II Niedziela
Adwentu (C)

zonedifedehomilie, homilie-adwent-c

Łk 3,1-6

Łukasz, jak żaden inny ewangelista, starał się umiejscowić wydarzenie Jezusa na tle his­to­ryczno-polityczno-geograficznym. Dzięki takiemu zabiegowi łatwiej mu było przekonać swoich odbiorców, że centrum historii nie stanowi ani polityczna władza Cezara Tyberiusza, ani religijno-społeczna ówczesnych autorytetów palestyńskich, a jedynie… słowo Boże! To prawda, że historia zbawienia została wtopiona w większe ramy historii powszechnej, ale stanowi w niej nie tyle część składową, co jej zasadniczy moment, nieoczekiwany zwrot: oto nadeszła długo oczekiwana chwila!
Tym, który zwrócił uwagę na te niedostrzegalne gołym okiem zmiany, był Jan Chrzciciel. W swoim przepowiadaniu podejmuje dziedzictwo proroków i teraz to on staje się głosem nawołującym do nawrócenia, czyli do zmiany nastawienia, kierunku, mentalności. Powód jest jeden: Zbawiciel nadszedł, oto jest wśród nas!
Nie można zatem pozostawać w miejscu, trzeba Mu wyjść naprzeciw, wyrównać drogi, wyeliminować dwuznaczności, obniżyć pagórki samowystarczalności, wypełnić życiową pustkę, wykorzenić przejawy egoizmu…
Nadejście Pana jest absolutnym darem, ale wymaga od nas zaangażowania; w jakiś sposób musi być przez nas przygotowane. Stanowi propozycję dla każdego z nas.

Ewangelista cytuje przepowiednię proroka Izajasza (por. 40,3-5), w której mowa jest o powrocie wygnańców z niewoli babilońskiej właśnie przez pustynię… Bóg wyznaczy drogę w miejscu odludnym i nieprzebytym: tam, gdzie po ludzku sądząc nie da się przejść, otwiera się przestrzeń ocalenia (por. Wj 14).
To właśnie proroctwo zaczyna się realizować z chwilą, gdy Jan Chrzciciel rozpoczął swoje przepowiadanie wzywając do chrztu „na odpuszczenie grzechów”. On, ostatni z proroków, zapowiadający nadzwyczajną interwencję Boga, sam do końca nie rozumie swojej misji; dopiero z czasem rozpozna ją lepiej. Jednego jest jednak pewien: ten, kto chce skorzystać z Bożej propozycji, musi dokonać gestu, który wyrazi jego chęć faktycznego nawrócenia się.
Nawrócenie oznacza uświadomienie sobie, że nie jesteśmy do końca „zamieszkali przez prawdziwego Boga”, że ciągle jest w nas zbyt dużo przestrzeni, którą zostawiamy dla różnych bożków. Trzeba zatem spróbować: nawet najmniejszy szczery gest z naszej strony świadczący o gotowości do zmiany życia pozwoli Bogu obdarzyć nas swoim Duchem. A wówczas, nawet tam, gdzie nie było żadnej perspektywy, otworzy się… nieskończoność; tam, gdzie brakowało przestrzeni, doświadczymy… wolności; gdzie królowała śmierć, pojawi się… życie.
Informacje dostarczone przez Łukasza nie są sprzeczne z danymi wielkiej historii świata. Nie chodzi jednak tylko o to, by cieszyć się tą zgodnością; my, od chwili, gdy staliśmy się chrześcijanami, mamy za zadanie mierzyć tę wielką historię ludzkości (ale także historię każdego człowieka) miarą wydarzenia Jezusa. To my musimy niejako wykazać Jezusowi, że Jego przyjście zmieniło coś w historii świata.

Jeden z pisarzy tak oto sparafrazował dzisiejszy fragment Ewangelii:
„W roku, w którym na terytorium mojego życia panował niepodzielnie brak wartości, a życie pozostawało w niewoli pozorów, żądzy, władzy i pychy; w czasie, gdy moja religijność była oparta jedynie na praktykach czysto zewnętrznych, z obawy, by nie stracić nieba… zostało do mnie skierowane słowo Boże! Wymagające, konkretne, zdecydowane… Wtedy odkryłem całą prawdę o sobie, i zrozumiałem, że nadszedł czas, by Bogu oddać należne Mu pierwsze miejsce w moim życiu, które tak długo, bezprawnie zajmowałem…. I w ten oto sposób dokonałem pierwszego gestu nawrócenia. Rozpoczął się nowy etap historii mojego życia…”

To niezwykle ważne, by zdać sobie sprawę, że dopiero wówczas, gdy wydarzenie Jezusa stanie się moim wydarzeniem, mogę mówić o swoim prawdziwym nawróceniu. Czy stać mnie na taki krok?

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>