Chrzest
Pański (A)

zonedifedehomilie, homilie-zwykle-a

[Mt 3, 1-27]

Cykl liturgicznych czytań bożonarodzeniowych ma charakter epifaniczny: objawia chwałę Pana w człowieczeństwie Jezusa Nazaretu. Ta chwała jednak zostaje ukazana w kontekście małości, pokory, słabości. Jesteśmy zapraszani, aby kontemplować Go w bezbronnym Dziecięciu, który rodzi się skrajnym ubóstwie, narażone jest na prześladowania, niczym nie różni się od swoich rówieśników. Mamy zatem do czynienia z chwałą odzianą w codzienność!
Podobny, epifaniczny charakter ma przypomniana przed chwilą scena Chrztu Jezusa. Podkreślają to nadzwyczajne znaki, które towarzyszą temu wydarzeniu: otwarte niebiosa, głos, zstąpienie Ducha Świętego, poprzez które Ojciec z nieba „udziela gwarancji” swojemu Synowi przed ludźmi.
Jednak i w tym przypadku chwalą jest w pewien sposób zakryta: Jezus przychodzi nad brzeg Jordanu, by się ochrzcić, jako jeden z wielu pokutujących, staje w szeregu w innymi grzesznikami, wygląda jak jeden z wielu zdecydowanych się nawrócić.
Jest to sytuacja tak dalece niestosowna, że prowokuje zdecydowaną reakcję Jana, który próbuje uzmysłowić Jezusowi, iż nie jest to miejsce dla Niego: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”.
Jezus jednak dokonał już wyboru, powziął decyzję: „Pozwól teraz, bo tak się godzi…”.

Z wysoka Jezus zostaje wskazany jako Wysłany, jako Syn Boże; z ziemi natomiast traktowany jest jako jeden z grzeszników, miesza się z nimi, jakby chciał ukryć swoją wielkość i tożsamość. Przybył na ziemię, by przynieść nam dobrą nowinę zbawienia, a oto miesza się z tymi, którzy mają być zbawieni. Zainicjował czas miłosierdzia, a oto staje w jednym szeregu z tymi, którzy tego miłosierdzia chcą dostąpić.

Jan zapowiadał nadejście Tego, który dokona sprawiedliwego i nieubłaganego osądu; teraz obraz ten jest niejako korygowany przez łagodność Jezusa.
Bez wątpienia w dialogu Jana i Jezusa zderzają się dwie przeciwstawne sobie koncepcje Mesjasza; to jednak Jan musi zmienić swoje rozumienie i nagiąć się do Bożego planu: „Tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Teraz tym Bożym planem jest pokora i miłosierdzie. Zatem „wypełnienie wszystkiego, co sprawiedliwe” znaczy tyle, co poddać się woli Bożej, a ona nie oznacza kary i wyniszczenia, lecz zbawienie!
Dzisiejsza ewangelia stanowi zatem wyraźne zaproszenie, byśmy rozpoznali Bożego Wysłańca, byśmy odkryli cel Jego misji, czyli byśmy spróbowali sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: kim jest Jezus? Aby jednak odpowiedzieć na takie pytanie musimy znaleźć właściwą perspektywę. Dla nas znaczy to tyle, że musimy ustawić się w szeregu grzeszników, tych którzy deklarują chęć nawrócenia.

Bardzo łatwo jest dostrzegać rzeczy, które nie funkcjonują właściwie w świecie, w innych, na zewnątrz… gdy tymczasem dzisiejsza Ewangelia zachęca nas do tego, byśmy rozpoznali co nie funkcjonuje we mnie, w moim życiu. To zbyt proste obdarzać winami innych… Pora spojrzeć na siebie i podjąć osobistą odpowiedzialność za to, co nie idzie jak należy. Nie wystarczy być niezadowolonym (zazwyczaj zawsze) z innych; trzeba odnaleźć realne powody dla których nie mogę być zadowolonym z siebie.

Nieco później, w jednym ze swoich wystąpień Jezus będzie napominał: „Biada wam, którzy teraz jesteście syci…”; czyli wam, którzy jesteście zadowoleni, którym niczego nie brakuje… Biada temu, kto jest zadowolony z tego co ma, co zrobił, czego dokonał, z zasług, którymi wypełnił swoją historię…
Błogosławieni natomiast ci, którzy nie są zadowoleni (nie z tego, co mają czy nie mają), ale z tego kim są (lub nie są). Błogosławienie, który potrafią nad własnym życie stawiać nieustanny znak zapytania… Błogosławieni, którzy przyznają się pełnionych błędów, do pomyłek, do kłopotów które prowokują w świecie, w Kościele, w społeczeństwie, we wspólnocie… w swoim osobistym życiu. Tylko takie podejście daj nam możliwość dokonania zmian w różnego rodzaju mechanizmach, które mają dziwną zdolność „blokowania się”.

Okolice Jordanu w czasach Chrzciciela były pełne ludzi „nieusatysfakcjonowanych sobą”, którzy przychodzili do niego, nie po to, by się przyglądać oczyszczającej kąpieli innych, ale po to by samemu się obmyć w ożywczej mocy wody… obmyć się nie tylko z brudu ciała, ale przede wszystkim ducha!
Jezus staje w jednej kolekcje z takim ludźmi. Wsłuchuje się w tych, którzy mają odwagę wyznać: „Nie mogę już dłużej wytrzymać ze sobą; nie chcę być dalej takim, jakim jestem”… Claudel zapewniał: „Pan zaprenumerował twoje słabości, po to by je uleczyć”.
Istnieje tylko jedna choroba, wobec której Pan jest bezsilny: ludzka pewność, że nie potrzebujesz Jego pomocy.

Decyzja należy do każdego z nas. Jeśli podejmiemy słuszną – zrozumiemy, że Syn umiłowany, w którym Ojciec ma upodobanie, staje się naszym Przyjacielem, Bratem i Zba­wi­cielem… wygramy życie, a niebo stanie się tylko kwestią czasu. Amen.

Ryszard Wróbel OFMConv

<<< PoprzedniNastępny >>>