ASTROLOGIA, czyli… niebezpieczna zabawa

zonedifedeczytanie

Astrolog udzieli Ci rad, pomoże w interesach, podróżach, wątpliwościach, małżeństwie, miłości, w rozprawach sądowych, egzaminach, studiach, konkursach. Ostrzeże cię przed czyhającym niebezpieczeństwem, grożącym wypadkiem. Złagodzi Twoje rozczarowania. Pomoże przezwyciężyć kryzysy. Wskaże ci drogę do szczęścia. Poradź się go, a dowiesz się wreszcie prawdy o sobie!

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nieliczni byli ci, którzy astrologię i dziedziny jej pokrewne traktowali rzeczywiście poważnie. Dzisiaj stały się one nie tylko nieodłącznym elementem pop kultury, ale i jedną z podstawowych praktyk ruchu New Age (Nowy Wiek). Jasnowidze, wróżbici, specjaliści od talizmanów, ludzie wyposażeni w nadzwyczajne zdolności są zawsze gotowi do udzielania najbardziej przejrzystych i pewnych odpowiedzi na tematy dotyczące życia i śmierci, do formułowania tychże odpowiedzi z matematyczną dokładnością, z niezachwianym przekona­niem, że wszelkie problemy zostaną rozwiązane, oczywiście na umówionym spotkaniu i za od­powiednim wynagrodzeniem. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni, aby dostrzec zaskaku­jący wprost boom tzw. literatury irracjonalnej.

Dlaczego następuje tak wielki zwrot w kierunku irracjonalności i to obecnie, w dobie tak wielkiego tryumfu wszelkiego typu racjonalizmów? Skąd bierze się ta fascynacja praktykami „średniowiecznymi” i „mało oświeconymi”? Dlaczego przenikają z taką łatwością do naszego życia, chociażby pod postacią przelotnego zainteresowania?

Co o tym wszystkim myśleć? Zanim spróbujemy odpowiedzieć na rodzące się pytania, musimy wpierw (chociażby pobieżnie) uporządkować pojęcia i terminy dotyczące sfery irracjonalności i wiedzy tajemnej:

astrologia: praktyka zajmująca się przepowiadaniem losu człowieka według położenia gwiazd lub planet. Jej właśnie tworem jest horoskop czyli opis konfiguracji ciał niebieskich, stanowiący podsta­wę przepowiedni astrologicznej, mającej jakoby opisywać losy ludzkie.
magia: ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, których opanowanie jest rzekomo możliwe za pomocą zaklęć i obrzędów. Istotą magii jest stworzenie pozoru kontroli nad rzeczami i zjawiskami, na które człowiek nie umie oddziaływać racjonalnie.
spirytyzm: wiara w możliwość obcowania z duchami osób zmarłych za pośrednictwem mediów podczas specjalnych seansów spirytystycznych.
okultyzm: pseudonaukowa teoria o istnieniu nadprzyrodzonych sił tajemnych, z którymi mogą obcować tylko ludzie wybrani i wtajemniczeni oraz ogół praktyk magicznych związanych z tą teorią. Celem tych praktyk jest wykorzystanie owych sił do wywierania wpływu na zachowanie człowieka i na przebieg zdarzeń w przyrodzie.
parapsychologia: przedmiotem jej badań są zjawiska psychiczne kwestionowane przez naukę współczesną, takie jak: telepatia, kryptoskopia, jasnowidzenie, różdżkarstwo itp. Każde z tych rze­ko­mych czy faktycznych zjawisk wiąże się (wg zwolenników parapsychologii), z poznaniem bez udziału zmysłów – niezbędnych przecież w każdym zgodnym z prawami nauki procesie poznania.
– Należy również wspomnieć o satanizmie czyli kulcie oddawanym duchowi zła, głoszącym sprzeciw wobec Boga. Nie powinien być on mylony ani z astrologią, ani z magią, ani ze spirytyzmem (chociaż satanistami mogą być również astrologowie, magowie czy spirytyści). Satanizm graniczy z szaleństwem i perwersją seksualną, ale jego istotą jest przede wszystkim przeciwstawienie się chrze­ścijaństwu oraz nienawiść do Boga i Chrystusa.

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Z jednej strony przesadą jest doszukiwać się wszędzie obecności Szatana, z drugiej jednak byłoby rzeczą nieroztropną i dalece niewskaza­ną, aby traktować to zjawisko jedynie jako rodzaj współczesnej mody dla osób żądnych silnych wrażeń i surrealistycznych doświadczeń. Przekonanie o obecności złych duchów jest stałym ele­mentem wszystkich kultur. We wszystkich religiach siła złego (uosabiana w demonach lub złych duchach) walczy z siłami dobra. Satanizm jest jednym (choć nie jedynym) ze znaków obecności „potęgi ciemności” w naszym świecie i lekceważącej nieświadomości, z jaką wiele osób – w tym tak­że chrześcijan – podchodzi do problemu zła.

Wprawdzie współczesna psychiatria wykazała, że wiele (żeby nie powiedzieć większość) zjawisk anormalnych, które minione pokolenia przypisywały działaniu diabelskiemu, wyjaśnia działanie naszej podświadomości. Nie jest ona jednak w stanie wyjaśnić ostateczny tychże zjawisk w sposób. Pozostaje zatem pewien obszar tajemnicy i trzeba być bardziej ostrożnym, kiedy mówi się o „przestarzałych wierzeniach” albo o „strachach wymyślonych przez człowieka”.

Biblia i nauczanie Kościoła wymagają od wiernych, aby wierzyli w istnienie szatana, chociaż wśród teologów pojawiają się różnice w interpretacji obecności sił szatańskich w świecie. Niezależnie jednak od dyskusji teologicznych i odpowiedzi udzielanych przez wiedzę medyczną i psychologiczną człowiek wierzący wie, że obecność zła jest jedną z największych tajemnic istnienia i dlatego nie wyklucza jego potęgi.
Nawet u początku XXI wieku musimy stwierdzić z wielką pokorą, że człowiek wciąż jeszcze pozostaje istotą nieznaną, a więc nie możemy wykluczyć istnienia zjawisk, które przekraczają nasze możliwości poznawcze. Wcześniej ludzie „przenosili na teren wiedzy irracjonalne oczekiwania cudu, które w czasie przeszłym były zadowalane poprzez religie tradycyjne. A ponieważ nauka nie zawsze mogła rozwiązać te problemy człowieka współczesnego, teraz jesteśmy świadkami odwracania się od niej. W miejsce wielkiego oczekiwania weszło rozczarowanie, spowodowane także niektórymi odkryciami. W konsekwencji człowiek stracił dwie wielkie pomoce: wiarę i zaufanie do nauki” (Emilio Segre, laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizyki).
Wbrew pozorom człowiek współczesny zaczyna tracić kontrolę nad światem i nad sobą oraz orientację w otaczającej go rzeczywistości. W lęku przed tym „co nadejdzie” i pragnieniu zabez­pieczenia się przed „wielką niewiadomą”, pełen frustracji zaczyna szukać środka zastępczego, dzięki któremu mógłby nadal czuć się centrum wszechświata. Odnajduje go w tych właśnie formach za­chowania, których przejawy znamy dzisiaj doskonale: narkotyki, przemoc różnego rodzaju, praktyki magiczne, okultyzm, przesądy, słowem – obszar szeroko pojętej tajemnicy. Te dążenia wzmacnia dodatkowo utrata autentycznej wiary w Boga i człowieka zarazem.
Jest rzeczą zrozumiałą, że nie można pominąć „irracjonalności” – ale trzeba odnaleźć rów­nowagę między nią a rozumem, między ciałem i duchem, między rozumem a sercem, gdyż tylko wtedy człowiek będzie mógł się uwolnić od wielu lęków i tęsknot, a jednocześnie pozostać otwartym na prawdziwą tajemnicę. Charles Strohmer w książce Czego ci nie powie horoskop (do lektury której gorąco za­chęcam wszystkich, szczególnie zaś wielbicieli horoskopów, którzy czytają je tylko dla rozrywki i zabawy) podaje nam kilka prostych przyczyn oczarowania astrologią i dziedzinami jej pokrewnymi.

Pierwsza to traktowanie astrologii jako dobrej zabawy i niewinnej rozrywki. Takie po­dejście pozwala zainteresowanym przenieść się w inny świat, świat gwiazd, który rządzi się wła­snymi prawami, ma swych władców, bohaterów, a nawet własny język czy też kod. To pewnego rodzaju gra, która wciąga, i wielu „po prostu się bawi”.
Druga przyczyna znajduje swojego zwolennika w ludzkiej naturze: astrologia bowiem zdaje się udzielać wskazówek dotyczących ludzkiej duszy i ofiaruje wiedzę o wszechświecie, nie stawiając przy tym żadnych wymagań moralnych. Wielu korzysta z tego skwapliwie, bo dzisiaj za­sady moralne nie są w modzie. Ulega odwiecznej pokusie ludzkości, by decydować według własne­go uznania, co jest dobre, a co złe, słuszne lub niewłaściwe, prawdziwe czy nieprawdziwe. Łudzi się przy tym, że w sferze gwiazd i mocy tajemnych odnajdzie odpowiedź na najbardziej podstawowe pytania, zaspokoi coś, co można nazwać duchowymi potrzebami i nadziejami.
Trzeci powód, najbardziej „przekonujący” i rozszerzający popularność astrologii to opi­nia, że „się sprawdza”. To istotnie niezwykłe i intrygujące zjawisko, że interpretacje astrologiczne potrafią być tak zdumiewająco trafne w odsłanianiu wnętrza bądź opisie szczegółów biografii zainteresowanego. A któż z nas nie chciałby się dowiedzieć czegoś więcej na swój temat?

Chrześcijanin wierzy, że człowiek został powołany przez Boga, aby panował nad świa­tem i używał własnego rozumu pamiętając, że to Bóg jest Panem i że Jego tajemnica otacza także nasze istnienie. Wie, że niczemu nie służy wyrzekanie się własnej, ludzkiej rzeczywistości i ucieka­nie w praktyki, które są owocem lęku i odwiecznej pokusy człowieka, aby stać się bogiem. Człowiek wierzący nie trapi się chęcią poznania wszystkiego i za wszelką cenę. Jeśli nie znajduje odpowiedzi na wszystkie „dlaczego”, rozumie, że wynika to z miejsca, jakie zajmuje w dziele stworzenia. I dlate­go świadomy własnej godności zdolny jest skłonić głowę w geście adoracji wobec Boga, swojego Stwórcy.

Wreszcie nie należy też zapominać, że motywacją twórców tego „przemysłu” są po prostu pieniądze. Wielu żerujących na ludzkiej naiwności i łatwowierności posługuje się „tajemnymi mo­cami” jako sztuczką pozwalającą uszczuplić zawartość naszych kieszeni. Horoskopy w codziennych gazetach, literatura brukowa, astrologiczne świecidełka, komputery wyjawiające tajemnice naszego życia nadały astrologii rysy elementu kultury masowej, której ciężko się oprzeć, a na której robi się fortunę. Czy wobec tego zajmowanie się astrologią jest grzechem? Czy można pogodzić astrologię z wiarą chrześcijańską? Czy próbując przejrzeć przyszłość na podstawie obserwacji biegu planet, nie sięgamy po wiedzę zarezerwowaną jedynie dla Boga. Czy człowiek powinien rezygnować z szansy, jaką daje mu ta „wiedza”?

Zanim odpowiemy sobie na te pytania gruntownie i w sposób analityczny, chcemy przyto­czyć kilka faktów do przemyślenia.
1. Astrologowie często w swoich przepowiedniach posługują się średniowiecznym stanem wiedzy o gwiazdach i zjawiskach niebieskich. Tymczasem poza pięcioma znanymi wówczas plane­tami odkryto już przecież kilka następnych: Uran (1781), Neptun (1846), Pluton (1930). Całkiem nie­dawno został odkryty Chiron, a pomiędzy Marsem i Jowiszem doliczono się ponad dwu tysięcy ma­łych planet lub asteroidów. Dlaczego więc wpływ na życie człowieka miałoby mieć jedynie pierw­szych pięć planet?
2. Znaki zodiaku zawdzięczają swoją nazwę faktowi, iż łącząc różne widoczne gwiazdy otrzymano (na skutek złudzenia optycznego i działania wyobraźni człowieka) zarysy kształtów zwie­rząt i… przypisano im zalety i wady tychże zwierząt. W rzeczywistości jednak owe gwiazdy nie leżą na jednej płaszczyźnie, a odległości między nimi są znaczne. Nauka potwierdza, że oddziaływanie fizyczne ciała niebieskiego na ziemię i na ludzi zależne jest od odległości, w jakiej się ono znajduje od naszej planety. Dlaczego więc astrologia uznaje wpływ tylko niektórych gwiazd (tych wchodzących w skład danego znaku) a pomija inne, znajdujące się bliżej lub dalej od ziemi?
3. Od czasu ustalenia pozycji znaków zodiaku na firmamencie, uległa ona przesunięciu o około 1/12 koła czyli, w przybliżeniu, o wartość jednego znaku. Oznacza to w praktyce, że np. znak Byka znajduje się obecnie w gwiazdozbiorze Barana. Która zatem charakterystyka znaku jest wła­ściwa?
4. Jeśli uznamy determinujące wpływy gwiazd na temperament człowieka, to powinny one ujawniać się przede wszystkim we wrodzonych cechach charakteru. Należałoby zatem zwrócić uwagę raczej na chwilę poczęcia, a nie narodzenia, jak czynią to astrologowie. Jak jednak dla potrzeb przepowiedni ustalić dokładnie moment poczęcia?

Dlaczego zatem pewne podstawowe fakty astrologia pomija milczeniem? Dlaczego pre­zentuje się nam inny obraz astrologicznych niebios, niż powinniśmy zobaczyć? Gdzie tkwi rze­czywiste źródło mocy lub wiedzy astrologii i co się za nim kryje?

Być może należymy do osób, które interesują się astrologią tylko pobieżnie i dla zabawy. Może traktujemy swój horoskop jak swoistą rozrywkę, próbując dopasować gwiezdne przepowiednie do konkretów naszego życia, aby sprawdzić, czy tym razem się sprawdzą: Może tylko nosimy wisio­rek lub bransoletę z symbolem znaku zodiaku, a sprawy z nim związane traktujemy jak dobry temat na kurtuazyjne pogawędki. Może nawet daliśmy sobie obliczyć horoskop. Dlaczego nie? Co to szko­dzi?

Astrologia utrzymuje, że życie i przeznaczenie człowieka podlegają wpływowi gwiazd w zależności od ich natury, budowy lub pozycji (choć wiemy już, że pozycja ta jest różna od opisywa­nej przez astronomów). W konsekwencji każdy wymiar istnienia człowieka: biologiczny, psychiczny, duchowy czy zdarzeniowy jest uzależniony od układu gwiazd w chwili narodzin lub innych klu­czowych momentach życia.

 

Czy gwiazdy i planety oraz ich wzajemne oddziaływanie rzeczywiście determinują ludzkie życie?
Astrologowie współcześni często zastrzegają się, że nie chodzi tutaj o prawdziwy determinizm, lecz jedynie o posiadające duży stopień prawdopodobieństwa przewidywanie biegu zdarzeń. Tzw. „naukowa astrologia” pragnie pozbyć się cech wróżbiarstwa, aby stać się bardziej wiarygodną. Jawi się coraz częściej jako niewinny środek, pomocny w całościowym poznani jednostki. Osoby zafascynowane astrologią sądzą, że ma ona moc odgadywania przyszłych wydarzeń. Przyczyną tego mylnego poglądu bywa często niezrozumienie znaczenia niejasnych sformułowań i dowolność ich interpretacji. Najczęściej konkretne wydarzenie z teraźniejszości wiąże się z mglistymi, choć suge­stywnymi zapowiedziami wcześniej napisanego horoskopu z przekonaniem, że zapowiedzi te zreali­zowały się w obecnej sytuacji.
Nawet jeśli nasze zainteresowanie astrologią ma charakter powierzchowny i rozrywkowy, z pewnością warto zastanowić się nad nim nieco dłużej, wiedząc że – wbrew temu co mówią astrolo­gowie – zamiast ku gwiazdom zwracamy się o radę do… starożytnych bóstw politeistycznego sys­temu religijnego!
To prawda, że podręczniki astrologii roją się od nazw planet i gwiazd, ale kiedy wczytamy się głębiej w ich treść, okaże się, że faktyczna interpretacja dotyczy nie tyle danej planety, co istoty bóstwa, od którego planeta otrzymała swą nazwę. System astrologicznych przepowiedni opiera się zatem nie na fizycznych właściwościach planet, lecz na przymiotach (wadach i zaletach) bóstwa i wyobrażeniach z nim związanych.
Terminologia planetarna okazuje się przyczyną ogromnych nieporozumień. Powszechnie wiadomo, że koncepcja wpływu planet na życie człowieka stanowi jeden z najważniejszych filarów astrologii. Tymczasem głoszenie takich poglądów może odbywać się kosztem prawdy – skoro filar, na którym opieraliśmy astrologiczne wyliczenia, w rzeczywistości nie istnieje!

Dlaczego zatem literatura astrologiczna ukrywa przed nami tę prawdę?
Dlaczego przemil­cza coś, co ma tak wielkie znaczenie dla korygowania wiedzy?
Zapewne dlatego, że nie chce obciążać sumienia moralnym problemem posłuszeństwa fał­szywym bogom. W świecie dzisiejszym, wynoszącym na piedestał wszelki relatywizm, to podpo­rządkowanie mogłoby uchodzić za relikt przeszłości. Człowiek „oświecony” nie może się przyznać do takich zabobonów. Prawda, ponieważ ma moc za pośrednictwem sumienia odstręczyć ludzi od tego, co fałszywe, złe, szkodliwe, staje się zupełnie niepożądana. Trzeba zatem zastosować odpo­wiednią taktykę, aby utrzymać adeptów w swoistej zależności pozostawiając im wrażenie pozornej wolności. I chociaż trudno wykazać, że owe terminologiczne nieporozumienia i powodowane przez nie szkody są efektem celowego działania, z wiarygodnością astrologii wiążą się spore problemy; nieistniejący bogowie nigdy nie będą w stanie udzielić odpowiedzi na podstawowe pytania naszego życia. W tej sytuacji nie wydaje się przesadą propozycja, aby w każdej kolumnie z horoskopami dru­kować ostrzeżenia: Poniższe rady oparte są na mitologii! Podobnie jest ze znakami Zodiaku. Przy dokładnej analizie i ten filar astrologii okazuje się iluzją.

Dlaczego zatem astrologia wydaje się sztuką tak realistyczną, namacalną, pomocną?
Wiele reguł astrologicznych uporządkowano w sposób, który nigdy nie ulega zmianie. Jed­nolita struktura (można wykreślić i wyrysować na papierze) stwarza wrażenie niezmiennej rzeczy­wistości, której można się uchwycić, którą można poczuć.

Co jednak począć, gdy różne wydarzenia zdają się potwierdzać przepowiednie wcześniej przeczytanych horoskopów?
Fakt taki można tłumaczyć w dwojaki sposób: powoduje go albo zbieg okoliczności, albo jakaś tajemnicza, bliżej nieokreślona moc. W pierwszym przypadku, zwracanie się ku astrologii wy­daje się czystym nonsensem. W drugim (choć może ciężko nam się z tym pogodzić) stajemy się wy­znawcami owej mocy. Czy chcemy czy nie, musimy dokonać wyboru. Mamy w tym względzie dwie zasadnicze możliwości:

1. ta moc, niezależnie od jej natury jest dobra. Jeśli to prawda, to astrologia musi nam udzielić praw­dziwych odpowiedzi na najważniejsze pytania. Tymczasem, stosuje ona fałszywą interpelację nawet swojego filaru: wpływów planetarnych;
2. ta moc jest fałszywa i zwodnicza.

Codzienność pokazuje, że mało kto z nas decyduje się na dokonanie wyboru. Najczęściej je­steśmy przekonani, że trzymamy astrologię na bezpieczny dystans. Może nawet fascynuje nas obec­na w niej moc, ale nigdy nie zastanawiamy się, czy owa moc jest dobra czy zła. Chcemy wierzyć w nieszkodliwość astrologii, niestety szczerość przekonania jeszcze nie dowodzi jego zgodności z prawdą. W świetle dotychczasowych rozważań widzimy, że astrologia niewiele może nam zaofia­rować poza ową bliżej nieokreśloną mocą. Spróbujemy ją zatem nieco bliżej określić, wcześniej jed­nak zmierzymy się z najmocniejszym argumentem na rzecz astrologii: z jej skutecznością.
Pomimo fikcyjnych podstaw astrologia zdobywa popularność, ponieważ praktykujący ją zawodowcy mogą za pomocą horoskopu ustalić cechy charakteru danej osoby lub przyszłe wyda­rzenia. Mogą też ujawnić kłopotliwe położenie, w jakim się znajdujemy lub korzystny ruch, który powinniśmy wykonać w danym momencie. Zdolności te nazywamy „wyjawieniami”. Wyobrażamy sobie, że skoro astrologia zna któryś z sekretów naszego życia, to zapewne wie i o innych sprawach, nawet o takich, o których my sami nie wiemy. Stąd już tylko krok do powierzenia jej rządów nad naszą przyszłością. Wyjawienia zajmują się kwestiami szczegółowymi. Nie pozwalają człowiekowi (w przeciwieństwie do spekulacji czy uogólnień – niekiedy z nimi mylonych) decydować o znaczeniu i możliwej interpretacji tych zdarzeń.

Jak to możliwe? Skąd astrolog czerpie tę niedostępną wiedzę?
Cóż nam wiadomo o źródle owych wyjawień?
Z wcześniejszych niewątpliwych ustaleń wynika, że jest to źródło, które znajduje się poza astrologiem i że musi mieć charakter nadnaturalny. Pragnie skłonić astrologów i ich klientów do opinii, że wiedza tajemna pochodzi z planet i gwiazd, co wyraźnie mija się z prawdą. Bez kontaktu z istotami duchowymi dokonywanie astrologicznych wyjawień nie byłoby możliwe, chyba że w opar­ciu o zgadywanie. Mamy więc przynajmniej dwie możliwości: Bóg albo diabeł. Tym źródłem nie może być Bóg opisany w Biblii, ponieważ jest On prawdomówny, czyli nie może kłamać! Pozostaje zatem drugi kierunek poszukiwań.

Już w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju pojawia się podstępna istota trafnie nazwana „wężem”, która posiada wiarygodne informacje o trzech rzeczywistościach: Bogu, stworzeniu i danej osobie. Ten niewidzialny, nadprzyrodzony byt pozyskuje uwagę Ewy poprzez wyjawienia, lecz zataja źródło swej mocy i kłamie, gdy mówi o skutkach swojej propozycji. Nietrudno dostrzec w jego działaniu trzy powody: chce pozyskać zainteresowanie kobiety, podtrzymać jej decyzję i skłonić, aby powiedziała o tym innej osobie. Morał wynikający z tej historii jest bardzo przejrzysty. Trafne wy­jawienie zrodziło zaufanie. Zaufanie pozwoliło na zwiedzenie, które z kolei doprowadziło do błęd­nego postępowania. Błędne postępowanie skończyło się zniszczeniem.
Biblia zniechęca nas do tego rodzaju praktyk nie po to, by zamknąć przed nami możliwo­ści intelektualnych poszukiwań i zdobycia prawdziwej mądrości. Chce nas przede wszystkim ostrzec przed kłamstwami „duchowych przewodników”, aby zaoszczędzić nam nieuniknionej w ta­kim przypadku krzywdy. Gdyby nie Pismo Święte, nikt by dzisiaj nie wiedział, że świat ten to sfera kłamstwa. Sztuki tajemne nigdy tego swoim wyznawcom nie wyjawią. Prawda jest taka, że nauki okultystyczne są wytworem podstępnych istot, które pragną naszego wiecznego unicestwienia.

Zdarza się dzisiaj bardzo często, że nie wierzymy w niewidzialny świat nadprzyrodzonego zła i dlatego skuteczność astrologii staramy się wyjaśniać naturalistyczne i naukowo. Modne stało się nazywanie duchowych mocy mianem wysokich mistrzów, alchemików, Umysłu Wszechświa­ta, ESP (postrzegania pozazmysłowego), jasnowidzami, duchowymi przewodnikami, Siłami itp. Takie określenia brzmią o wiele bardziej postępowo i naukowo, przestają nękać nasze sumienia, stwarzają iluzję nowych horyzontów – tuszują jednak prawdziwą naturę tych bytów. Osoba chcąca uchodzić za nowoczesną akceptuje podawaną przez astrologię argumentację skuteczności, odrzuca­jąc prawdziwą przyczynę jako śmieszny, purytański przesąd. Okultyści New Age usuwają z pola widzenia wszelkie skojarzenia ze złem, jednak nazwy, którymi określa ich Biblia, pomagają nam zajrzeć za parawan i wejrzeć w ich prawdziwą naturę.
Nie zawsze łatwo jest poznać czy odczuć, że fałszywe informacje przedostają się do nas z zewnątrz. Zły duch bowiem wnika w nasz sposób myślenia tak przemyślnie, że astrolog asymiluje dostarczane przez niego dane, nie żywiąc nawet najmniejszych podejrzeń, że coś innego poza jego własnymi myślami może być źródłem wyjawień. Nie chcemy pogodzić się z myślą, że owe istoty są tak okrutne w stosunku do nas i nie mają w sobie nic „miłego”, jak próbuje nam sugerować współczesny okultyzm. Utrzymujemy bardzo często, że w nawet w najbardziej zdeprawowanym człowie­ku można dostrzec jakąś dobrą stronę. Zasada ta nie funkcjonuje jednak w przypadku złych du­chów, które są złe ze swej natury. Nietrudno chyba zauważyć, że współczesna astrologia oraz po­zostałe okultystyczne nauki New Age to po prostu konsekwentna kontynuacja oszustwa węża z rajskiego ogrodu.

Nieustannie doświadczamy w życiu niepokoju i rozterek. Astrologia – jako sposób na życie – utrzymuje, iż zna zasady działania świata i ich źródła, i ofiaruje nam system, który pozornie zdaje się odpowiedni dla wyjaśnienia tajemnic wszechświata i wyjaśnienia sensu naszego życia.

Czy jednak mądrość wiedzy tajemnej jest mądrością prawdziwą?
Czy postrzega ona życie prawidłowo?
Prawdziwe odpowiedzi przedstawiają Boga, stworzenie i nas samych w jasnym świetle. Nie mogą zawierać wewnętrznych sprzeczności, jakie napotykamy w astrologicznych przekazach. Wielu ludzi nigdy nie wkroczyłoby na „astrologiczne niebiosa”, gdyby znaki wskazujące na starożytne bóstwa, mitologiczny relatywizm, politeizm, podstępne duchy i fałszywa duchowość zostały przedstawione w literaturze astrologicznej w prawdziwym świetle. „Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się zwieść, nie od­dawał im pokłonu i nie służył, bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem” (Pwt 4,19). Mądrość Boża, poprzez nieustanne nawoływanie proroków, nie przestaje ukazywać jak złudne jest pokładanie nadziei w gwiazdach, poszukiwanie wybawienia i uzdrowienia gdzie indziej niż w Bogu, który ocala: „Masz już dosyć mnóstwa twoich doradców. Niechaj się stawią, by cię oca­lić, owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się z tobą wydarzyć” (Iz 47,13).
Bóg oczekuje od nas odwrócenia się od wszystkiego, co grzeszne. Nie można jednocze­śnie angażować się w okultyzm, choćby w minimalnym stopniu, a zarazem żyć w zgodzie z wolą Bożą. Z całą sferą wiedzy tajemnej wiążą się dwa śmiertelne niebezpieczeństwa: oddanie umysłu pod panowanie fałszu oraz nieuchronne „małżeństwo ze złem”. Dlatego z astrologii nie powinno się czynić nawet hobby.

 

Dopowiedzenie

Jaką zatem postawę przyjąć wobec tego rodzaju zjawisk? Aby uchwycić zobowiązania moralne i religijne, jakie nakładają na sumienie człowieka wie­rzącego zjawiska zwane „irracjonalnymi”, konieczne są pewne rozróżnienia.
Jeżeli mówimy o astrologii, trzeba od razy zaznaczyć, że w większości przypadków chodzi bardziej o modę i zabawę, nierzadko głupią i wyobcowującą, niż o rzeczywistą i prawdziwą wiarę w gwiazdy. Mówi się często: „Nie wierzę, ale czytam mój horoskop i jeśli rzeczy nie układają się po mojej myśli, winę przypisuję gwiazdom”. Spotykamy jednak i talach ludzi, którzy faktycznie prze­konani są, że przeznaczenie człowieka zapisane jest w gwiazdach i że poprzez horoskop można odczytać własną przyszłość. Taka wiara, neguje wolność człowieka i opatrzność Bożą, które przecież są prawdami fundamentalnymi dla człowieka wierzącego. Już św. Augustyn potępiał astrologów, po­nieważ „uważają, że na niebie znajduje się nieunikniona przyczyna grzechu”, a przez to zwalniają człowieka od jego własnej odpowiedzialności moralnej. Nie czyń więc z astrologii twojej religii.
W żadnym przypadku i pod żadnym pozorem nie może być ona traktowana jako warunkująca nie­odwołalne przeznaczenie człowieka. Gwiazdy bowiem nie mogą ustalić, jakie będzie przeznaczenie człowieka ani jego przyszłość. W efekcie najlepszą pozycją jest ta propagowana już przez starożyt­nych chrześcijan, a tak zgrabnie ujęta przez Dantego: „Inclinat astra, non necessitant” – „gwiazdy wpływają, nie przymuszając”.

Co natomiast sądzić o magii? Pod względem moralnym, praktykowanie magii jest praw­dziwym i rzeczywistym nadużyciem ludzkiej łatwowierności i to w celu zarobkowym. Oczywistą jest bowiem rzeczą, że takie praktyki absolutnie nie są wystarczające do osiągnięcia zamierzonego celu. To, że niekiedy magowie dokonują dzieł „nadzwyczajnych” (np. uzdrowień) nie jest rezultatem ich siły magicznej, magicznych przyrządów czy też zaklęć, lecz ewentualnych zdolności paranormal­nych, którymi mogą być obdarzeni. Magia jest zawsze oszustwem i tylko naiwna łatwowierność może ulec jej urokowi. Ten tak surowy osąd moralny wynika z samej definicji magii i jej charakterystyki, która staje w opozycji do religii. Są to w praktyce dwa sposoby postawienia się wobec „sacrum”. Mag próbuje zdominować wszechświat i uznaje się za boga, kapłan natomiast oddaje się służbie swojemu Bogu i wypełnianiu jego woli.
Bardzo podobny do magii jest duch, który dominuje w okultyzmie i ezoteryzmie.

Okultyzm poświęcił się zasadniczo poszukiwaniu „kamienia filozoficznego” (elementu, który pozwala zamieniać w złoto metale mniej szlachetne) i innych sekretów natury, uprzedzając w ten sposób erę współczesną. To, co należałoby odrzucić, to oczywiście nie ludzki wysiłek zrozumie­nia sekretów natury, ale częste uciekanie się do magii i czarodziejstwa, aby próbować zapanować nad wszechświatem, przy jednoczesnym wyrzeczeniu się ducha religijnego oraz postrzeganiu Boga jako przeciwnika i wroga człowieka.

Podobnie ezoteryzm ze swoim sięganiem do doktryn tajemnych i sekretnych, dostępnych tylko wtajemniczonym, przydaje nadmierną wartość praktykom okultystycznym, ezoterycznym, które chcą wyeliminować Boga i stać się motywem zbawienia ludzkości.

Z kolei spirytyzm, może być widziany z dwóch perspektyw: jako wiara w duchy i jako uczestnictwo w praktykach spirytystycznych. Jeśli chodzi o wiarę w duchy, Kościół nie przeczy istnieniu duchów dobrych i złych, ale zawsze zabraniał wiernym uczestniczenia w praktykach spirytystycznych. Dzisiaj wiemy, że wiele z tak zwanych zjawisk materializacji przedmiotów (stoły, które się podnoszą, pokazywanie się duchów, głosy i dźwięki, itp.) są owocem sprawnych mediów, które korzystają z efektów specjalnych i technik iluzjonistycznych. Oczywiście nie można wykluczyć, że czasami mamy do czynienia ze zja­wiskami paranormalnymi, które trudno wyjaśnić. Wydaje się zatem, że wobec spirytyzmu, jak i w ogóle różnych zjawisk wyżej przedstawio­nych, należy być zawsze wolnym od uprzedzeń i zachować roztropność i ostrożność. Aby uporządkować chrześcijańskie stanowisko wobec „irracjonalności”, wypunktujmy najważniejsze sprawy.

1. wyrozumiałość dla osób, które wierzą w tego typu zjawiska oraz gotowość do naukowej i metodycznej konfrontacji z nimi;
2. sprawdzanie tego co nam jest przedstawiane lub czego doświadczamy z odrobiną zdro­wego rozsądku i sporą dawką sceptycyzmu. W wielu przypadkach mamy do czynienia ze sprytnymi iluzjonistami czy nawet oszustami, nierzadko zaś chodzi o osoby chore, szczególnie uczuciowe itp.;
3. rozróżnienie tego, co jest jedynie zabawą i żartem (jak zdarza się często w przypadku astrologii czy horoskopów) od rzeczywistej wiary w magię czy zjawiska okultystyczne;
4. brak zaangażowania uczuciowego. Wiele praktyk okultystycznych i eksperymentów parapsychologicznych może okazać się szczególnie destruktywnych dla osób nieodpornych psychicznie;
5. przezwyciężanie ciekawości (która w każdym przypadku jest bardzo silna) uczestniczenia w eksperymentach, posiedzeniach, grupach ezoterycznych itp. Dobrze jest zdać sobie sprawę, że tego typu eksperymenty nie przyniosą nam spokoju, a raczej powiększą nasze tęsknoty i lęki.

 

literatura pomocnicza:
Ch. Strohmer, Czego nie powie ci horoskop. Charyzma, Warszawa 1993;
Madre, F. Sanchez, Astrologia a życie chrześcijańskie, Wydawnictwo „M”, Kraków, 1993;
Salij OP, Szukającym drogi, W drodze 6/85;
M. Sadowski, Wokół ethosu astrologii, Człowiek i światopogląd IX/84;
Bocchi, Tra oroscopi e magia, Mondo Nuovo 73;
Augustyn, św., O Państwie Bożym, ks. 5, tłum. W. Kornatowski, PAX, 1977.

 

I parę myśli do… przemyślenia!

Lecz od tych, którzy sądzą, że gwiazdy niezależnie od woli Bożej rozstrzygają, co mamy czynić, co spotyka nas dobrego lub co przecierpimy złego, winni odwracać uszy wszyscy… Zmartwychwstanie Chrystusa uwalnia każdego od lęku przed kosmosem (św. Augustyn)

Jeżeli… czyny ludzkie wynikają z przymusu nieba, to jakaż władza sądzenia ich zostaje Bogu, skoro On Panem i gwiazd, i ludzi? (św. Augustyn).

Jeśli zatem niemożliwe jest ustalenie dokładnego momentu (poczęcia lub narodzin z dokładnością do jednej sekundy) i jeżeli najmniejsza różnica obala wszystkie wyliczenia, ci, którzy tracą swój czas zajmując się tą urojoną sztuką, są tak samo śmieszni jak ci, którzy patrzą na nich z podziwem, jak na ludzi zdolnych poznać nasze losy (św. Bazyli z Cezarei).

Ponieważ, według ciebie, największy wpływ na życie ludzkie mają gwiazdy, dlaczego na podstawie ziemskich zwierząt okre­ślasz charakter ludzkich dzieci? Człowieka urodzonego pod znakiem Barana miałaby cechować swoboda nie dlatego, że jakaś część nieba zdolna jest taką cechę stworzyć, lecz dlatego, że taki jest charakter tego zwierzęcia! Po cóż więc niepokoić nas, nad­używając ufność jaką napawają nas gwiazdy i oszukiwać nas swym „pobekiwaniem”? (św. Bazyli z Cezarei).

Złe gwiazdy przenoszą przyczynę swej niegodziwości na Tego, który je stworzył. Jeżeli bowiem zło wynika z ich natury, spraw­cą tego zła byłby ich Stwórca; jeżeli natomiast ich zepsucie jest przez nie chciane, należałoby najpierw uznać je za byty obdarzo­ne wolną wolą… a ponadto, jeżeli nasze czyny złe lub dobre nie mają swego źródła w nas samych, lecz określa je chwila narodzin (…), nie ma już miejsca na zasługę, na której oparty jest sąd Boży. (św. Bazyli z Cezarei)

Starajmy się pamiętać o słowach Pańskich: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5,14). Ta zasada jest podstawą naszego zbawienia. Astrologowie zaś starają się ją obalić. Mianowicie mówią: Niebo cię obarczyło przymusem grzeszenia. Mówią tak po to, aby człowiek… mógł czuć się niewinny. Aby można było zrzucić winę na Stwórcę i Rządcę nieba i gwiazd (św. Augustyn)

Człowiek nie jest stworzony dla gwiazd, lecz gwiazdy dla człowieka (św. Grzegorz Wielki)

Nie wierzymy… (chodziło o gwiazdę betlejemską), aby układ gwiazd wyznaczył doczesne narodziny Tego, który jest odwiecz­nym Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy… Nie dlatego Chrystus się narodził, że ona zaświeciła, ale dlatego ona zaświeciła, że Chrystus się narodził (św. Augustyn)

Następny >>>