III Niedziela
Adwentu (B)

zonedifedehomilie, homilie-adwent-b

[Jan 1,6-8.19-28]

„Człowiek posłany od Boga”, który „przyszedł na świadectwo”: oto najprostsza definicja roli Jana Chrzciciela, który w liturgii adwentowej (obok Maryi) zajmuje miejsce najważniejsze. Jego popularność wzrasta, a tłumy którego gromadzą się wokół niego są coraz bardziej nieprzeliczone. To doskonała okazja do tego, by zaistnieć na scenie wydarzeń, by wykorzystać moment zachwytu nad swoją sobą. Jan tymczasem, zmuszony do określenia swojej osoby, definiuje się w sposób zaskakujący – jestem głosem! „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską”.

Pewnie na nas dzisiaj, takie wyznanie nie robi już wrażenia. Przyzwyczailiśmy się do wielu głosów, które rozbrzmiewają wokół nas codziennie na placach, rynkach, stadionach, w telewizji, w radio, w prasie… Z jednej strony atakują nas głosy sukcesu, przemocy, nienawiści, cwaniactwa, kalkulacji, przyjemności za wszelką cenę, z drugiej – pokoju, prawdy, łagodności, dobra, miłosierdzia… Jak się w tym natłoku odnaleźć, któremu z nich przyznać rację?

Głos Jana Chrzciciela jest głosem jedynym, wyjątkowym, niezwykłym, wskazującym na konkretne zdanie: Przygotujcie drogę Panu! Jakby chciał nas ostrzec, że nasze najbardziej utarte szlaki nie zawsze prowadzą do ostatecznego spotkania, z tym Który nadchodzi; jakby się obawiał, że zapatrzeni w siebie nie zauważymy Pana, nadchodzącego z innej, Jemu właściwej strony.

W propozycjach Jana odkrywamy sposób świadczenia, która powinien stać się dla nas, chrześcijan, podstawowym i naturalnym: być w zgiełku świata, tym, innym głosem! Głosem, który ma odwagę, nawet prostotę, by ujawniać niewystarczalność pewnych dróg, mimo że są one zatłoczone i zbyt często uczęszczane; który przypomina, że drogach egoizmu, oszustwa, zakłamania, a nawet tzw. ‘dobrego taktu’ prawdziwego Boga nie spotkamy, a zatem – rozmijamy się też z prawdziwym ludzkim szczęściem.

Nie może nas przerażać, że ten nasz głos rozlegać się będzie często na pustyni obojętności, wrogiego nastawienia, uprzedzeń, sarkazmu, wulgarnej nietolerancji. Prawda ma być podana, ogłoszona, ujawniona, niezależnie od jej przyjęcia!

Prorok ewangeliczny nie zamęcza się pytaniami o to, czy jego przepowiadanie przynosi skutek, czy warto nadal mówić, czy nie lepiej poddać się okolicznościom i wziąć pod uwagę własny interes, własne bezpieczeństwo.

Prawdziwy prorok wie, że tych słów, które posiada, choćby były niepopularne, niemodne, przestarzałe w świetle obowiązującej dzisiaj mody, nie może zatrzymać dla siebie. Zostały mu powierzone po to, by je ‘wykrzyczał’, a nie ukrywał w ryzykownych kalkulacjach opłacalności czy jej braku. Prawdziwy prorok wie, że tych słów, które wypowie z Bożego ponaglenia, nawet jeśli są odrzucane, krytykowane czy wyśmiane, nic i nikt nie będzie w stanie zatrzymać.

Nie do proroka należy ocena skuteczności jego działania: najważniejsze, aby znalazł się ktoś, kto ostrzeże, że ‘droga do wyprostowania’ jest inna. A to oznacza, że każdy świadek będzie odpowiadał przed Panem nie za osiągnięte rezultaty, lecz za wierność otrzymanemu orędziu.

Aby przygotować we właściwy sposób spotkanie z Nadchodzącym, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, potrzeba wiele… cierpliwości. Cierpliwości, która oznacza również przestrzeganie etapów, rytmów, mentalności innych. Tych procesów nie da się przyśpieszyć. Ewangelii nie da się narzucić siłą: jeśli zabraknie wewnętrznego przekonania odbiorcy naszego orędzia, skutek będzie dokładnie odwrotny. Natychmiastowe rezultaty, wbrew niekiedy najlepszym intencjom, przynoszą szkodę dojrzałości.

I jeszcze jedno na koniec. W przypadku, gdyby Nadchodzący opóźniał swoje przyjście, naszym zadaniem jest podtrzymywanie oczekiwania, oczyszczanie spojrzenia, które pozwoli Go rozpoznać, gdy wreszcie nadejdzie: nigdy zaś zastąpienie Go i zajęcie Jego miejsca!

<<< PoprzedniNastępny >>>