II Niedziela
Adwentu (A)

zonedifedehomilie, homilie-adwent-a

[Mt 3,1-12]

Zachowanie Jana – z perspektywy metod obowiązujących w dzisiejszym społeczeństwie – jest zaskakujące i zupełnie nielogiczne: dla zdobycia słuchaczy… usuwa się na ubocze! Nie szuka poklasku i popularności… dlatego ciągnie do niego cała Jerozolima, Judea i okolica nad Jordanem! Ta sytuacja wspaniale ilustruje napomnienie pewnego starożytnego mnicha: „W momencie, gdy nauczysz się żyć bez ludzi, ludzie zdadzą sobie sprawę, że nie mogą żyć bez ciebie”. No właśnie. Stwierdzenie to wydaje się być aktualne, może nawet bardziej, niż w czasach Chrzciciela. Na placach, na ulicach, w salach, w środkach masowego przekazu słuchamy słów, które czynią wiele hałasu… i niewiele powodują.

Na pustyni, w samotności, słowa mają moc przekształcania nas samych: a to dlatego, że przed Bogiem, mamy szansę oczyścić je z naleciałości i przywrócić im ich pierwotną siłę. Do tej właśnie prawdy próbuje nas przekonać ten fascynujący prorok: na pustyni orędzie zbawienia odnajduje najprostszą drogę do serca ludzkiego. A staje się to możliwe wówczas, gdy ten, kto je przekazuje usuwa się w cień i kieruje uwagę na Boskiego Adresata. W osobie Poprzednika Jezusa dotykamy ewangelicznego paradoksu: małość, słabość, niepozorność ludzka, z chwilą gdy zostaną w pokoju serca zaakceptowane i w pokorze przyjęte, mają szansę okazać się manifestacją wielkości! Także Kościół, albo lepiej – ludzie Kościoła, którzy potrafią być mali, którzy nie głoszą samych siebie, którzy potrafią zadowolić się postawą zwiastunów Nadchodzącego… są bardziej wiarygodni, budzą większe zainteresowanie głoszonym orędziem.

Dla uniknięcia nieporozumienia dodam, że w wymiarze biblijnym przeciwstawieniem pustyni nie są ludzie, wspólnota, życie… lecz pustka, i to każdego rodzaju!

Propozycja Chrzciciela jest bardzo prosta, i sugestywna zarazem: Nawróćcie się! Ta zachęta kierowana jest także do nas, dzisiaj, teraz, w tym miejscu. Należy ją jednak oczyścić z utartej tradycyjnej otoczki, powierzchowności, płytkich zachwytów nad świętością, niepotrzebnych wzruszeń, taniej moralności… a przywrócić jej sens pierwotny: zmiany sposobu myślenia czyli zmiany mentalności! Przede wszystkim trzeba „nawrócić”, zmienić nasze myśli, uchronić je od rozproszenia, od nadmiernego zajmowania się samym sobą, od zapatrzenia się wyłącznie „we własne interesy” (także te „pobożne!”)… i ukierunkować je na Tego, który jako jedyny może nadać prawdziwą wartość naszemu życiu. Tego rodzaju nawracanie jest konieczne, byśmy przez Boga zostali przyjęci, abyśmy mogli przyjąć dar przebaczenia, który od Niego pochodzi. Jeśli będziemy nadal podążać w niewłaściwym kierunku, na nic się zdadzą nasze wysiłki, nawet te największe i najbardziej religijne; jedynym wyjściem jest… zmiana kierunku, na ten proponowany przez Boga, jedynie poprawny i właściwy!

Jesteśmy dzisiaj bardzo wyczuleni na jakość języka, łatwo nas zranić, i często forma staje się dla nas pretekstem do odrzucenia treści, choćby najpiękniejszej, najprawdziwszej.

Tymczasem język Chrzciciela… nie rozpieszcza, jest bardzo ostry, zdecydowany, przenikający (wystarczy pomyśleć o epitecie „plemię żmijowe” jakim obdarzył saduceuszów i faryzeuszów!) Dlaczego ich nie oszczędził, dlaczego nie był tolerancyjny, dlaczego nie sugerował się dobrym tonem? Bo ci ludzie byli pewni swojego zbawienia jedynie na mocy przywileju wybraństwa, na mocy samego faktu przynależności do potomstwa Abrahama… Jan taką pewność burzy! Ostrzega ich, że to właśnie ta pewność zaślepia ich kompletnie i czyni nieprzygotowanymi na przyjęcie królestwa Bożego, które nadchodzi: pozwala im ona myśleć, że są lepsi od innych i w konsekwencji nie odczuwają już potrzeby nawrócenia.

Dzisiaj nie ma już tamtych historycznych saduceuszów i faryzeuszów. Słowa Jana jednak nadal rozbrzmiewają z tą samą mocą i stanowczością. Jest to zatem chwila – ponad wszelką wątpliwość nam dzisiaj ofiarowana – aby każdy z nas obowiązkowo zajrzał we własne sumienie. To krok konieczny, a przy tym niezmiernie pożyteczny: uchroni nas od dalszych bezsensownych błędów i pozwoli spotkać Nadchodzącego Baranka Bożego – wyczekiwanego Zbawiciela.

Drogi Boskie i ludzkie krzyżują się nieustannie… Tylko ten jednak, kto kocha i szuka szczerze zdaje sobie z tego sprawę.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>