strzegł swojej Mesjańskiej tajemnicy, tak bardzo prosił swoich uczniów, by nie ujawniali Jego prawdziwej tożsamości aż do czasu Męki-Zmartwychwstania, a oto teraz, z przejmującą szczerością wyjawia swój sekret… nieznajomej kobiecie. Czyni tak – uwaga – dla jej ocalenia, dla jej zbawienia!

Reakcja kobiety jest zaskakująca i przepiękna zarazem. Rzuca naczynie (a przecież przyszła po wodę, potrzebną jej do życia) i rusza biegiem do miasteczka, by podzielić się z innymi radosną nowiną. Jest bogatsza o własne przeżycie, niesie w sobie własne doświadczenie, nie ma zamiaru nikogo przekonywać, ani nawracać, woła jedynie: chodźcie i wy, zobaczcie, porozmawiajcie, a sami się przekonacie!
Może zatem warto niekiedy poświęcić w życiu coś, co się wydaje niezbędne, konieczne, absolutnie nie do zastąpienia, by… odkryć coś jeszcze wspanialszego?! Coś dla czego warto poświęcić wszystko inne?! Prawda Ewangelii jest bardzo jednoznaczna: spotkanie z Jezusem, autentyczne spotkanie, nigdy nie jest obojętne!
Określenia „zmienić się”, „nawrócić” i im podobne nigdy nie pozostawią naszych życiowych spraw takimi samymi, trzeba sobie to mocno uświadomić. Odwlekanie momentu decyzji w czasie niczego nie zmieni i zawsze będzie oznaczać naszą przegraną. Najważniejsze jednak, żeby taka decyzja była zawsze podejmowana w… obecności Jezusa! Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>